Tytuł wpisu nie jest spoilerem, bo chociaż zegar jest w
powieści wspominany, to nikt mu krzywdy nie robi, ani nie odgrywa znaczącej
roli. Tak naprawdę chciałam przeczytać bardzo polecany drugi tom cyklu, ale
głupio tak nie znając pierwszego. I chyba dobrze zrobiłam, inaczej straciłabym
mnóstwo rozrywki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steampunk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steampunk. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 listopada 2015
piątek, 19 czerwca 2015
Nikt jej nie powiedział jak napisać romans
Annathea
08:01
No comments
![]() |
| Bohaterowie poruszują się czymś takim. Chyba. W każdym razie lepszy okręt niż goła klata. |
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Wolsung antologia opowiadań, tom pierwszy
Annathea
13:41
No comments
niedziela, 4 sierpnia 2013
Mark Hodder przedstawia dziwną sprawę skaczącego Jacka
Annathea
09:00
No comments
Są
książki, które opowiadają historie i takie, które łapią
czytelnika za kark, wciągają i zmuszają do przeżywania
historii. Dziwna sprawa Skaczącego Jacka jest
właśnie taką książką.
Zaczęło
się od smakowitej powieści wiktoriańskiej, potem doszedł
steampunk, a kiedy pojawił się gazeciarz Śmieszek, przepadłam. I
tak, po dwóch stronach, domyśliłam się, kim jest ten dzieciak,
ale nie zepsuło mi to przyjemności z lektury.
Co tu
mamy? Dobrze przemyślaną, spójną intrygę, pełnokrwistych
bohaterów, ciekawie skonstruowany świat i naprawdę dobre
wyjaśnienie steampunku. Przynajmniej ja po raz pierwszy spotkałam
się z tak dokładnym i oryginalnym uzasadnieniem helikopterów w XIX
wieku.
Intryga
na początku wydaje się nieco chaotyczna, ale potem zbiera się
elegancko w jedną całość. Uwielbiam, kiedy autor nie traktuje
czytelników jak idiotów, ale z drugiej strony nie stara się
napisać najbardziej zakręconej książki po tej stronie galaktyki.
Autor
korzysta z popularnych w czasach wiktoriańskich zabiegów
literackich, opowieści w opowieści, kiedy główny zły podkręcając
wąsa streszcza swoje dzieje i plany. Mogło wyjść kiczowato i
nudno, ale Szalony Markiz opowiada zajmująco.
Bohaterowie...
no cóż, są wszystkim znani, przynajmniej niektórzy (w krajach
anglosaskich zapewne wszyscy są znani, bo to nasi odpowiednicy
Prusa, Łukasiewicza itd.), jednak nie są ożywionymi pomnikami.
Moją sympatię zyskał zwłaszcza Swinburne ze swoimi obsesjami i
dziwactwami.
Brakowało
mi postaci kobiecych, które tutaj odgrywają tylko role drugoplanowe
i marginalne. Isabel wydawała się interesująca, ale zniknęła
nagle i już się nie pojawiła. To było trochę dziwne, biorąc pod
uwagę jej charakter. Florence Nightangle jest tylko tłem, niestety.
Polecam,
nawet jeśli nie przepadacie za steampunkiem.
czwartek, 20 czerwca 2013
Lady of Devices Shelley Adina
Annathea
22:29
No comments
Okazuje się, że można napisać bohaterkę, która jest dzielna, potrafi o siebie zadbać i nie boi się komuś przyłożyć. I która nie zakochuje się w nikim przez cały tom. Co zadziwiające, takie damy najczęściej noszą gorsety i kilka halek. Tak jakby autorom łatwiej było wyobrazić sobie bojową piękność z londyńskiej socjety, niż współczesną nastolatkę (jedna Katniss czy Dru nie czynią żadnej pory roku).
Lady Claire Trevelyan jest właśnie taką postacią. Claire ma osiemnaście lat, dopiero co skończyła szkołę i marzy o studiowaniu inżynierii. Jej matka ma zgoła inne plany, córka ma w trakcie Sezonu w Londynie znaleźć odpowiedniego kandydata i zaręczyć się przed jesienią. Plany jednej i marzenia drugiej zostają zniszczone, kiedy wicehrabia St.Ives, ojciec Claire, bankrutuje i popełnia samobójstwo. Pozostawione same sobie, panie muszą sobie radzić. Kiedy Claire zostaje sama w Londynie by dopilnować sprzedaży domu, uznaje to za swoją wielką szansę na znalezienie pracy i zebranie pieniędzy na studia. I tak jakoś przypadkiem staje się przywódczynią gangu.
Książkę czyta się szybko i łatwo, kiedy już oswoimy się z całym steampunkowym słownictwem. Nie ma go dużo, a Autorka nie zarzuca czytelnika opisami niezwykłych wynalazków, pokazuje codzienne przedmioty. Dużo się dzieje, wydarzenie goni wydarzenie, jest dużo humoru. Zdziwił mnie nagły koniec książki, chociaż w pewnym sensie był on logiczny (bohaterka dokonała ważnego wyboru). Jednak Autorka wrzuciła Claire w sytuację niemal bez wyjścia, z przyjemnością przeczytam kolejny tom, żeby dowiedzieć się, jak ona z tego wybrnie.
Owszem, czasem ciężko uwierzyć w niektóre wypadki, a fabuła ociera się o absurd. Dopóki człowiek nie przypomni sobie, że Claire ma dopiero osiemnaście lat i praktycznie nie zna świata, więc ma prawo do błędów i szalonych decyzji. Osoba starsza i bardziej doświadczona raczej nie szłaby ciemną nocą w zaułki Londynu by odzyskać skradzione dobra.
Bohaterowie drugoplanowi są wyraziści, choć typowi. Mamy tu wredne koleżanki z klasy, bandę uliczników, którzy wcale nie są tacy źli, lorda-drania, rozmarzonego naukowca, związaną konwencjami matkę oraz dobrych i mądrych służących. Ważną postacią jest kura Rosie, źródło jedzenia oraz więzi między bohaterami.
Zdziwił mnie, pozytywnie!, brak wątku romantycznego. Niby coś tam się kluje, ale bardzo delikatnie. Podobało mi się jak zdroworozsądkowo reaguje Claire. Owszem, lord Selwyn jest przystojny i bogaty, ale zachowuje się impertynencko i bohaterka wcale nie czuje do niego mięty.
Czy polecam? Polecam jak najbardziej. Zwłaszcza, że pierwszy tom w formie ebooka kosztuje na Amazonie mniej niż dolara (tutaj LINK).
niedziela, 17 marca 2013
Gail Carriger Etiquette and Espionage
Annathea
14:56
2 comments
Uwaga, recenzja zawiera spojlery.
Etiquette
and Espionage to pierwszy tom nowej serii Gail Carriger, autorki
Protektoriatu Parasola. Seria skierowana jest do młodszego
czytelnika, główna bohaterka ma w końcu czternaście lat i jest
zupełnie normalną najmłodszą córką dżentelmena. Bardzo
zainteresowaną mechanizmami i edukacją. Zdesperowana matka po
ostatnim wybryku (zawierał w sobie mechaniczną windę towarową,
damę towarzystwa i ciastka z kremem), wysyła ją do szkoły kończącej dla panien.
![]() |
| Żeby dowiedzieć się, czemu ten wilk nosi melonik, musicie przeczytać książkę. Grafika stąd |
I tu
zaczyna się powieść szpiegowska połączona z powieścią
pensjonarską, podlaną steampunkiem i dużą ilością humoru. Mamy
tu damy przebrane za dżentelmenów i inne damy, pościgi, bitwy
powietrzne, groźne dla życia mechzwierzęta, walkę z wilkołakiem,
podchody, bitwę na ciasta, dużo kół zębatych i wściekły wykład
o zachowaniu się na balu.
Bohaterowie
są pełnokrwiści, sympatyczni, przerysowani, ale nie karykaturalni.
Najlepszą przyjaciółką Sophronii jest Dimity, córka złych
geniuszy, która bardzo chciałaby zadowolić rodziców, ale mdleje
na widok krwi. Ma też słabość do żywych kolorów i nadmiaru
biżuterii. Jest też Sidheag, dziewczynka, która woli być
wilkołakiem niż damą, skromna i cicha Agatha, oraz Preshea, która
już rozważa jak otruć swego pierwszego męża.
Rola
głównej przeciwniczki Sophornii przypadła Monique de Pelouse,
uczennicy kończącej już szkołę, która ukradła prototyp
pozwalający na wysyłanie informacji na odległość.
Ogromnie
podobało mi się dojrzewanie Sophronii. Z chłopczycowatej
nastolatki, która uważa, że dygnięcia i inne „damskie zajęcia”
za stratę czasu, do młodej damy, która wie, że mogą one być
potężną bronią. Nie traci jednak zdrowego rozsądku i pójcie na
bal w niemodnej sukni nie stanowi problemu, jeśli wymaga tego misja.
Autorka
w powieści puszcza oczko do wiernych fanów, jedna z nauczycielek
nosi nazwisko Lefoux i ma siostrzenicę o imieniu Genevieve,
wspomniany też zostaje lord Maccon. Ale znajomość Protektoriatu
nie jest wymagana, choć daje większą frajdę.
Algebra was far more interesting when it was a matter of proportioning out mutton chops so as to poison only half of one's dinner guests and then determing the relative value of purchasing a more expensive, yet more effective, antidote over a home remedy.
Czytałam
tę książkę z uśmiechem na twarzy, ciężko było mi się od niej
oderwać. Ma w sobie wszystkie składniki, które tworzą idealne
czytadło dla mnie- ciekawa bohaterka, wiktoriańska Anglia,
pensjonarki i szpiegów. Przypominała mi moje ulubione książki z dzieciństwa- tajemniczego opiekuna, Jenny, ale w podrasowanej wersji.Wiem, że niektórzy skarżyli się w
recenzjach na wolne tempo i nudę, ale ja nie zauważyłam ani
jednego ani drugiego. E&E nie jest naładowana akcją, ale to
książka o nastolatce w szkole, nie o agencie Bourne!
Czy
książka ma wady? Każda ma. Rozczarowało mnie zakończenie, brak
wyjaśnień. Kto w końcu zlecił Monique kradzież prototypu i który
nauczyciel chronił ją na pokładzie szkoły? Odpowiedzi pojawią
się zapewne się w kolejnym tomie. Chciałabym też by Autorka
wymyśliła wreszcie inną matkę, niż niezbyt rozgarnięta i
konwencjonalna. Ale poza tym, to naprawdę dobra książka, nie tylko
dla wielbicieli steam punku.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Gail Garriger Bezduszna
Annathea
12:28
No comments
O Bezdusznej napisano już mnóstwo recenzji, postanowiłam, więc podarować sobie opis o czym jest ta książka, za to dorzucić swoje trzy grosze, jak mi się podobała.
Przeczytałam powieść w jeden wieczór, Bezduszna wciąga, akcja toczy się wartko, a przy tym dobrze się czyta. Co prawda sama intryga nie jest bardzo skomplikowana, ani zawiła- mniej więcej po stu stronach wiedziałam kto kogo i dlaczego- ale nie odebrało mi to przyjemności z czytania.
Postacie są wyraziste, wręcz przejaskrawione, ale pasuje to do konwencji, a samo podejście do wilkołaków i wampirów- odświeżające. Lord Maccon to doskonała odtrutka na wszystkich młodych chmurnych i nadnaturalnych amantów, a Alexia na wszelkie romantyczne heroiny. Mam wrażenie, że romans paranormalny ma sens, gdy główna bohaterka ma więcej niż naście lat. W ogóle Alexia od razu zdobyła moją sympatię- jest pragmatyczna, trzeźwo myśli i działa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)


