Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlag mnie trafił. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlag mnie trafił. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lipca 2014

George R. R. Martin is not working for you*


Tak samo jak żaden inny pisarz. Warto o tym pamiętać.
Obserwuję recenzje pod najnowszą powieścią Leigh Bardugo i mam oczy jak spodki. Ludzie wystawiają książce bardzo niskie oceny, ponieważ nie podobało im się zakończenie. A dokładnie, z kim w związku skończyła główna bohaterka.
I mean, Leigh Bardugo must know, that while maybe about 20 % of fans root for Mal, the other 80 % love the Darkling, right? RIGHT? (quote from https://www.goodreads.com/review/show/684983159?book_show_action=true&page=1)
Czytelnik ma święte prawo do swojej opinii. Ma pełne prawo nie lubić zakończenia, sposobu w jaki postać się rozwija, czy zwrotów akcji. Ale nie ma prawa wymagać by autor zmieniał fabułę dla jego widzimisię. Co z tego, że 80% czytelniczek wzdychało do Darklinga, skoro z powieści wynika, że jego związek z główną bohaterką byłby nieprawdopodobny i nielogiczny? To nie jest konkurs popularności, tylko historia mająca początek, rozwinięcie i zakończenie. Logiczny ciąg. Obrażanie się na książkę i autorkę, bo nie spełniły marzeń jest dziecinne i bezsensowne.
Obrazek STĄD

piątek, 2 maja 2014

Alibi na szczęście

Serialowej soboty nie było, bo święta, a poza tym zaczęłam czytać polski hit literacki. Miało być słodko, łatwo i przyjemnie, a lektura zajęła mi tydzień, i bez wsparcia moralnego by mi się nie udało.  
Nie oczekiwałam wielkiej literatury. Miało być słodko i romantycznie. Byłam przygotowana na prostą historię, dużo ciepła, mało realizmu i, jako że to polska powieść, odwołań do religii. A dostałam książkę, która z każdą kolejną stroną podnosiła mi ciśnienie.

Naprawdę nie lubię książek, które robią z mężczyzn lubieżnych kretynów, odbierając im jakąkolwiek inteligencję. W Alibi  większość bohaterek żywi opinię, że facet to istota nieskomplikowana, owładnięta żądzą, ale nieodpowiedzialna za swoje czyny. Dlatego w wypadku zdrady zawsze winna jest ta druga kobieta, bo przecież wiadomo, że on nie mógł nic poradzić, jest facetem. Jemu należy wybaczyć i przyjąć z powrotem, bo dzieci muszą mieć ojca.
Mężczyzna to nagroda, ale jednocześnie straszny ciężar. Mężczyznami się manipuluje, steruje i tak dalej, bo są jak duże dzieci i nie można ich poważnie traktować(no i są owładnięci żądzą). Pozostaje dla mnie tajemnicą, po co tym kobietom faceci, skoro są nimi tak nieusatysfakcjonowane.
Naprawdę nie lubię książek, które uprzedmiotawiają kobiety. A tu mamy tego mnóstwo- Hanka jest nagrodą do zdobycia, nieosiągalną doskonałą istotą. Mikołaj nigdy nie traktuje jej jak partnerki. Do diaska, jej przyjaciółka nie traktuje jej jak partnerki, tylko narzuca własne zdanie i przestawia z kąta w kąt.
I naprawdę nie lubię książek, które uznają, że jeden model życia jest słuszny. Rozumiem, kiedy starsza pani mieszkająca na wsi pod Słupskiem nie jest w stanie sobie wyobrazić innego niż tradycyjny model rodziny. To jest realistyczne, pani Irenka zapewne nie miała styczności z innymi sposobami na życie. Nie rozumiem za to, jak dużo młodsza i wychowana w wielkim mieście Hanka też nie potrafi. Tym bardziej, że jej najlepsza przyjaciółka pochodzi z rozbitego domu, jest w nieformalnym związku.
Brakowało mi też... fabuły. Ta książka jest właściwie o niczym, poza wielkim uczuciem Hanki i Mikołaja. A ja wolę, kiedy poza głównym bohaterem, bohaterka romansu chce czegoś jeszcze. Choćby wysłania uczennicy na konkurs recytatorski.
Ale uznajmy że ja i  Alibi na szczęście światopoglądowo jesteśmy w innych galaktykach i nie mamy szans na porozumienie. Ale powieść jest po prostu nudna. Autorka celuje w opisywaniu, nie pokazywaniu. Jeśli ma zacząć dziać się coś ciekawego, narracja na pewno to pominie. Nie ma opisu kolacji bożonarodzeniowej, randki w kinie czy imprezy firmowej. Widzimy tylko przygotowania i konsekwencje. Byłam zdziwiona, że byłam świadkiem pierwszego pocałunku bohaterów.
Zdarzały się błędy rzeczowe. Dwudziestoośmioletni bohater stwierdza, że za jego czasów na studniówkę dziewczyny przychodziły w białych bluzkach i spódnicach. Patrząc na datę pierwszego wydania, Mikołaj jest moim rówieśnikiem. Nie muszę chyba mówić, że nie byłam na studniówce w spódnicy i białej bluzce?
Styl też pozostawia wiele do życzenia. O ile dialogi są napisanie dość zgrabne, opisy są bardzo złe. Krótkie, porwane zdania. Dużo powtórzeń i zdrobnień, które w ustach dorosłych ludzi brzmią niezamierzenie śmieszne („Chyba nie muszę tłuc do twojej pięknej główki” powiedział jeden mężczyzna do drugiego). Styl jak z wypracowania ucznia podstawówki. I rasizm, który mnie zdziwił i zniesmaczył (rozumiem, że w powieści może być bohater rasista, psychopata czy dureń. Ale nie akceptuję rasistowskiej narracji).Czytanie to była prawdziwa przeprawa.
Chyba nie muszę dodawać, że kolejne tomy będę omijać szerokim łukiem?



Tak, uważam że Alibi na szczęście to kiepska, źle napisana książka. Nie, nie uważam jej czytelniczek za gorsze osoby. Rozumiem, że ta książka może być ciepłym kocykiem odgradzającym od rzeczywistości. Dla mnie pod nim za duszno i słodko, ale to moje zdanie.

piątek, 11 kwietnia 2014

Anne Rice Dary wilka


Powieść, która miała być powrotem Anne Rice do powieści paranormalnych z prawdziwego zdarzenia. Po zrewolucjonizowaniu literackiego portretu wampirów, nadszedł czas na wilkołaki.

Spoilerów jest dużo i szczegółowych, ale inaczej nie mogłam wyjaśnić, o co mi chodzi
 Mam nieodparte wrażenie, że ktoś doradził Anne Rice by spróbowała pisać inaczej niż zwykle. W powieści brakuje więc: bogatego tła historycznego, pierwszoosobowej narracji, skomplikowanej historii, która toczy się przez setki lat, oraz niedookreślonej orientacji seksualnej bohatera. Anne Rice nie odpowiada współczesność i to widać.  Najciekawsze fragmenty dotyczą starego domu i grupy wiekowych dżentelmenów. Czuć, że to oni powinni zostać bohaterami powieści, nie ta marudna ciapa.

niedziela, 29 września 2013

Niefajnie, kiedy bohaterowi wszystko się udaje, czyli Dora Wilk po raz trzeci


Miałam strasznie dużo kłopotów z tą recenzją. Napisałam ją ponad tydzień temu, ale nie byłam zadowolona. Nadal nie jestem, ale uznałam, że nic więcej nie wymyślę.


Po całkiem niezłym tomie pierwszym i rozczarowującym tomie drugim, wzięłam się za tom trzeci. Nie pytajcie, dlaczego kupiłam książkę zamiast czekać na e-book, wizyty w Matrasie o ósmej rano to zło.
Pierwsze sto stron było ciężkie. Przegadane w najgorszym stylu, brak akcji, z marysuizmem do potęgi i festiwalem „wszyscy kochają Dorę”. Czytałam i zastanawiałam się, czemu tak się uparłam na tę serię. Bo chcę polskiego urban fantasy, napisanego przez kobietę?


Ale potem zaczęło być lepiej, fabularnie. To nadal romans paranormalny, ale trochę akcji się znalazło. Zaczęłam mieć nadzieję, że poziom utrzyma się do końca. Redaktorsko, nadal uważam, że ktoś schrzanił.
Potem zaś znowu było źle, zakończenie jest pospieszne i po łebkach. Niebo podejrzanie przypomina sąd rejonowy, jakby autorce zabrakło czasu i ochoty na wymyślenie czegoś innego. Gdzieś zagubiło się dwóch bohaterów drugoplanowych, z których przynajmniej jeden był ważny dla fabuły.  

czwartek, 8 sierpnia 2013

This is wrong on so many levels


Nie wiem, co mnie podkusiło. Uznałam, że dam serii o Anicie Blake drugą szansę, mimo, że pierwszy tom nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Czasami tłumaczenie niszczy książkę, postanowiłam, że spróbuję w oryginale. Wybrałam tom na chybił-trafił i zasiadłam do lektury.

grafika z goodreads.com

czwartek, 30 maja 2013

Jestem nieczułym draniem albo Rok w Poziomce

To mogła być książka o młodym biznesmenie, któremu do tej pory wystarczały niezobowiązujące przygody, a który nagle zakochuje się w dziewczynie. Chorej na białaczkąę. O tym, czy da szansę uczuciu czy się wycofa.
To mogła być książka o młodej kobiecie, która do tej pory dryfowała przez życie, ale po paskudnym rozwodzie postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i spełnić największe marzenie. O tym, ile kosztuje realizacja marzeń.
To mogła być książka o dwójce ludzi, którzy lata temu stracili się z oczu, a gdy się odnaleźli, postanowili dać sobie drugą szansę. O tym, że nawet mając dorosłe dzieci, można znaleźć pierwszą miłość.
Wreszcie, to mogła być książka o tym, jak w Polsce wydaje się książki. Jak młode wydawnictwo walczy o wypromowanie swojej pierwszej książki.
Niestety, Rok w Poziomce nie jest żadną z tych książek.

Książka na LC http://lubimyczytac.pl/ksiazka/71620/rok-w-poziomce
Główna bohaterka jest idiotką. Po prostu. Taką, która nie sprawdza ilości paliwa w baku ani stanu korków przy braku prądu. Taką, która będąc w nieplanowanej ciąży, uznaje, że jej obowiązkiem jest zapewnienie dziecku ojca i zaczyna szukać jelenia do wrobienia w dziecko. Taką, która w środku zimy montuje sobie w domu kominek, a dopiero potem szuka opału. Poza tym jest egzaltowana tak, że Ania Shirley to wzór stoicyzmu.
Warto wspomnieć o sytuacji rodzinnej Ewy. Otóż Ewa ma matkę, ojczyma, przyrodnie rodzeństwo, babkę, odnalezionego po latach ojca, nieżyjącą przyrodnią siostrę, której książkę wydaje. Uff. Oczywiście, mimo strasznie zapętlonych relacji, wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.

Rok w Poziomce to po prostu zła książka. Niechlujna. Napisana w pospiechu. Właściwie przypomina szkic powieści. Sama historia mogłaby być ciekawa, mówić o ważnych i trudnych sprawach, niestety ten potencjał zmarnowano.
To nie jest książka o ważnych sprawach. To książka, gdzie poważne sprawy- choroba, rozwód, ciąża- zostały wrzucone, ale nie omówione. Karolina ma białaczkę, chyba tylko po to, żeby główna bohaterka nie mogła walczyć z nią o uczucia Andrzeja(no bo jak? Z chorą?).
Ewa zachodzi w ciążę, po to by inni mogli okazać swą szlachetność. Bo poza tym, ta ciąża nie przeszkadza jej w niczym. Wielogodzinne loty samolotem, sadzenie drzew, oddawanie szpiku, znajdowanie zaginionych rodziców… Co prawda, ma zachcianki i żyje gdzieś w chmurach, ale wszyscy jej wybaczają. Kobiety w ciąży są bowiem urocze i otoczenie nieba by im przychyliło.
Autorka najczęściej mówi, nie pokazuje. Priorytety postaci zmieniają się w trakcie trwania powieści bez żadnych przyczyn. Prawdopodobieństwo leży i kwiczy- nie wiem do tej pory jak Witold i Andrzej ze znajomych, którzy kiedyś chodzili razem do szkoły, stali się serdecznymi przyjaciółmi. Nie wiem, zresztą wielu rzeczy, ale nie będę się nad nimi zastanawiać. Zmęczyły mnie wielkie emocje, takie z wysokiego C, bohaterowie albo krzyczą albo płaczą albo się śmieją i znowu płaczą.
Ja chyba nie lubię szczęśliwych zakończeń na siłę, papierowych bohaterów i fabuły bez ładu i składu. Wolę prawdziwe emocje, pokręcone życiorysy i ludzi, którzy walczą o swoje. Tym razem powieści nie ratowały nawet zwierzaki, było ich zdecydowanie za mało.
Wiem, że wiele osób lubi powieści Katarzyny Michalak, ale ja się do nich nie zaliczam. Poszukiwania dobrej polskiej kobiecej prozy trwają.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka E-Pik: 
powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych
http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/p/trojka-e-pik.html




poniedziałek, 13 maja 2013

Oksana Pankiejewa Przekraczając granice


 Nie da się ukryć, że najczęściej wszystko co wiekopomne zaczyna się bardzo zwyczajnie, by nie powiedzieć — trywialnie... Przez myśl ci nie przejdzie, że wszystkie problemy są już po prostu śmieszne i w zasadzie nieaktualne, ponieważ twoje życie faktycznie właśnie się kończy. Umierasz, więc nie warto się przejmować. W takiej chwili mało komu przyszłoby do głowy, by myśleć o światach równoległych, czarodziejach, elfach, krasnoludach i innych tego typu bajkach. Bo okoliczności są jednak dalekie od bajkowych... A skoro już przy bajkach jesteśmy...
W królestwie Ortan, nikt nie wpadłby na to, by nazwać czarodziejów, elfy i krasnoludy bajkami. Również istnienie światów równoległych nie budziło najmniejszych wątpliwości, poparte jak najbardziej namacalnymi dowodami w postaci tak zwanych przesiedleńców. A skoro już przy przesiedleńcach jesteśmy...
Uwierz, tej nocy pojawi się ktoś i ma wydarzyć się coś, co zaważy na dalszych losach królestwa... Czasem życie wykręca takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz — żaden normalny scenarzysta by na coś takiego nie wpadł.
 opis ze strony empik.com

Miałam nadzieję na szybką i miłą lekturę z ciekawym światem i pełną werwy bohaterką. Okładka obiecywała tak wiele! Do pewnego stopnia moje nadzieje zostały spełnione, niestety nie mogę zaliczyć Przekraczając granice do udanych lektur.
Na powierzchni jest zabawnie, absurdalnie i całkiem uroczo. Bohaterowie piją, jedzą, kochają się i przeżywają przygody, widują różowe słoniki i piorą po pyskach nekromantów. Jednak jeśli przyjrzymy się bliżej, wcale tak wesoło nie jest.
Książkę czyta się piorunem, ponad pięćset stronnicowe tomiszcze można bez wysiłku skończyć w dobę. Styl Autorki bardzo przypomina mi styl Joanny Chmielewskiej, jest dużo kolokwializmów, ale całość płynie. Do mniej więcej trzysetnej strony bawiłam się świetnie, potem zaczęłam odczuwać braki powieści.
Największą wadą powieści jest to, że opowiada, nie pokazuje. Kiedy nasi bohaterowie jadą zwiedzać zamek, mamy opisaną scenę zaraz przed i zaraz po, ale już nie samo zwiedzanie (w trakcie którego ktoś naszych bohaterów próbuje zabić). Podobno gdzieś tam jest zajmująca akcja- ataki zombie, zamachy na króla, polowanie na czarownice etc.jednak czytelnik nie zobaczy nic, poza siedzącymi w salonie i popijającymi alkohol postaciami, które z entuzjazmem opowiadają o swoich przygodach. Okładka wierutnie kłamie. Postacie analizują swoje motywy i traumy, nie dochodzą do żadnych wniosków i kończą powieść w tym samym miejscu rozwoju, w którym zaczęli, jak w klasycznej telenoweli.
Świat powieści nieco rozłazi się w szwach, zwłaszcza jeśli chodzi o stosunki społeczne, chociaż w tak lekkiej powieści można to wybaczyć. Z jednej strony, wszyscy wykazują zadziwiająco zdroworozsądkowe podejście do życia i seksu, dzieci z nieprawego łoża mają takie samo prawo jak ich praworządnie poczęte rodzeństwo, mamy coś w rodzaju równouprawnienia, a seks przedmałżeński nie jest piętnowany. Z drugiej, dziewczynki- bastardy zwyczajowo nie są uznawane, a niezamężne dziewczyny biorą udział w loterii, która zostanie zjedzona przez smoka.
No i absolutnie nie podoba mi się sposób, w jaki książka opisuje kobiety. Odniosłam wrażenie, że Autorka swojej płci nie lubi i niespecjalnie to ukrywa. Wszystkie to albo kretynki i/lub puszczalskie. Jeśli już trafia się w miarę inteligentna, to jest przy okazji z jej psychiką jest źle albo bardzo źle. Ciekawe rzeczy przydarzają się tylko mężczyznom i to ich towarzystwa szuka Olga, dworki mogą co najwyżej siedzieć na leżaczkach i plotkować. I mężczyzn nikt nie nazywa puszczalskimi ani dziwkami, natomiast każda bohaterka została przynajmniej raz poczęstowana tym epitetem. Olga nie, bo Olga jest dziewicą.  
Polecam, jeśli macie ochotę na coś lekkiego, bo czeka Was długa podróż pociągiem, albo chcecie się pośmiać. Jeśli jednak jesteście czuli na sposoby przedstawiania kobiet albo braki fabularne, to polecam zaopatrzyć się w alkohol i pić równo z bohaterami, około setnej strony będziecie znieczuleni. Albo nie sięgać po Przekraczając granice.

Czytaliście tę książkę? Jak wrażenia? Bo zastanawiam się, czy może ja nie jestem za bardzo czepialska?

sobota, 15 września 2012

Szlag mnie trafił



Czytając, tę książkę zachowywałam się jak osoba z zespołem Touretta. Jeśli klniesz powieść w trzech znanych ci językach, to wiedz, że coś jest na rzeczy.
Po raz kolejny dałam się złapać na szał wokół książki i po raz kolejny nie rozumiem zachwytów. Zupełnie. Ani trochę. Jedyne co moim zdaniem zasługuje na uznanie, to zdolności marketingowe Autorki.
Główną bohaterką powieści jest Wendy. Co wiemy o Wendy? Że nie lubi nosić butów, wyrzucili ją z każdej szkoły, do której miała okazję chodzić, a matka próbowała ją zabić. Wendy mieszka z ciotką, która opiekuje się nią od kilkunastu lat, ale i tak nie wie co dziewczyna jada, oraz z bratem, który podobno jest opiekuńczy. Objawia się to tym, że gdy zastaje w pokoju siostry obcego chłopaka, zmienia się w rannego łosia, albo inną kudłatą i ryczącą bestię, którą trzeba obłaskawiać. A zapomniałabym, Wendy potrafi manipulować ludzką wolą. Jakim cudem w takim razie wyleciała z każdej szkoły? Pojęcia nie mam.
Generalnie, życie ciotki i brata kręci się wokół dziewczyny, na co ona pozwala, czasem łaskawie odwzajemniając uczucia.

czwartek, 6 września 2012

Pięćdziesiąt twarzy Grey'a, czyli kolejny raz powszechny zachwyt jest dla mnie niezrozumiały


Powieść czytałam po angielsku, więc nie wypowiem się na temat jakości tłumaczenia. Być może tłumacz jest lepszym pisarzem od Eriki Leonard i uczynił powieść przyzwoitą. Nie będę też zajmować się oryginalnością fabuły, która była przedmiotem żywiołowej dyskusji. Wystarczy poczytać recenzje na Goodreads by dowiedzieć się wszystkiego.
źródło: nieocenione Google
Pięćdziesiąt twarzy Grey’a to książka, która urzeka okładką, ale nuży zawartością. Przyznaję, dałam się złapać, zaczęłam czytać bo podobała mi się okładka. Potem jeszcze była reklama Amazonu i uznałam, że dam bestsellerowi szansę. Z opisu wywnioskowałam, że mam do czynienia z czymś pokroju Śpiącej Królewny czy Ucieczki z  Edenu Anne Rice. Jak bardzo się myliłam!
Zacznijmy może od plusów, żeby mieć je z głowy. Powieść czyta się szybko, nie trzeba poświęcać jej wiele uwagi. Nawet jeśli pominiemy kilka stron, nie pogubimy się w akcji, ani nie stracimy za wiele. Poza tym, podobały mi się maile wymieniane przez Anastasię i Christiana, to chyba najsilniejszy punkt fabuły. Dla tych maili, i w nadziei że będzie lepiej, przeczytałam także drugi tom, zabrnęłam nawet w trzeci i powiedziałam dość.
Pięćdziesiąt twarzy Greya nie sprawdza się ani jako romans, ani jako powieść erotyczna. Podobno jest jakaś fabuła, ale chowała się tak starannie, że jej nie znalazłam. Niby w powieściach erotycznych fabuła nie jest ważna, ale możnaby poudawać, że w ogóle tam jest.