Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

Smutne to niebo

Brudne ulice nieba to książka, którą powinnam czytać z zapartym tchem. Anioły i diabły, zagadka kryminalna, bohater z filmu noir i miasto jako jeden z bohaterów historii.  Tymczasem, jak można się zorientować po statusach na Facebooku, lektura wzbudzała we mnie silne, ale niezbyt pozytywne emocje. Tradycyjnie, dalej spoilery, ale ostatni akapit już bez nich.

wtorek, 8 lipca 2014

Aneta Jadowska Egzorcyzmy Dory Wilk


Piąty tom przygód Dory Wilk zaskakująco mi się podobał. A nie spodziewałam się już po tej serii zbyt wiele, kolejne tomy kupuję bardziej z obowiązku by poznać zakończenie. Obecnie stawiam na to, że ślubem, ale don’t quote me on that.

Okładka. Nie podoba mi się. O. Grafika ze strony Fabryki Słów
Egzorcyzmy Dory Wilk są podobne do pierwszego tomu, Dora wreszcie przeprowadza porządne śledztwo. W Toruniu i Thornie, a więc nie na urbanistycznej pustyni. Jest dużo akcji, którą Autorka umie opisywać, mało polityki i romansu, które dla mnie zawsze były najsłabszymi elementami serii (proszę pamiętać, że jestem odporna na urok Mirona&Joshui). Dora kopie tyłki, Dorze kopią tyłek, jest nieźle. Wątki poboczne zostały ograniczone do minimum, poza forshadowing do szóstego tomu, tym razem złoczyńcy stanowią integralną część opowieści, nie są tylko dodatkiem do romansu.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja


W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później. Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.

Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD
 W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne, większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie policzę tego ani na plus, ani na minus.

niedziela, 29 września 2013

Niefajnie, kiedy bohaterowi wszystko się udaje, czyli Dora Wilk po raz trzeci


Miałam strasznie dużo kłopotów z tą recenzją. Napisałam ją ponad tydzień temu, ale nie byłam zadowolona. Nadal nie jestem, ale uznałam, że nic więcej nie wymyślę.


Po całkiem niezłym tomie pierwszym i rozczarowującym tomie drugim, wzięłam się za tom trzeci. Nie pytajcie, dlaczego kupiłam książkę zamiast czekać na e-book, wizyty w Matrasie o ósmej rano to zło.
Pierwsze sto stron było ciężkie. Przegadane w najgorszym stylu, brak akcji, z marysuizmem do potęgi i festiwalem „wszyscy kochają Dorę”. Czytałam i zastanawiałam się, czemu tak się uparłam na tę serię. Bo chcę polskiego urban fantasy, napisanego przez kobietę?


Ale potem zaczęło być lepiej, fabularnie. To nadal romans paranormalny, ale trochę akcji się znalazło. Zaczęłam mieć nadzieję, że poziom utrzyma się do końca. Redaktorsko, nadal uważam, że ktoś schrzanił.
Potem zaś znowu było źle, zakończenie jest pospieszne i po łebkach. Niebo podejrzanie przypomina sąd rejonowy, jakby autorce zabrakło czasu i ochoty na wymyślenie czegoś innego. Gdzieś zagubiło się dwóch bohaterów drugoplanowych, z których przynajmniej jeden był ważny dla fabuły.  

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Diabelskie Machiny Cassandra Clare

nadal nie wiem, kto to ma być. Will?
Ale Will podobno jest piękny 
Mechaniczny anioł i Mechaniczny Książę to dwa pierwsze tomy, osadzonej w wiktoriańskim Londynie, trylogii Cassandry. Wiktoriański Londyn to dość żebym przynajmniej spróbowała przeczytać.
Pierwszy tom czytało się bardzo dobrze, fabuła, choć przewidywalna, dziarsko parła na przód, postacie były całkiem sympatyczne, a Londyn klimatyczny. Ostatnie rozdziały przeczytałam ciągiem, bardzo chciałam się dowiedzieć co się wydarzy.
W drugim tomie środek ciężkości przenosi się z akcji na uczucia. Wszyscy mają problemy, każdy kogoś kocha, ma wątpliwości, wszyscy snują się w oparach melancholii, a gdzieś tam w tle czai się główny zły i chichocze. O ile poszczególne wątki są urocze, to razem stają się niestrawne. Poza tym, pojawiają się dziury i idiotyzmy fabularne. 
Przeniesienie akcji do XIX wieku zdecydowanie wyszło powieści na dobre. Ciężko narzekać na seksizm niektórych postaci, czy skrupuły bohaterek, skoro są one jak najbardziej zgodne z
Zakładam, że to Tessa
ówczesną moralnością. O ile część mieszkańców londyńskiego Instytutu jest płaska (Jessamine), inni zwłaszcza bohaterowie drugoplanowi, są opisani naprawdę ciekawie. Podobały mi się też wszystkie postacie Podziemnych, zwłaszcza pewien wilkołak ;).
Fani pierwszej serii, Darów Anioła, będą mieli dodatkową gratkę- bohaterowie są w większości przodkami postaci występujących w Miastach. 
Fanów XIX wiecznej prozy na pewno ucieszą liczne cytaty i nawiązania, w dodatku umieszczone z sensem. Osobiście radośnie szczerzyłam się do każdej sceny, w której występował Woolsey Scott, doprawdy, brakowało mu tylko zielonego goździka w klapie.
Tłumaczenie w wykonaniu Maga jest dobre, nie zgrzyta przy czytaniu, chociaż znalazłam parę niezręczności. Zaskoczyła mnie ilość przecinków, ale zdaje się, że Autorka po prostu ma taki styl. Za to ja zgrzytam zębami, patrząc na okładki. Oryginalne podobają mi się... o wiele bardziej. Ale chyba wszystkie książki Cassandry Clare uszczęśliwiono w Polsce taką szatą graficzną,  więc Magowi należy się plus za konsekwencje. 

Czy przeczytam trzeci tom? Tak, kiedy wyjdzie polskie tłumaczenie. Pierwszy tom podobał mi się bardzo, drugi o wiele mniej. Obawiam się o trzeci, ale głupio zostawić tak serię niedokończoną.  

Co było złego w tej okładce?
Jest ładna, klimatyczna, od razu wiadomo kogo przedstawia. 

sobota, 18 maja 2013

Dlaczego ciężko być geekiem? Polskie urban fantasy


Bycie geekiem jest czasem złe. Część inspiracji, które dla przeciętnego czytelnika pozostają niezauważone, bije mocno po oczach. Zwłaszcza odniesienia do znanych systemów RPG, do których wiele powieści urban fantasy odwołuje się chyba nieświadomie.
Nie mam nic przeciwko inspiracji, często to bonus dla uważnego czytelnika, ale bardzo nie lubię, kiedy brak w tym umiaru. Nie wiem, czemu dotyka to głównie wampiry, czy White Wolf wymyślił system tak doskonały, że autorzy nie mogą się z niego wyzwolić? A może ja jestem przewrażliwiona? 
Ale, na Lestata, jeśli wampiry mają wewnętrzną Bestię, zbierają się w Konklawe, nazywają swoich najstarszych Matuzalemami, obowiązujące ich prawo nosi nazwę Maskarady, a same łączą się w klany, to trochę za dużo by mówić o przypadku.
Wszystkie te elementy znajdziecie w serii o Dorze Wilk.

Kupiłam zachęcona mnóstwem pozytywnych recenzji i jedną krytyczną. Uwielbiam urban fantasy, silne bohaterki i tematykę anielską, więc zaryzykowałam.
Ta recenzja obejmuje oba wydane tomy heksalogii, więc będzie dłuuga.

Sam pomysł bardzo mi się podoba- mamy magiczny Toruń, policjantkę będącą wiedźmą, przecinające się światy... niby wszystko już było(poza magicznym Toruniem), ale zestawienie obiecujące solidną rozrywkę.
W pierwszym tomie, Złodzieju dusz, Dora mierzy się z tajemniczym magiem, porywającym istoty magiczne. Kiedy ginie jej przyjaciółka sprawa staje się osobista, a Dora, mając do pomocy anioła i demona, nie spocznie, póki nie ocali Katii i nie dorwie drania. Do tego jej życie jako zwykłej policjantki nieco się
komplikuje, gdyż pewien prokurator stara się wywalić ją z pracy.
Polubiłam książkę za klimat, opisy Torunia i całkiem zgrabną historię. Podobała mi się magiczna społeczność, wyjaśnienie jak bóstwa słowiańskie i chrześcijańskie anioły mogą współistnieć (chociaż wolę wersję Ćwieka). Styl Autorki jest prosty, ale w narracji pierwszoosobowej się sprawdza, jakbyśmy siedzieli z Dorą w barze i słuchali opowieści o jej ostatnich przygodach. 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Adwokat diabła w hotelu


Książka kusiła objętością, okładką i tematyką, ale ostatecznie poszłam po rozum do głowy i kupiłam ebook. Noszenie cegły w torebce to dla mnie nic nowego, ale próby czytania w porannym kroku byłyby z góry skazane na porażkę.

Trochę Portret Doriana Gray’a, trochę Diabeł ubiera się u Prady.
Czułam na sobie jego wzrok, ciężki i roztargniony. Zbliżył się do mnie i poczułam przyjemny aromat cedru. Jego głos brzmiał łagodnie.

- Pomyśl, Haven, możesz dokonać wielkich rzeczy.

- Chyba nie do końca rozumiem, czego ode mnie chcesz.

Pochylił się, a jego oddech sprawił, że po skórze przebiegł mi dreszcz, a blizny obudziły się z uśpienia i zaczęły piec.

- Chcę twojej duszy – wyszeptał. – Proszę, oddaj mi swoją duszę.

Grzeczna licealistka Haven odbywa staż w ekskluzywnym hotelu w Chicago. Poznaje tam Luciana mężczyznę ze snów, i zakochuje się nim. Dostrzega jednak, ze piękni ludzie z hotelu, nie są tacy, jakimi chcieliby się wydawać. Co więcej, mają straszliwy plan i trudnią się kupowaniem dusz. Kto wygra w walce o duszę Haven?
cytat z lubimyczytac.pl

Słowo honoru wydawcy czasem powinni czytać książki, które publikują. Diabeł ubiera się u Prady w ogóle nie ma nic wspólnego z tą książką, Haven była Lucianem co najwyżej zauroczona, a kupowanie dusz... w Piekle jest specjalne miejsce dla zdradzających fabułę. Angielski wydawca, choć też zdradził za dużo, spisał się o wiele lepiej. http://www.goodreads.com/book/show/12690572-illuminate Bo w tej książce wcale nie chodzi o miłosny trójkąt, a kuszenie Haven nie polega na postawieniu przed nią dwóch młodych przystojnych i wybieraniu między nimi. Aurelia kusi władzą, popularnością, pewnością siebie, spełnieniem marzeń, nie seksownym męskim ciałem. 

Haven od pierwszej strony kojarzyła mi się z Bellą, więc od razu było wiadomo, że przyjaźni z tego nie będzie. Haven jest o wiele lepiej napisana, ale coś w jej sposobie patrzenia na świat trąciło mi panną Swan. Na szczęście pozostali dwa bohaterowie, Lance i Dante, są o wiele ciekawsi, łatwo ich polubić.
Akcja toczy się dość powoli, ilość dziwnych i niepokojących zdarzeń stopniowo rośnie. Gdyby wydawca nie zdradził mniej więcej połowy tajemnicy na okładce, byłabym bardziej zaintrygowana. Ale tak od początku wiedziałam z czym mamy do czynienia, kim jest Lucian(ciekawa, ale średnio udana postać) i dlaczego tak bardzo ciągnie go do Haven. Nie można jednak odmówić dobrze skonstruowanej i przemyślanej fabuły, nawet jeśli po części składa się ona z kalek.
W pewnym momencie historia zaczęła zbaczać w stronę typowego paranormal romance, z trójkątem w tle. Owszem, Autorka postarała się i przynajmniej dwie osoby z tegoż są dobrze scharakteryzowane, a ich uczucie unika pułapki instalove, ale nadal to trójkąt. I kiedy już myślałam, że nic więcej ta powieść z siebie nie wykrzesze, dotarłam do 80% kiedy rozpoczyna się wielki finał i moja opinia zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. 
Haven, która powoli dojrzewała przez całą książkę, bierze sprawy w swoje ręce i sama rozprawia się z hordą diabłów. Lance i Dante oczywiście pomagają, ale tylko pomagają. Nikt tu nie wyręcza bohaterki, nie ma księcia na białym koniu. Uwielbiam silne bohaterki, takie które same potrafią o siebie zadbać i nie tylko pozują na twarde, ale takie są, więc Haven od razu zyskała w moich oczach. Dziewczyna potrafi skopać tyłek, a zawdzięcza to tylko swojej ciężkiej pracy. 
Lubię postacie, które się zmieniają, dojrzewają w jakiś sposób. Haven od osoby biernie poddającej się wydarzeniom (tajemnicza książka każe mi biegać piwnicznymi korytarzami, których się boję? Nie chcę, ale idę biegać) dorasta do roli sprawczyni. I nawet kiedy wybiera w końcu właściwego chłopaka, to jest to jej decyzja, a nie splot okoliczności i walorów estetycznych.
Po przeczytaniu czułam jednocześnie przesyt informacji i niedoinformawanie. Żadna z zagadek- książka Haven, pocztówki Lance’a, pochodzenie tej dwójki- nie została wyjaśniona, co mnie jako czytelnika bardzo irytuje. Jednocześnie, dużo, wręcz za dużo, wiem o diabłach. Chwilami szwankowało też prawdopodobieństwo psychologiczne postaci. Do tej pory zachodzę w głowę, czemu Haven posłuchała książki, zwłaszcza że ona sama nie podaje żadnego uzasadnienia.

Z przyjemnością sięgnę po drugi tom przygód Haven, zwłaszcza że akcja toczy się w Nowym Orleanie (który kilka razy zostaje wspomniany, co tylko podsyca ciekawość). Ale tym razem nie będę czytać zapowiedzi wydawcy, bo znowu zepsuje mi frajdę. 

wtorek, 5 marca 2013

Ni pies ni wydra, czyli co tu robią wampiry?


Pierwszy tom trylogii znanej amerykańskiej pisarki, Melissy de La Cruz, autorska wizja współczesnych wampirów żyjących pomiędzy normalnymi śmiertelnikami. Połączenie gotyckiego horroru i powieści obyczajowej z kryminalnym wątkiem. 
cytat z opisu powieści na Lubimyczytac.pl


Ani to horror ani powieść obyczajowa ani kryminał. No, chyba że na poziomie telenoweli. Trylogią też przestało dawno być, jest serią.
Czytając, miałam skojarzenia z Plotkarą pomieszaną z filmami z serii Czy boisz się ciemności? Z jednej strony mamy zbrodnie w klubie, tajemnicze zachowania jednej z bohaterek, z drugiej opisy jak z sesji zdjęciowej Cosmo. Nie wystarczy napisać, ze Bliss nosi mini w czerwone paski, dostajemy dokładną informację jaki projektant tę spódniczkę popełnił.
Sam pomysł jest ciekawy, oto na Manhattanie żyje grupa upadłych aniołów. Od wieków reinkarnują się, starając się odzyskać łaskę Boga. Jak chcą to zrobić nie do końca wiem, zdaje się, że dzięki życiu zgodnie z zasadami i wspieraniu ludzkiej sztuki. 
Sama intryga nie powala. Autorka niektóre zagadki, choćby dlaczego tylko Jack widzi Schuyler we wspomnieniach z przeszłego życia, wyjaśnia zbyt wcześnie, innych nie wyjaśnia do samego końca. Pewne wątki nie mają większego sensu, sesja zdjęciowa pojawiła się chyba tylko dlatego, że Autorka pracuje jako dziennikarka modowa.
Błękitnokrwistym brakuje dramaturgii i tempa. I dobrego edytora, który skróciłby sceny niepotrzebne, zasugerował wydłużenie tych ważnych i dorzucił więcej treści.
Bohaterowie powieści są dość płascy, jak na wielowiekowe potężne istoty. Większość wpisuje się w stereotypowe role znane z powieści dla młodzieży. Mamy tu wredną królową szkoły, nową dziewczynę, gotkę. Tak jak w Plotkarze, do relacji między nastolatkami wtrącają się dorośli. Smaczku dodaje niezdrowa fascynacja Mimi bratem, ale to też już było, a Mimi nie dorasta Kathryn Merteuil do pięt.
Główny amant, Jack miał być chyba tajemniczy i seksowny, ale dla mnie był irytujący. Te jego nagle zmiany nastroju, wypowiedzi „a ja coś wiem, ale nie powiem”, pasywny charakter. Widać, jestem już w wieku, kiedy facet rzucający się dla zabawy pod koła taksówki mi nie imponuje.
Powieści największą krzywdę wyrządził styl autorki. I wciśnięcie w to wszystko wampirów, ale o tym za chwilę.
Melissa de la Cruz bardzo starała się by powieść była... ładna, jak Vogue czy Glamour. I jest pisana podobnie jak artykuły w tych pismach, albo streszczenia odcinków seriali. Mamy dokładne info co kto nosi i jakie przedmioty trzyma w domu. Oraz jaki samochód prowadzi, i ile kosztował wózek dla dziecka, który pcha niania po drugiej stronie ulicy. Jeśli to jakie ubrania nosi bohater miało mi powiedzieć coś o jego osobowości, to pomysł się nie sprawdził.
Nawet najbardziej straszne elementy powieści starają się być ładne, sterylne. Potwór atakujący bohaterkę jest tylko cieniem, który nie uronił w szamotaninie ani kropli krwi. Bohater, który musi zaspokoić nagły potworny głód krwi, udaje się do lodówki, gdzie wyjada całe mięso przygotowane na steki. Klimat grozy? Gdzie?
Pomysł z upadłymi aniołami podobał mi się, ale czemu Autorka zrobiła z nich wampiry? Tym bardziej, że wampiryzm postaci nic nie wnosi(a nie przepraszam, bohaterowie mają ramiona pokryte tatuażami-siecią żył). Nie upieram się, że każdy wampir musi mieć problemy egzystencjalne na poziomie Louisa, ale może minuta zadumy nad stosunkiem do ludzkości? 
Autorka próbuje jakoś wytłumaczyć czemu upadłe anioły nazywa wampirami, ale mnie to nie przekonuje. Ba, nie sądzę by przekonało kogokolwiek, kto choć raz czytał jakąś definicję. 
Sądzę, że dorzucono bohaterom kły i pragnienie krwi by dotrzeć do większej grupy czytelników. Błękitnokrwiści zostali wydani w 2008 roku, w trakcie Zmierzchomanii. 

Czy polecam? Nie polecam. Ale mam całą trylogię, więc przeczytam. Tym bardziej, że wydanie ładne.

sobota, 13 października 2012

Sweet Evil - raczej mdło niż kusząco słodko


Na początku nie chciałam pisać oddzielnej recenzji, jedynie ocenić i opisać w kilku zdaniach moje wrażenia. Ale zmieniłam zdanie.


Przyznaję, że okładka miała pewien udział w wyborze lektury. Drugim powodem była moja sympatia dla wszystkiego książek z aniołami/demonami w rolach  głównych.
Główną bohaterką Słodkiego Zła jest Anna Writt, chodząca dobroć i praworządność. Dziewczyna zawsze mówi prawdę, nie pali, nie przeklina i nie pije. Jest też bardzo religijna, co niektórych czytelników może odstraszać. Mnie religijność, bądź jej brak, u postaci książkowych jest obojętna, ale w książce o aniołach powinna się znaleźć. Jednak dobroć Anny opiera się „see no evil, hear no evil” i gdy dziewuszka zostaje wystawiona na prawdziwe życie, wali się jak domek z kart. Powinnam jej współczuć, ale to jedna z głównych bohaterek, którym nie kibicuję.
Annę ratuje, odziedziczony po ojcu, pociąg do używek. Wewnętrzna walka, którą musi ze sobą toczyć oraz stopniowe przekonywanie się, że życie nie jest czarno-białe, czynią ją nieco ciekawszą.
Podobał mi się pomysł na Nefilim w tej książce, bezdusznych ludzi(nie mają aniołów stróżów) oddanych pracy dla swoich demonicznych rodziców. Dla demonów dzieci to tylko użyteczna, czasem zabawna własność, a jeśli nie namawiają ludzie by grzeszyli, to się ich pozbywa. Posiadają specjalne moce, które ułatwiają im wykonanie zadania(Anna oczywiście jest specjalnie specjalna i ma tych mocy więcej). Większość z nich nie jest zła, to znaczy nie byłaby, gdyby nie wiszące nad głową widmo zagłady. 
Główny wątek miłosny... córka demona uzależnień i syn demona rozpusty.... nie przekonywał mnie. Ani trochę. Nie było w nim chemii, nie było zrozumienia, ani miłości. Nie było nic. Szkoda, bo Kaidan sam w sobie był ciekawą postacią i z chęcią bym o nim poczytała. Autorka wrzuca na swoją stronę darmowe opowiastki z nim w roli głównej, może kiedyś? 
Denerwuje mnie, że w tej powieści problemy nie istnieją. Książka niby jest pełna dramatycznych wydarzeń, mówi o ważnych sprawach, ale bohaterowie tylko ślizgają się po powierzchni. Anna po raz pierwszy spotyka swego demonicznego ojca? Padają sobie w ramiona, a Belial pełen jest ojcowskiego ciepła(wcześniej wyraźnie, że demony uczuć rodzicielskich nie posiadają). Anna wybiera się w między stanową podróż z synem demona rozpusty? Oczywiście się w sobie zakochują, a on zrobi wszystko by ochronić jej cnotę. Anna trafia na wielkie spotkanie demonów? Wyciągnie ją z tego armia aniołów i jeszcze przy okazji uratuje komuś życie. Anna spotyka grupę Nephilim? Mimo że są to straumatyzowane osoby z radością i bez zbędnych problemów przyjmują do swego grona i obdarzają zaufaniem osobę nie tylko obcą, ale i niebezpieczną dla nich. 
Sweet Evil to kilka dobrych scen, przeplatanych gadaniem o niczym. Im bliżej końca, tym bardziej akcja przyspiesza, bo Autorka w jednym akapicie streszcza cały miesiąc ( skoro Kaidana nie ma w pobliżu, to nic ciekawego nie ma prawa się zdarzyć, proste). Przeczytałam ją tydzień temu i podczas pisania notki musiałam sprawdzać imiona głównych bohaterów. 

wtorek, 18 września 2012

O okrutnych aniołach opowieść


Recenzowanie dwóch książek, które zaliczam do moich ulubieńców, to trochę za dużo. Obiecuję, że w następnej recenzji ponarzekam.

Skończyłam Córkę dzisiaj o trzeciej nad ranem.
Podobało mi się wszystko. Wymyślony przez Autorkę świat, wykorzystanie Pragi, magia, bohaterowie, historia, romans.... Nie mogłam się oderwać. Od niebieskich włosów Karou, przez niewyparzony język Zuzanny, do chimer, wszystko było odpowiednio przemyślane i magiczne. No i te anioły!
Jeśli macie dość upadłych/przysłanych na ziemię aniołów, które zakochują się w śmiertelniczkach, pokochacie Akivę. Serafini są piękni, bezwzględni i mocno przekonani o swojej racji i wyższości.
Książka wciągnęła mnie, uwiodła i nie pozwoliła się oderwać przez długie godziny. Historia, którą opowiada Laini Taylor jest nie tylko piękna, ale też złożona, chwilami okrutna i bardzo wzruszająca. Pierwszy raz od dawna śmierć postaci tak mnie wzruszyła.

czwartek, 13 września 2012

Cynthia Hand Nieziemska

źródło: google

Książkę czytałam po angielsku, nie jestem zatem w stanie ocenić jakości tłumaczenia. Mam nadzieje, że jest dobre, ta powieść na to zasługuje.
Przyznaję, że Nieziemska bardzo mi się podobała. Autorka w ciekawy sposób zmienia znany schemat, według którego konstruuje się paranormal romance. Trochę więcej o tym niżej.
Gdyby wyciąć z tej książki wszelkie elementy nadnaturalne, otrzymalibyśmy bardzo porządną powieść o radzeniu sobie w nowym środowisku, zdobywaniu przyjaciół i pierwszej miłości. Bohaterowie, co miło mi napisać, nadal mieliby swoje cele, dążenia i hobby, bo nikt tu nie jest papierową lalką z wykaligrafowanym na piersi „wilkołak”. Polubiłam szczególnie Wendy i jej brata, Angela była nieco zbyt intensywna, ale jako poetce w sumie można jej to wybaczyć. Ani razu w trakcie lektury nie wyzywałam głównej bohaterki od ślepych komend i idiotek.