Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na poprawę humoru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na poprawę humoru. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2015

Nie oceniaj książki po okładce, recenzja Eva Darrows The awesome

The Awesome zaczyna tak samo jak Coś do stracenia. Bohaterka ma dość bycia dziewicą i postanawia zająć się problemem. Tylko, że Maggie ma siedemnaście lat i poluje na potwory, a pozbycie się big V-card pozwoli jej polować na wampiry (w tym świecie wampiry dostają fioła czując krew dziewicy). Maggie zatem ma genialny plan, uda się na imprezę, wyhaczy jakiegoś gościa i pozbędzie się problemu.
Oczywiście, plan nie wypala.

sobota, 4 lipca 2015

czwartek, 11 grudnia 2014

piątek, 12 września 2014

Właściwy rodzaj fluffu


Wszyscy lubimy czytać książki lekkie, łatwe i przyjemne. Takie, przy których czytelnik może się ogrzać. Kiedy za oknem szaro, albo w życiu coś nie tak, dobrze jest uciec do krainy, gdzie bohaterom się udaje, mężczyźni są konwencjonalnie romantyczni, a koty nigdy nie wymiotują na dywan (albo regał). Taki literacki odpowiednik filiżanki słodkiej herbaty i ciasta.
Przyznaję, że to typ książek, który najczęściej mnie rozczarowuje. Mam wrażenie, że zamiast herbaty dostałam bezę- jest słodko, ale tylko słodko*, leciutko i krótko. Dostaję romans, ale książka nie opowiada mi historii, nic się w niej nie dzieje, poza tym że postać A i postać B się kochają. Czasami dołączone są do tego problemy rodzinne (nie wiedzieć czemu, zawsze z wysokiego C- choroby, wypadki itp. Nikomu nie może się samochód zepsuć, na przykład. Albo pralka. ). Dlatego zawsze dokładnie sprawdzam, o czym ta beza ma być. Jeśli bohaterka buduje dom, hoduje lawendę, otwiera winnicę, czy ma restaurację, mogę się skusić. Jest szansa na sympatyczną lekturę.

Ten przydługi wstęp prowadzi do wniosku, że powieści Rainbow Rowell to dla mnie fluff idealny. Po przeczytaniu robi mi się ciepło na sercu, świat wydaje się przyjaźniejszy, a ludzie milsi. A jednocześnie nie mam poczucia skonsumowania płaskiej bezy, a cudownej eklerki**. Dziś będzie o Attachments, za jakiś czas o Fangirl.

wtorek, 15 lipca 2014

Najbardziej wypasiona instrukcja do gry ever

Kłamca 2.5 dołączony jest do Kłamcianki (gry omawiać nie będę, nie znam się na karciankach). W tomiku mamy instrukcję i trzy opowiadania, albo jak chce Wstęp, nowelę i dwa opowiadania.
 Według mnie, to jedno opowiadanie, jedno opowiadanko i jedna scena, która spokojnie mogłaby być wklejona do dowolnego opowiadania. Drugie opowiadanie jest wtórne i średnio ciekawe, o problemach anioła stróża już u Ćwieka było, humor jakoś mi umknął.

Obrazek z merlin.pl

wtorek, 8 lipca 2014

Aneta Jadowska Egzorcyzmy Dory Wilk


Piąty tom przygód Dory Wilk zaskakująco mi się podobał. A nie spodziewałam się już po tej serii zbyt wiele, kolejne tomy kupuję bardziej z obowiązku by poznać zakończenie. Obecnie stawiam na to, że ślubem, ale don’t quote me on that.

Okładka. Nie podoba mi się. O. Grafika ze strony Fabryki Słów
Egzorcyzmy Dory Wilk są podobne do pierwszego tomu, Dora wreszcie przeprowadza porządne śledztwo. W Toruniu i Thornie, a więc nie na urbanistycznej pustyni. Jest dużo akcji, którą Autorka umie opisywać, mało polityki i romansu, które dla mnie zawsze były najsłabszymi elementami serii (proszę pamiętać, że jestem odporna na urok Mirona&Joshui). Dora kopie tyłki, Dorze kopią tyłek, jest nieźle. Wątki poboczne zostały ograniczone do minimum, poza forshadowing do szóstego tomu, tym razem złoczyńcy stanowią integralną część opowieści, nie są tylko dodatkiem do romansu.

czwartek, 22 maja 2014

Szklany tron Sarah J. Maas

Siedemnastoletnia Celaena jest wyszkolonym zabójcą, jednym z najlepszych, ale popełniła fatalny błąd. Została złapana i skazana na dożywotnią niewolniczą pracę w kopalni soli Endovier. Książę Dorian składa jej ofertę. Celaena musi walczyć na śmierć i życie w turnieju o tytuł królewskiego zabójcy. Jeśli wygra – będzie wolna, jeśli przegra – jej wybawieniem będzie śmierć. Uczestnicy turnieju giną w tajemniczych okolicznościach. Czy Celaena zdoła zdemaskować zabójcę zanim sama stanie się ofiarą?
opis i grafika z goodreads.com

Czy Szklany tron jest podobny do Igrzysk śmierci? Założenie wydaje się podobne, grupa uczestników bierze udział w grze, w której mogą albo zwyciężyć albo polec. Jednak gra o stanowisko królewskiego zabójcy jest tajna, a uczestnicy mają szansę przeżyć (wyeliminowani są odsyłani skad przyszli). Poza tym, większość z nich zgłosiła się z własnej woli.

piątek, 14 marca 2014

Magdalena Kordel- Uroczysko


Jeśli się rozejrzycie, to po prawej zobaczycie pasek z obserwowanymi przeze mnie blogami. Wśród nich jest blog Magdaleny Kordel, pisarki. Uznałam, że powinnam przeczytać chociaż jedną jej powieść, żeby sprawdzić co to za zwierz. A że przy okazji rodzicielka zażądała dostawy nowych książek…

Uroczysko to pełna humoru, ciepła opowieść o tym, jak malownicze miasteczko w Sudetach odmieniło życie pewnej warszawianki. Porzucona przez męża Maja, mama piętnastoletniej Marysi, właścicielka dwóch psów i kota, myśli, że limit przypisanych jej nieszczęść został już wyczerpany. Wkrótce przekonuje się, że to zaledwie początek. Nieszczęścia, jak to mają w zwyczaju, chodzą nie tylko parami, ale wręcz stadami. Paradoksalnie jednak to co złe prowadzi do zmian na lepsze. I tak Majka - pomimo zmagań z samotnym rodzicielstwem i mężem, który niczego nie ułatwia - znajduje w sobie siłę, o której istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Pobyt w Sudetach, w domku należącym kiedyś do jej ciotki, daje początek zmianom, które odmienią egzystencję całej jej rodziny. A wszystko to w malowniczej scenerii gór i lasów, przesycone ciepłem nowych i starych przyjaźni oraz okraszone humorem, którego nigdy nie powinno zabraknąć ani w książce, ani w życiu.
opis i zdjęcie okładki pochodzą ze strony Autorki

wtorek, 11 lutego 2014

Marta Kisiel Nomen Omen


Tak jak Dożywocie, pierwsze czterdzieści stron czytałam z zainteresowaniem, ale bez nadmiernej ekscytacji. Około sześćdziesiątej szóstej pierwszy raz mi piknęło. Około setnej powieść mnie kupiła i czytałam ją już ciągiem do końca.  Ta recenzja jest tak naprawdę dla tych, którzy nie czytali Dożywocia, bo ci co czytali (i im się podobało), już pewnie mają swoje egzemplarze.

zdjęcie z empik.com. Polecam też zajrzenie na fan page Ałtorki, gdzie czytelnicy wrzucają zdjęcia książki.
 Autorka wzięła garść kliszy i postawiła je na głowie. To jest książka o dziwnym domu i nawiedzonej staruszce. I zarazem zupełnie nie jest. Humorystyczna opowieść o młodej kobiecie, która wyprowadza się do innego miasta i stara wydorośleć. Zarazem mroczna historia o miłości i zdradzie, sięgającej w przeszłość. Jest o stosunkach międzypokoleniowych, więzach rodzinnych i o tym, jak gry komputerowe łączą ludzi.

wtorek, 4 lutego 2014

Powtórka z morderstwa- czyli o zbrodni lekko i przyjemnie


Powtórka z morderstwa to kryminał czy może raczej kryminałek, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest trochę niepoważny (o ile morderstwo może być niepoważne!). Autorka twierdzi, że wszystko zaczęło się od momentu, kiedy zobaczyła swojego telewizyjnego kolegę, taszczącego na przełaj przez studio wielkie pudło z reflektorami, i zaczęła się zastanawiać, co by było, gdyby kolega zamiast świateł znalazł w pudle nieboszczyka... W efekcie powstał zabawny kryminał, którego akcja toczy się w środowisku telewizyjnym i gdzie spotykają się postaci z wszystkich dotychczas wydanych książek Moniki Szwai. Oczywiście rzecz jest całkowitą i absolutną fikcją, wymyślone telewizyjne morderstwo pozwoliło jednak autorce na opisanie pewnych zjawisk, które nie tylko w telewizji występować mogą i czasem, niestety, występują. Jak to dobrze, że niezadowoleni pracownicy nie łapią od razu za ciężkie przedmioty, aby rzucać nimi w siebie nawzajem... 
 opis z empik.com

Czytając tę powieść, miałam silne deja vu. Niemal na każdej stronie oczekiwałam, że zza szafy wychyli się Diabeł, chichocząc radośnie. Nie chodzi tylko o założenia fabularne, w końcu morderstwo w miejscu pracy to temat wielu książek, bardziej o atmosferę, rodzaj humoru i język, jakim posługują się postacie. Nie wiedziałam, że PRLowscy architekci mają tyle wspólnego z lokalną telewizją. Ale inspirowanie się Wszyscy jesteśmy podejrzani można uznać za zaletę.

wtorek, 28 stycznia 2014

You can't take the sky from me


Książkę dostałam kilka tygodni temu od Męża. On uwielbia Firefly i Ćwieka, ja uwielbiam Firefly i lubię Ćwieka. Utwór przeleżał swoje, ale co można czytać w autokarze do Warszawy, gdy za oknem  śnieżyca roku?
Dalej zdradzam pewne szczegóły fabuły, ostrzegam
 Podobno jeśli książka dla dzieci jest dobra, to dorośli też będą czytać ją z przyjemnością i tak jest właśnie ze Świetlikiem w ciemności. Opowiada o grupie owadów w rozpaczliwej sytuacji, połączonych wspólnym celem i siłą marzeń. Ale mimo wzniosłego tematu, jest zabawnie, ciekawie, a akcja szybko posuwa się naprzód, jak w dobrym serialu sensaycjnym. Jako że to baśń nowoczesna, drużyna konstruuje latającą machinę, używa napędu odrzutowego, a nawet buduje latarkę. Nie zabrakło jednak magii, zwłaszcza w finałowej walce z Wronami.Zakończenie było piękne, uciekało od schematu bohatera w pojedynkę ratującego świat, i słodko-gorzkie. Ale wszystko kończy się dobrze, w końcu to baśń.

piątek, 17 stycznia 2014

Klub porcelanowej filiżanki

Trzy nie mające ze sobą nic wspólnego kobiety poznają się na pchlim targu i ulegają fascynacji tym samym porcelanowym serwisem. Zamiast się kłócić, postanawiają go wspólnie kupić i w rezultacie się zaprzyjaźniają. 
Jenny, Maggie i Alison stają przed szeregiem trudnych wyborów; czy dzięki różnicom w temperamentach, życiowych doświadczeniach i poglądach podejmą właściwe decyzje? 
Wymarzona lektura dla wielbicielek ciepłych i szczerych historii. Najlepiej smakuje przy filiżance herbaty.
To taka sympatyczna, ciepła książka, idealna na zimowe wieczory. Wiadomo, że wszystko będzie dobrze, a bohaterki będą miały szczęśliwe zakończenie. Nie należy tu szukać oryginalnych rozwiązań fabularnych, Autorka postawiła na pewniaki. Zrobiła to jednak z wdziękiem, bez melodramatu, uniknęła też nadmiernego moralizowania. Powieść ma w sobie dużo uroku, jeśli lubi się angielskie miasteczka i herbatę. Tu cały czas ktoś pije herbatę!
Według mnie, powieść jest za krótka, a wydarzenia potraktowane zbyt skrótowo. Przez to nie byłam w stanie wczuć się w sytuację żadnej z bohaterek. Za każdym razem, kiedy już zaczynałam przejmować się kłopotami Maggie czy Alison, kończył się rozdział i byłam wrzucana w kolejną historię. Tempo także było nierówne, niektóre sceny trwały nieznośnie długo, inne były ucinane.
Narracja to miks pierwszej i trzeciej osoby. Przyznam, że irytowało mnie to, zwłaszcza, że historia Jenny, wyróżniona narracją pierwszoosobową nie jest bardziej rozbudowana, nie ma też fabularnego uzasadnienia przeskoków.

Herbata jest dobra na wszystko! Obrazek STĄD
Jeśli szukacie lektury, która pozwoli Wam odpocząć, ta książka na pewno się sprawdzi. Mimo masy kłopotów spadających na trzy bohaterki, jest pogodna i ciepła. Niektóre warsztatowe decyzje Autorki nie przypadły mi do gustu, jednak nie psuły przyjemności z czytania. Powieść w sam raz do kubka herbaty, kiedy na dworze zimno i mokro. Albo, jak sugeruje wydawca, na leniwą niedzielę.   

czwartek, 7 listopada 2013

Kroniki żelaznego druida, tom pierwszy


Atticus O’Sullivan to gwiazda rockowa wśród magików – ten przystojny Irlandczyk to tak naprawdę ostatni z druidów. Polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym, już od dwóch tysięcy lat ucieka przed pewnym celtyckim bogiem. Kiedy jednak w sennym miasteczku Tempe w Arizonie, gdzie się ostatnio zaszył, pojawia się ponętna bogini śmierci Morrigan, jako forpoczta celtyckiego panteonu, Atticus nie ma złudzeń – zanosi się na poważne kłopoty…



niedziela, 29 września 2013

Niefajnie, kiedy bohaterowi wszystko się udaje, czyli Dora Wilk po raz trzeci


Miałam strasznie dużo kłopotów z tą recenzją. Napisałam ją ponad tydzień temu, ale nie byłam zadowolona. Nadal nie jestem, ale uznałam, że nic więcej nie wymyślę.


Po całkiem niezłym tomie pierwszym i rozczarowującym tomie drugim, wzięłam się za tom trzeci. Nie pytajcie, dlaczego kupiłam książkę zamiast czekać na e-book, wizyty w Matrasie o ósmej rano to zło.
Pierwsze sto stron było ciężkie. Przegadane w najgorszym stylu, brak akcji, z marysuizmem do potęgi i festiwalem „wszyscy kochają Dorę”. Czytałam i zastanawiałam się, czemu tak się uparłam na tę serię. Bo chcę polskiego urban fantasy, napisanego przez kobietę?


Ale potem zaczęło być lepiej, fabularnie. To nadal romans paranormalny, ale trochę akcji się znalazło. Zaczęłam mieć nadzieję, że poziom utrzyma się do końca. Redaktorsko, nadal uważam, że ktoś schrzanił.
Potem zaś znowu było źle, zakończenie jest pospieszne i po łebkach. Niebo podejrzanie przypomina sąd rejonowy, jakby autorce zabrakło czasu i ochoty na wymyślenie czegoś innego. Gdzieś zagubiło się dwóch bohaterów drugoplanowych, z których przynajmniej jeden był ważny dla fabuły.  

czwartek, 15 sierpnia 2013

Lisa Renee Jones Scaping reality

At the young age of eighteen, tragedy and a dark secret force Lara to flee all she has known and loves to start a new life. Now years later, with a new identity as Amy, she’s finally dared to believe she is forgotten–even if she cannot forget. But just when she lets down her guard, the ghosts of her past are quick to punish her, forcing her back on the run. On a plane, struggling to face the devastation of losing everything again and starting over, Amy meets Liam Stone, a darkly entrancing recluse billionaire, who is also a brilliant, and famous, prodigy architect. A man who knows what he wants and goes after it. And what he wants is Amy. Refusing to take “no” as an answer, he sweeps her into a passionate affair, pushing her to her erotic limits. He wants to possess her. He makes her want to be possessed. Liam demands everything from her, accepting nothing less. But what if she is too devastated by tragedy to know when he wants more than she should give? And what if there is more to Liam than meets the eyes?


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Saga księżycowa Scarlet

Temperatura spadła wreszcie do poziomu, przy którym mój mózg znowu funkcjonuje, więc mogę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat ostatnich lektur.
grafika z goodreads.com
Na Scarlet czekałam z utęsknieniem od kiedy przeczytałam Cinder. Ale poprosiłam o nią na imieniny, musiałam więc wytrwać do końca lipca. Kiedy wreszcie dostałam, przeczytałam w ciągu jednego dnia, ciesząc się każdym słowem.
Uwielbiam, kiedy książki są takie.
Fabuła była dość przewidywalna, ale w końcu to futurystyczna wersja Czerwonego Kapturka, ciężko o rewolucyjny zwrot akcji. Chociaż, jak pokazuje końcówka, nawet jeśli twój los jako bohatera baśni jest z góry przesądzony, zawsze możesz spróbować go zmienić. Kilka tajemnic z Cinder znajduje rozwiązanie, inne jeszcze nie, dochodzą nowe. Kroniki przestają być opowieścią o dziewczynie-cyborgu zakochanej w przystojnym księciu, teraz chodzi o coś znacznie więcej.

niedziela, 21 lipca 2013

Złoty most


Druga część przygód Anny podobała mi się zarazem bardziej i mniej niż Magiczna gondola. Historia była bardziej przewidywalna, jeśli zna się fabułę Trzech Muszkieterów, łatwo było domyślić się, co będzie dalej. Na szczęście, Autorka dodała kilka zaskakujących elementów, dzięki którym opowieść była dla mnie miło znajoma, a nie nużąco wtórna. Chociaż mogłoby być w niej więcej kardynała Richelieu.


Szkoda, że Autorka nie pokusiła o stworzenie nowej fabuły, tylko skorzystała ze sprawdzonego schematu. Mniej więcej w połowie książki wiedziałam kto jest kim. Dlatego wątek Henri nie zaskoczył mnie ani trochę, szanowna Autorko, sztuczka z niedołężnymi staruszkami wychodzi tylko raz na serię ;).
Tak jak w przypadku Wenecji, Paryż został opisany bardzo szczegółowo i z polotem. Jest to jeden z moich ulubionych elementów serii o podróżnikach w czasie. W Złotym moście odwiedzamy wraz z bohaterami sklepy, karczmę, teatr, pałace i domy paryskiej biedoty. Wydaje mi się, że Autorka była tez bardziej konsekwentna, jeśli chodzi o stylizację wypowiedzi.
Mam wrażenie, że Anna nieco zgłupiała. Nadal jest rozsądną dziewczyną, poszukującą wyjścia z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji, ale stała się zatrważająco naiwna. Może nie rzuciło by mi się to w oczy tak bardzo, gdyby Złoty most rozgrywał się bezpośrednio po pierwszym tomie, ale między nimi minęło półtora roku. W przypadku nastolatków to strasznie dużo czasu na zmiany i rozwój, po niej zaś tego nie widać.
Złoty most podobał mi się i z chęcią sięgnę po trzeci tom. To naprawdę kawał porządnej literatury dla młodzieży, a Anna jest naprawdę fajną, choć niekiedy irytującą, bohaterką. Owszem, mam zastrzeżenia, ale zalet jest więcej niż wad.


piątek, 12 lipca 2013

Eva Voller Magiczna gondola


Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira Armanda mam duży sentyment.

Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki, które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi, śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny, przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie, by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele ciekawiej (kardynał Richelieu!).

czwartek, 20 czerwca 2013

Lady of Devices Shelley Adina


Okazuje się, że można napisać bohaterkę, która jest dzielna, potrafi o siebie zadbać i nie boi się komuś przyłożyć. I która nie zakochuje się w nikim przez cały tom. Co zadziwiające, takie damy najczęściej noszą gorsety i kilka halek. Tak jakby autorom łatwiej było wyobrazić sobie bojową piękność z londyńskiej socjety, niż współczesną nastolatkę (jedna Katniss czy Dru nie czynią żadnej pory roku).
Lady Claire Trevelyan jest właśnie taką postacią. Claire ma osiemnaście lat, dopiero co  skończyła szkołę i marzy o studiowaniu inżynierii. Jej matka ma zgoła inne plany, córka ma w trakcie Sezonu w Londynie znaleźć odpowiedniego kandydata i zaręczyć się przed jesienią. Plany jednej i marzenia drugiej zostają zniszczone, kiedy wicehrabia St.Ives, ojciec Claire, bankrutuje i popełnia samobójstwo. Pozostawione same sobie, panie muszą sobie radzić. Kiedy Claire zostaje sama w Londynie by dopilnować sprzedaży domu, uznaje to za swoją wielką szansę na znalezienie pracy i zebranie pieniędzy na studia. I tak jakoś przypadkiem staje się przywódczynią gangu.
Książkę czyta się szybko i łatwo, kiedy już oswoimy się z całym steampunkowym słownictwem. Nie ma go dużo, a Autorka nie zarzuca czytelnika opisami niezwykłych wynalazków, pokazuje codzienne przedmioty. Dużo się dzieje, wydarzenie goni wydarzenie, jest dużo humoru. Zdziwił mnie nagły koniec książki, chociaż w pewnym sensie był on logiczny (bohaterka dokonała ważnego wyboru). Jednak Autorka wrzuciła Claire w sytuację niemal bez wyjścia, z przyjemnością przeczytam kolejny tom, żeby dowiedzieć się, jak ona z tego wybrnie.
Owszem, czasem ciężko uwierzyć w niektóre wypadki, a fabuła ociera się o absurd. Dopóki człowiek nie przypomni sobie, że Claire ma dopiero osiemnaście lat i praktycznie nie zna świata, więc ma prawo do błędów i szalonych decyzji. Osoba starsza i bardziej doświadczona raczej nie szłaby ciemną nocą w zaułki Londynu by odzyskać skradzione dobra.
Bohaterowie drugoplanowi są wyraziści, choć typowi. Mamy tu wredne koleżanki z klasy, bandę uliczników, którzy wcale nie są tacy źli, lorda-drania, rozmarzonego naukowca, związaną konwencjami matkę oraz dobrych i mądrych służących. Ważną postacią jest kura Rosie, źródło jedzenia oraz więzi między bohaterami.
Zdziwił mnie, pozytywnie!, brak wątku romantycznego. Niby coś tam się kluje, ale bardzo delikatnie. Podobało mi się jak zdroworozsądkowo reaguje Claire. Owszem, lord Selwyn jest przystojny i bogaty, ale zachowuje się impertynencko i bohaterka wcale nie czuje do niego mięty.
Czy polecam? Polecam jak najbardziej. Zwłaszcza, że pierwszy tom w formie ebooka kosztuje na Amazonie mniej niż dolara (tutaj LINK).

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Terry Pratchett Długa Ziemia


Miałam straszny problem z napisaniem recenzji. Najchętniej zamknęłabym ją w trzech zdaniach:
Nowy Pratchett! Jest super!! Przeczytajcie!!!
No, ale tak się nie robi, nawet jeśli książka jest ciężka do opisania ze względu  na ilość zawartych w niej pomysłów, szczegółów i pratchettowego ducha.
 
 Rok 1916, front zachodni. Szeregowy Percy Blakeney budzi się, leżąc w świeżej, bujnej trawie. Słyszy głosy ptaków i szum wiatru wśród drzew. Co się stało z błotem, krwią i pooranym pociskami krajobrazem ziemi niczyjej? A skoro już o tym mowa, co się stało z Percym?

Rok 2015, Madison, stan Wisconsin, USA. Policjantka Jessica Jansson bada spalony dom unikającego ludzi naukowca, który zniknął bez śladu. Przeszukując pogorzelisko, znajduje niezwykły przedmiot: pudełko mieszczące w sobie kilka prostych obwodów, trójpozycyjny przełącznik oraz... ziemniak. To prototyp wynalazku, który na zawsze zmieni sposób, w jaki ludzkość widzi świat.

„Długa Ziemia” to pierwsza powieść powstała w wyniku współpracy twórcy Świata Dysku Terry'ego Pratchetta ze znanym autorem science fiction Stephenem Baxterem. Opowieść przenosi czytelników na krańce Ziemi i o wiele dalej. Wystarczy jeden krok...
opis ze strony wydawcy

Odwiedzi łem starą dobrą 100K

Czym jest Długa Ziemia? To nieskończona ilość Ziemi możliwych. Te najbliższe różnią się od naszej, zwanej Ziemią Podstawową, szczegółami, ale im dalej, tym różnice są większe- inaczej przebiegła ewolucja, inaczej wygląda krajobraz. Każde ważne wydarzenie w historii naszej planety (meteoryt, który wybił dinozaury, przechwycenie Księżyca) tworzy alternatywną Ziemię, gdzie do tego wydarzenia nie doszło.

Powieść zaczyna się w Dniu Przekroczenia, kiedy dzieciaki na całym świecie zbudowały pierwsze krokery (schemat znalazły w Internecie, oczywiście)i za ich pomocą przekroczyły do innego świata. Obserwujemy jak rządy i zwykli ludzie radzą sobie ze zmianą zasad rządzących ludzkim społeczeństwem. Nagle powracają do sytuacji z XIX wieku, kiedy niezadowoleni zawsze mogli wyruszyć do Ameryki i tam budować nowe życie. 

Moim faworytami zostali Lobsang i blogerka Molly, z którymi podróżujemy przez Długą Ziemię. Molly Green wyrusza wraz z rodziną by założyć nową kolonię na Długiej Ziemi, a potem bloguje o swoim codziennym życiu w miejscowym radiu. Lobsang wyprawia się wraz z Joshuą  „gdzie żaden człowiek przedtem nie dotarł” by badać tajemnice nowego świata. I odkryć co czai się na krańcach Ziemi możliwych. 

Według mnie, autorzy przesadzili z ilością bohaterów. Rozumiem, że chcieli pokazać wszystkie możliwe aspekty, ale w rezultacie przez pierwsza połowę miotamy się od jednej postaci do drugiej, co nie sprzyja tworzeniu z nimi więzi.W drugiej jest już lepiej, rzadziej tracimy z oczu Lobsanga z Joshuą, ale dystans pozostaje.

Ludzkie zaczynają od tego jaki świat jest i starają się go zmienić. To sprawia, że są tacy interesujący.

To niby powieść sf, ale bliżej jej do Verne’a niż Lema. Dużo w niej entuzjazmu, widać że autorzy świetnie się bawili wymyślając fabułę, i wiary w człowieka. Pratchett wychodzi z tej powieści na każdej stronie. Jak zawsze u niego, największym zagrożeniem nie jest wielki potwór czający się gdzieś w światach możliwych, ale ludzie. Ludzie, którzy się boją, albo nie mogą skorzystać z cudu światów możliwych, których cały świat legł w gruzach. 

Paradoksalnie, a może wcale nie, ludzie są wyjątkowym gatunkiem nawet w skali wszystkich Ziemi. Spotkane przez Lobsanga i Joshuę gatunki są dużo mniej zaawansowane. Zdolność przekraczania między światami sprawiła, że nie starając się one zmienić świata, tylko w wypadku zagrożenia zmieniają świat. Uwięzieni na Ziemi Podstawowej ludzie musieli kształtować świat tak, by im odpowiadał.

Przekrocz i pomóż

Przyznaję, że finał powieści mnie wzruszył. I był optymistyczny, co lubię. Kiedy pojawia się wielkie zagrożenie, ludzie potrafią współpracować. Nie tylko osadnicy, których przetrwanie zależy od współpracy, ale również ci, którzy zostali na Ziemi Podstawowej. Bo w większości, ludzie to porządne istoty. A technologia oparta na napędzie ziemniaczanym pozwala zwykłym ludziom ratować całe miasta. 

Nie jest to najlepsza powieść Pratchetta jako czytałam, sądzę też że Dobry Omen jest lepszy jeśli chodzi o duety, co nie zmienia faktu, że Długa Ziemia bardzo mi się podobała. Rozmach świata, lekko absurdalny humor, niezła fabuła, dobre dialogi- to wszystko składa się na satysfakcjonującą lekturę.