czwartek, 11 grudnia 2014

Ciepły czytelniczy kocyk czyli "Kot Bob i ja"

Książka, którą leczyłam czytelniczego kaca po Księciu Lestacie. Podsunęła mi ją moja książkowa dilerka z Ursynoteki, sama rzadko zapuszczam się w dział nonfiction. Ale skoro o kocie i z polecenia, uznałam że warto spróbować.

Człowieku drogi, dalej będa spoilery. Czuj się ostrzeżony.

 Kot Bob i James Bowen spotkali się w Londynie. On, mężczyzna po przejściach, był ulicznym grajkiem w ostatniej fazie odwyku. On, kot z przeszłością, szukał schronienia i towarzysza życia. Razem było im łatwiej. Potem stali się Internetową sensacją, aż wreszcie James spisał swoje wspomnienia.
Od razu widać, że to nie będzie opowieść o słodkim koteczku. Wszystkie zdjęcia we wpisie  z odmetów Internetu.
Autor ma talent do opowiadania i zmysł obserwacji. Przygody Boba i jego człowieka są codziennie, zwyczajne, ale dzięki temu bliskie czytelnikowi. Podobało mi się, że Autor opisuje swoją znajomość z Bobem od trudnych początków, uważał że nie będzie odpowiednim opiekunem dla zwierzaka, przez wizyty u weterynarza, aż do stworzenia z kotem rodziny (stada? Grupy? Jak nazwać jednostkę rodzinną złożoną z kota i człowieka?). Każdy właściciel kota „z odzysku” odnajdzie tu trochę swoich emocji, zwłaszcza z początków znajomości z podopiecznym.

Kot i jego człowiek.
 Głównym bohaterem jest kot, ale czytelnik bardzo dużo dowiaduje się o człowieku. James nie miał łatwego życia, trochę na własne życzenie, ale nie jest zgorzkniały. Jest też uczciwy i nie stara się wybielać, zwalać problemów na trudne dzieciństwo, sytuację w kraju, czy cokolwiek innego. Jego opisy działania opieki społecznej są z jednej strony straszne, ale z drugiej niepozbawione humoru.
Poza tym pokazuje jak opieka nad zwierzęciem pozwala mu wyjść na prostą, naprawić relacje z bliskimi. Samotny James dryfował, nie przejmując się za bardzo przyszłością, ale kiedy stał się odpowiedzialny za kota, zaczął myśleć o jutrze. Bo przecież Bob nie może spać pod mostem, marznąć albo nie jeść.

Tutaj, jak dla mnie, podpis zbędny.
 W opowieści występują oczywiście źli ludzie, ale są to jednostki,  nie grupy. Ogólnie świat może nie jest najlepszy z możliwych, ale nie jest też najgorszy. Są źli pracownicy metra, którzy przeganiają Jamesa z Bobem i dobrzy, pilnujący by kot miał w gorące dni dostęp do wody. Są zawistni sprzedawcy gazet, ale są i tacy którzy przyjaźnią się z Bobem. Jest też wiele przypadkowych osób, które pomagają. Autor pokazuje jak ludzie, którzy nie zauważają/ nie pomogą ulicznemu grajkowi, miękną gdy chodzi o zwierzę. Bob sprawił, że James odzyskał swoje „człowieczeństwo” w sensie, że znowu stał się zauważalny dla społeczeństwa.


Książkę czyta się piorunem. Przy odrobinie chęci można ją skończyć w jeden dzień, albo dawkować by lektura zajęła dwa. Język jest bardzo prosty, ale dzięki temu łatwo „połączyć się” z tekstem. James nie jest pisarzem, choć sprawdza się jako gawędziarz. Chyba przez niedoświadczenie pisarskie Bowena w tekście czasami brakuje emocji. Z drugiej strony, wolę niedostatek emocjonalnych reakcji narratora niż przesadę. Jednak, jeśli ktoś ceni piękno prozy na równi z opowiadaną historią, może się rozczarować „Kotem Bobem i mną”.

Musiałam zamieścić to zdjęcie. To Brian May, nie Izaak Newton ;)
To bardzo ciepła, optymistyczna książka.  Jest jak kubek cieplej herbaty i kocyk kiedy pogoda paskudna. Bo skoro James i Bob się znaleźli, to świat nie może być taki zły. Polecam jeśli potrzebujecie lektury,  która podnosi na duchu.

2 komentarze: