czwartek, 19 marca 2015

Anthony Horowitz Dom jedwabny


Kolejna powieść będąca kontynuacją losów wybitnego detektywa. Tym razem trafiło na Sherlocka Holmesa, moją ukochaną postać, pierwsze literackie zauroczenie. Anthony Horowitz stanął przed wyjątkowo ambitnym i trudnym zadaniem, napisać powieść o postaci, która właściwie nigdy nie występowała w powieści. Czy mu się udało?


Jako ilustracje do wpisu posłużą zdjęcia Holmesa z fajką. Tutaj Peterson, chyba z pianki morskiej. 
I tak i nie. Dom jedwabny jest dłuższy niż którakolwiek z oryginalnych opowieści o Holmesie, ale to nie wada. Powieść czyta się bardzo dobrze, co więcej, byłabym w stanie uwierzyć, że napisał ją Conan Doyle. Horowitz nie stara się Holmesa na siłę uwspółcześnić, pogłębiać, ani  zpsychologizować. Narratorem jest doktor Watson, może bardziej niż kiedyś skłonny do snucia refleksji ogólnych, ale można to złożyć na karb jego wieku. 
Holmes prowadzi w Domu jedwabnym dwa śledztwa. Jedno jest bardzo klasyczne, bohaterowie pomagają dżentelmenowi prześladowanemu przez kogoś z przeszłości. Drugie zahacza o biedniejszych mieszkańców Londynu, a dość istotną rolę odgrywa tu banda uliczników z Baker Street. Dzięki temu, Autor może nam pokazać jak wyobraża sobie wiktoriański Londyn.

Źródło Moja ulubiona wersja Holmesa. I jaki ładny Calabash
Jako fanka Holmesa czytałam powieść z przyjemnością. Wszystkie znane i kochane przeze mnie elementy- genialne przebrania Holmesa, naiwność doktora, wnioski wysnuwane ze staranności  węzła przy krawacie, teatralność- były i tutaj. Nie popełniono błędu z Inicjałow zbrodni gdzie Poirot nie przypominał samego siebie i zachwiano klasyczną konstrukcją powieści Agaty Christie. Tutaj jest wszystko, łącznie z wieloma mrugnięciami do wiernych fanów wielkiego detektywa- pojawiają się postaci z innych opowiadań, pewne rozwiązania fabularne. Pod pewnymi względami Anthony Horowitz napisał piękny fanfik, chociaż z tego wynikają też niektóre wady powieści. 
Mam wrażenie, że charakter Watsona nieco się zmienił, ale wynikać to może z osadzenia narracji u schyłku jego życia. Doktor nie tylko opisuje przygodę, ale też ją komentuje. I choć nadal jest zachwycony umiejętnościami Sherlocka, to nie jest już tak bezkrytyczny. Zyskuje na tym inspektor Lestrade, który wreszcie wydaje się kompetentny.

Tony Stark z buldogiem (aczkolwiek nie jestem pewna). STĄD
Autor wykorzystał dodatkowe miejsce w powieści, by pokazać nam wiktoriański Londyn. Wraz z bohaterami odwiedzamy i bogate i biedne dzielnice, możemy zajrzeć do więzienia i palarnii opium. Podoba mi się ten zabieg, pozwala czytelnikowi lepiej wczuć się w klimat powieści. A przy okazji pokazuje jaka przepaść dzieli nas od tamtego świata.
Jednak wybór głównej zbrodni przekreślił iluzję. Szajka pedofili, której macki sięgają aż do pałacu Buckingham? Przykro mi, ale nie wierzę by Conan Doyle kiedykolwiek napisał taką historię. Rozumiem, że Horowitz chciał zwrócić uwagę na ważny problem, miał rację, ale wrażenie, że czytam oryginalną historię Conan Doyle'a rozleciała się jak powóz, którym ucieka złoczyńca. Być może iluzja była zbyt doskonała? Druga zagadka została rozwiązana w o wiele bardziej satysfakcjonujący sposób. 
Autor nie oparł się też pokusie i umieścił w Domu jedwabnym profesora Moriarty, mimo że historia dzieje się przed Reichenbach falls . Dobrze, że nie pojawiła się Irena Adler.
I jeszcze raz Jeremy Brett



Czy polecam? Zdecydowanie, jeśli jesteście w stanie przełknąć niezbyt prawdopodobne wyjaśnienie zagadki. Dom jedwabny to najlepsza kontynuacja znanego cyklu, jaką czytałam. Czytelników przyzwyczajonych do uwspółcześnionych wersji Sherlocka może jednak znużyć, zwłaszcza dystansem emocjonalnym. 
Anthony Horowitz, jak podopowiada Goodreads, napisał też kolejne tomy, koncentrujące się na najsłynniejszym przestępczym geniuszu, profesorze Moriarty. Moim zdaniem, warto spróbować.

9 komentarze: