Unbreakable jest reklamowane hasłem Supernatural meets The Da Vinci Code, które po pierwsze jest nieprawdą, po drugie może odstraszać czytelników. Moim zdanie, tylko pierwsza część hasła jest prawdziwa, więc jeśli lubicie serial i szukacie szybkiej, lekkiej lektury, powinno się Wam spodobać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 października 2015
piątek, 22 sierpnia 2014
Leigh Bardugo Grisha Trylogy
Annathea
10:38
No comments
Tak wiem, trochę mnie tu nie było.
Powiedzmy, że miałam wyjątkowo ciężki sierpień. To nie znaczy, że nie czytałam,
czytałam mnóstwo, tylko nie miałam ochoty ani energii by podzielić się
wrażeniami ze światem.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.
![]() |
| Oryginalne okładki są piękne i doskonale wpisują się w klimat |
czwartek, 22 maja 2014
Szklany tron Sarah J. Maas
Annathea
19:24
No comments
opis i grafika z goodreads.com
Czy Szklany tron jest podobny do
Igrzysk śmierci? Założenie wydaje się podobne, grupa uczestników
bierze udział w grze, w której mogą albo zwyciężyć albo polec.
Jednak gra o stanowisko królewskiego zabójcy jest tajna, a
uczestnicy mają szansę przeżyć (wyeliminowani są odsyłani skad
przyszli). Poza tym, większość z nich zgłosiła się z własnej
woli.
piątek, 18 kwietnia 2014
Libba Bray Mroczny sekret
Annathea
15:51
No comments
Gdybym przeczytała tę książkę w wieku szesnastu lat, zapewne byłabym zachwycona i nie mogłabym się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystkie ekscytujące cechy powieści wiktoriańskich i tempo współczesnej literatury. Czytelnik nie musi przedzierać się przez wielostronicowe opisy by odnaleźć akcję.
Jednak, mam trochę więcej niż naście lat, więc powieść Libby Bray nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. To sympatyczna powieść, pełna lubianych przeze mnie tropów, ale nie chwyta za serce. Co nie znaczy, że jest nudno, jednak starszego czytelnika mogą znużyć pensjonarskie dramaty (nie twierdzę, że są one nieważne albo źle napisane. Po prostu, jak już człowiek raz przez nie przeszedł, to nie interesują go ponownie). Być może moja irytacja na fabułę miała w tym swój udział- bohaterka odkrywa, że ma moc, ale nie może jej używać. Bo nie. Tak mówi tajemnicze bractwo. Gdyby Gemma mniej więcej w połowie powieści, nie kazała członkom bractwa iść do diabła, miałabym o książce dużo gorsze zdanie.
Gemma Doyle nieźle się sprawdza jako narratorka, chociaż opowiada w mało emocjonujący sposób. Pozostałe członkinie grupy są ciekawe, chociaż żadna nie jest zbyt sympatyczna. Brakowało trochę postaci, która nie będzie nieszczęśliwa, w tej powieści wszyscy są w jakiś sposób złamani (o dziwo, dorośli również cierpią i nie radzą sobie z życiem. Tylko, że oni mogą ratować się wykorzystaniem córek). Ich przyjaźń oparta jest na sekretach i wzajemnych korzyściach, nie sympatii.
Gdybym miała powiedzieć co mi ta powieść przypomina, to połączenie Tajemniczego ogrodu, Pikniku pod wiszącą skałą, i Stowarzyszeniu umarłych poetów i Tajemniczego opiekuna. Przyznam, że brakowało mi dłuższych opisów, tła. Powieść zaczyna się w Indiach, ale równie dobrze mogłaby w Afryce, wystarczy zmienić kilka szczegółów. Anglia została opisana nieco lepiej, ale nadal dość schematycznie. Brakuje informacji o postaciach drugoplanowych, ich przeszłości i motywacjach, zwłaszcza rodzinie Gemma poświęca mało uwagi. Całość jest chwilami aż zbyt powierzchowna, jakby Autorka uznała, że skoro wszyscy wiemy jak wyglądała wiktoriańska Anglia, to może sobie odpuścić. W pierwszym tomie serii takie lenistwo dziwi.
Mroczny sekret to dobra, choć nie pozbawiona wad, lektura. Jeśli lubicie powieści z dreszczykiem, wiktoriańską Anglię i książki o dorastaniu, spróbujcie.
czwartek, 19 września 2013
Mało krwawa hrabina
Annathea
14:35
No comments
Pandora to dość prosta, ale niepozbawiona uroku historia.
Trochę w stylu „Diabeł ubiera się u Prady”, trochę „Buffy”, jest to opowieść o
małomiasteczkowym Kopciuszku, którego odmienia przyjazd do Nowego Jorku i kilku
ciuchów vintage. Oraz pogadanka ciotecznej babki o różnicy między modą a stylem
– która bardzo mnie zaskoczyła. Aspirująca dziennikarka, godzinami czytająca
artykuły i blogi o modzie, nie znała tego rozróżnienia?
Ale to był jedyny facepalm podczas lektury. Fabuła, choć prościutka
i niezbyt odkrywcza, nie zawiera idiotyzmów i czyta się bez przykrości. Pandora
jest całkiem sympatyczną bohaterką, naiwną na tyle na ile dziewiętnastolatka
może być. Oczywiście, zgodnie z prawidłami gatunku, dziewczyna ma niezwykłe zdolności
i przeznaczenie.
Jeśli chcecie przeczytać tę książkę, bo kusi Was postać
hrabiny Batory, to powstrzymajcie się. Krwawa hrabina pojawia się dopiero w
ostatnich rozdziałach i jest dość sztampowym villain of the week. Fabuła kręci się wokół Pandory i Celii, widać,
że ich wątek bardziej Autorkę ciekawi. Zakończenie jest pospieszne i mało
finezyjne. Prawdę mówiąc, hrabina jest w fabule niepotrzebna, Atanazja
wystarczyłaby za szwarccharakter.poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Saga księżycowa Scarlet
Annathea
12:49
No comments
Temperatura spadła wreszcie do
poziomu, przy którym mój mózg znowu funkcjonuje, więc mogę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat ostatnich lektur.
![]() |
| grafika z goodreads.com |
Na Scarlet czekałam z utęsknieniem od
kiedy przeczytałam Cinder. Ale poprosiłam o nią na imieniny,
musiałam więc wytrwać do końca lipca. Kiedy wreszcie dostałam,
przeczytałam w ciągu jednego dnia, ciesząc się każdym słowem.
Uwielbiam, kiedy książki są takie.
Fabuła była dość przewidywalna, ale
w końcu to futurystyczna wersja Czerwonego Kapturka, ciężko o
rewolucyjny zwrot akcji. Chociaż, jak pokazuje końcówka, nawet
jeśli twój los jako bohatera baśni jest z góry przesądzony,
zawsze możesz spróbować go zmienić. Kilka tajemnic z Cinder
znajduje rozwiązanie, inne jeszcze nie, dochodzą nowe. Kroniki
przestają być opowieścią o dziewczynie-cyborgu zakochanej w
przystojnym księciu, teraz chodzi o coś znacznie więcej.
niedziela, 21 lipca 2013
Złoty most
Annathea
22:45
No comments
Druga część przygód Anny podobała mi się zarazem bardziej i
mniej niż Magiczna gondola. Historia
była bardziej przewidywalna, jeśli zna się fabułę Trzech Muszkieterów, łatwo było domyślić się, co będzie dalej. Na szczęście,
Autorka dodała kilka zaskakujących elementów, dzięki którym opowieść była dla
mnie miło znajoma, a nie nużąco wtórna. Chociaż mogłoby być w niej więcej
kardynała Richelieu.
Szkoda, że Autorka nie pokusiła o stworzenie nowej fabuły,
tylko skorzystała ze sprawdzonego schematu. Mniej więcej w połowie książki
wiedziałam kto jest kim. Dlatego wątek Henri nie zaskoczył mnie ani trochę,
szanowna Autorko, sztuczka z niedołężnymi staruszkami wychodzi tylko raz na
serię ;).
Tak jak w przypadku Wenecji, Paryż został opisany bardzo
szczegółowo i z polotem. Jest to jeden z moich ulubionych elementów serii o
podróżnikach w czasie. W Złotym moście
odwiedzamy wraz z bohaterami sklepy, karczmę, teatr, pałace i domy paryskiej
biedoty. Wydaje mi się, że Autorka była tez bardziej konsekwentna, jeśli chodzi
o stylizację wypowiedzi.
Mam wrażenie, że Anna nieco zgłupiała. Nadal jest rozsądną
dziewczyną, poszukującą wyjścia z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej
sytuacji, ale stała się zatrważająco naiwna. Może nie rzuciło by mi się to w
oczy tak bardzo, gdyby Złoty most
rozgrywał się bezpośrednio po pierwszym tomie, ale między nimi minęło półtora
roku. W przypadku nastolatków to strasznie dużo czasu na zmiany i rozwój, po
niej zaś tego nie widać.
Złoty most podobał
mi się i z chęcią sięgnę po trzeci tom. To naprawdę kawał porządnej literatury
dla młodzieży, a Anna jest naprawdę fajną, choć niekiedy irytującą, bohaterką. Owszem,
mam zastrzeżenia, ale zalet jest więcej niż wad.
wtorek, 16 lipca 2013
Zoe Marriott Królestwo Łabędzi
Annathea
16:44
No comments
Aleksandra i jej bracia wiodą beztroskie życie na królewskim dworze
swojego ojca. Jednak rodzinna sielanka pryska nagle, gdy królowa ginie z
łap okrutnej bestii, a król powtórnie się żeni – z kobietą, która
nienawidzi pasierbów. Po nieudanej próbie odkrycia mrocznych tajemnic
macochy Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, jej
bracia zaś wygnani z Królestwa. Aby odmienić zły los i odzyskać braci,
Aleksandra musi odnaleźć w sobie niezwykłą moc, którą czerpie z sił
przyrody. Pomocny okaże się także tajemniczy książę Gabriel, z którym
dziewczynę połączy gorące uczucie.
opis znaleziony TUTAJ
To było naprawdę szybkie! Przeczytałam Królestwo Łabędzi w
ciągu jednego popołudnia, nawet niespecjalnie się starając. Trzeba przyznać, że
akcja porusza się całkiem szybko, a całość nie jest długa (choć w przypadku
ebooków zawsze mam kłopot z oceną długości).
Zawiodłam się na tej książce. Być może oceniłabym lepiej,
gdybym nie czytała jej zaraz po Złotym
moście Evy Voller. Królewna Aleksandra wypada bardzo blado i płaczliwie
przy Annie. Nie lubię bohaterek, które dają się przestawiać z kąta w kąt i
tylko płynął z nurtem, płacząc przy tym, jakie to one są nieszczęśliwe.
Aleksandra popełnia błąd za błędem, co nie byłoby złe, gdyby w finale stanęła
na wysokości zadania. A tak nie jest.
Denerwowała mnie też jej naiwność. Aleksandra łyka wszystko jak młody pelikan, nie kwestionując niczego. Bez zastrzeżeń wierzy ciotce, ojcu, matce. Wydawać by się mogło, że osoba tytułowana mądrą i bystrą będzie chciała dotrzeć do prawdy. Nic z tego.
Jej pierwowzór, czyli Eliza z baśni Andersena jakoś bardziej przypadła mi do gustu.
Denerwowała mnie też jej naiwność. Aleksandra łyka wszystko jak młody pelikan, nie kwestionując niczego. Bez zastrzeżeń wierzy ciotce, ojcu, matce. Wydawać by się mogło, że osoba tytułowana mądrą i bystrą będzie chciała dotrzeć do prawdy. Nic z tego.
Jej pierwowzór, czyli Eliza z baśni Andersena jakoś bardziej przypadła mi do gustu.
Podobał mi się świat przedstawiony, chociaż wymaga, moim
zdaniem, dopracowania. Zwłaszcza nazwy miejsc. Autorka wymyśliła dla złej
macochy z baśni historię, która tłumaczy motywy jej działania, co bardzo mi się
podobało, dodała też kilka nowych postaci, jak siostra zmarłej królowej. Szkoda,
że nie rozwinęła bardziej ich historii, kilkoro wyglądało na interesujących
bohaterów. I co się stało z klaczą? (Tak, jestem dziwna i zawsze przejmuje mnie
los zwierząt w książkach i filmach).
Podsumowując, Królestwo
Łabędzi to szybkie, ale dość przeciętne czytadło. Szybko wchodzi, ale
równie szybko wypada z pamięci. Być może młodszy i mniej wymagający czytelnik będzie miał dużo radości z lektury, dla mnie był to tylko umilacz czasu, kiedy czekałam na Męża.
PS. Opis ze strony wydawcy streszcza jakieś dwie trzecie akcji, może nawet więcej. Ja wiem, że w przypadku ponownego opowiadania znanej baśni nie ma mowy o suspensie, ale przecież istnieją ludzie, którzy mogą baśni Andersena nie pamiętać.
piątek, 12 lipca 2013
Eva Voller Magiczna gondola
Annathea
09:00
No comments
Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi
recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do
renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira
Armanda mam duży sentyment.
Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że
moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i
naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej
zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki,
które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w
której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi
z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za
głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z
pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie
szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża
ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często
gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i
czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi,
śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to
przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny,
przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej
tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś
w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie,
by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w
odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele
ciekawiej (kardynał Richelieu!).
czwartek, 20 czerwca 2013
Lady of Devices Shelley Adina
Annathea
22:29
No comments
Okazuje się, że można napisać bohaterkę, która jest dzielna, potrafi o siebie zadbać i nie boi się komuś przyłożyć. I która nie zakochuje się w nikim przez cały tom. Co zadziwiające, takie damy najczęściej noszą gorsety i kilka halek. Tak jakby autorom łatwiej było wyobrazić sobie bojową piękność z londyńskiej socjety, niż współczesną nastolatkę (jedna Katniss czy Dru nie czynią żadnej pory roku).
Lady Claire Trevelyan jest właśnie taką postacią. Claire ma osiemnaście lat, dopiero co skończyła szkołę i marzy o studiowaniu inżynierii. Jej matka ma zgoła inne plany, córka ma w trakcie Sezonu w Londynie znaleźć odpowiedniego kandydata i zaręczyć się przed jesienią. Plany jednej i marzenia drugiej zostają zniszczone, kiedy wicehrabia St.Ives, ojciec Claire, bankrutuje i popełnia samobójstwo. Pozostawione same sobie, panie muszą sobie radzić. Kiedy Claire zostaje sama w Londynie by dopilnować sprzedaży domu, uznaje to za swoją wielką szansę na znalezienie pracy i zebranie pieniędzy na studia. I tak jakoś przypadkiem staje się przywódczynią gangu.
Książkę czyta się szybko i łatwo, kiedy już oswoimy się z całym steampunkowym słownictwem. Nie ma go dużo, a Autorka nie zarzuca czytelnika opisami niezwykłych wynalazków, pokazuje codzienne przedmioty. Dużo się dzieje, wydarzenie goni wydarzenie, jest dużo humoru. Zdziwił mnie nagły koniec książki, chociaż w pewnym sensie był on logiczny (bohaterka dokonała ważnego wyboru). Jednak Autorka wrzuciła Claire w sytuację niemal bez wyjścia, z przyjemnością przeczytam kolejny tom, żeby dowiedzieć się, jak ona z tego wybrnie.
Owszem, czasem ciężko uwierzyć w niektóre wypadki, a fabuła ociera się o absurd. Dopóki człowiek nie przypomni sobie, że Claire ma dopiero osiemnaście lat i praktycznie nie zna świata, więc ma prawo do błędów i szalonych decyzji. Osoba starsza i bardziej doświadczona raczej nie szłaby ciemną nocą w zaułki Londynu by odzyskać skradzione dobra.
Bohaterowie drugoplanowi są wyraziści, choć typowi. Mamy tu wredne koleżanki z klasy, bandę uliczników, którzy wcale nie są tacy źli, lorda-drania, rozmarzonego naukowca, związaną konwencjami matkę oraz dobrych i mądrych służących. Ważną postacią jest kura Rosie, źródło jedzenia oraz więzi między bohaterami.
Zdziwił mnie, pozytywnie!, brak wątku romantycznego. Niby coś tam się kluje, ale bardzo delikatnie. Podobało mi się jak zdroworozsądkowo reaguje Claire. Owszem, lord Selwyn jest przystojny i bogaty, ale zachowuje się impertynencko i bohaterka wcale nie czuje do niego mięty.
Czy polecam? Polecam jak najbardziej. Zwłaszcza, że pierwszy tom w formie ebooka kosztuje na Amazonie mniej niż dolara (tutaj LINK).
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Diabelskie Machiny Cassandra Clare
Annathea
09:00
No comments
![]() |
| nadal nie wiem, kto to ma być. Will? Ale Will podobno jest piękny |
Mechaniczny anioł i Mechaniczny Książę
to dwa pierwsze tomy, osadzonej w wiktoriańskim Londynie, trylogii
Cassandry. Wiktoriański Londyn to dość żebym przynajmniej
spróbowała przeczytać.
Pierwszy tom czytało się bardzo
dobrze, fabuła, choć przewidywalna, dziarsko parła na przód,
postacie były całkiem sympatyczne, a Londyn klimatyczny. Ostatnie
rozdziały przeczytałam ciągiem, bardzo chciałam się dowiedzieć
co się wydarzy.
W drugim tomie środek ciężkości
przenosi się z akcji na uczucia. Wszyscy mają problemy, każdy
kogoś kocha, ma wątpliwości, wszyscy snują się w oparach
melancholii, a gdzieś tam w tle czai się główny zły i chichocze.
O ile poszczególne wątki są urocze, to razem stają się
niestrawne. Poza tym, pojawiają się dziury i idiotyzmy fabularne.
Przeniesienie akcji do XIX wieku
zdecydowanie wyszło powieści na dobre. Ciężko narzekać na
seksizm niektórych postaci, czy skrupuły bohaterek, skoro są one
jak najbardziej zgodne z
![]() |
| Zakładam, że to Tessa |
Fani pierwszej serii, Darów Anioła,
będą mieli dodatkową gratkę- bohaterowie są w większości
przodkami postaci występujących w Miastach.
Fanów XIX wiecznej prozy na pewno
ucieszą liczne cytaty i nawiązania, w dodatku umieszczone z sensem. Osobiście radośnie szczerzyłam się do każdej sceny, w której
występował Woolsey Scott, doprawdy, brakowało mu tylko zielonego
goździka w klapie.
Tłumaczenie w wykonaniu Maga jest
dobre, nie zgrzyta przy czytaniu, chociaż znalazłam parę niezręczności. Zaskoczyła mnie ilość przecinków, ale zdaje się, że Autorka po prostu ma taki styl. Za to ja zgrzytam zębami, patrząc
na okładki. Oryginalne podobają mi się... o wiele bardziej. Ale chyba wszystkie książki Cassandry Clare uszczęśliwiono w Polsce taką szatą graficzną, więc Magowi należy się plus za konsekwencje.
Czy przeczytam trzeci tom? Tak, kiedy
wyjdzie polskie tłumaczenie. Pierwszy tom podobał mi się bardzo,
drugi o wiele mniej. Obawiam się o trzeci, ale głupio zostawić tak
serię niedokończoną.
![]() |
| Co było złego w tej okładce? Jest ładna, klimatyczna, od razu wiadomo kogo przedstawia. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)















