At
the young age of eighteen, tragedy and a dark secret force Lara to
flee all she has known and loves to start a new life. Now years
later, with a new identity as Amy, she’s finally dared to believe
she is forgotten–even if she cannot forget. But just when she lets
down her guard, the ghosts of her past are quick to punish her,
forcing her back on the run. On
a plane, struggling to face the devastation of losing everything
again and starting over, Amy meets Liam Stone, a darkly entrancing
recluse billionaire, who is also a brilliant, and famous, prodigy
architect. A man who knows what he wants and goes after it. And what
he wants is Amy. Refusing to take “no” as an answer, he sweeps
her into a passionate affair, pushing her to her erotic limits. He
wants to possess her. He makes her want to be possessed. Liam demands
everything from her, accepting nothing less. But what if she is too
devastated by tragedy to know when he wants more than she should
give? And what if there is more to Liam than meets the eyes?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść erotyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść erotyczna. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 sierpnia 2013
wtorek, 9 lipca 2013
Juliet Dark The demon lover
Annathea
09:46
No comments
Since
accepting a teaching position at remote Fairwick College in upstate New York,
Callie McFay has experienced the same disturbingly erotic dream every night: A
mist enters her bedroom, then takes the shape of a virile, seductive stranger
who proceeds to ravish her in the most toe-curling, wholly satisfying ways
possible. Perhaps these dreams are the result of her having written the
bestselling book The Sex Lives of Demon Lovers. Callie’s lifelong
passion is the intersection of lurid fairy tales and Gothic literature—which is
why she’s found herself at Fairwick’s renowned folklore department, living in a
once-stately Victorian house that, at first sight, seemed to call her name. But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i
każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą,
przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare
domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych
światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina
różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której
spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w
sobie dużo baśniowej magii. Honeysuckle House
to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło
mi się z Amerykańskimi bogami
Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka
całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam
wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu
wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności,
rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze
monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo
literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w
masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik
szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej
zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
Inne są zbyt słabo
zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu
na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie
antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem
Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie
skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami
bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej
pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat
i większość bohaterów drugoplanowych.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Erotyczne baśnie
Annathea
09:00
No comments
Lubię
powieści fantastyczne i nie mam najmniejszego
problemu z
zawieszeniem logiki, by pozwolić zaistnieć smokom czy innym orkom.
Są jednak takie momenty kiedy czuję się w tym zawieszeniu jak
idiotka, a dzięki Lawful Escort przeżyłam ten stan kilka razy.
Mogę zrozumieć, że prawniczka wynajmuje mieszkanie wraz z
prostytutką. Ale kiedy rzeczona prawniczka, do seksu podchodząca
bardzo emocjonalnie, zgadza się zastąpić współlokatorkę coś mi
zaczęło zgrzytać. A kiedy była dziewczyna głównego bohatera
postanawia pojawia się w jego apartamencie w seksownym negliżu by
go odzyskać zgrzyty stały się ogłuszające.
Warstwa
fabularna jest, w najlepszym razie, średnia. Język i styl,
podobnie, dużo powtórzeń i kalek językowych. Bohaterka
notorycznie jest wbijana na członek bohatera, oboje przeżywają
więcej orgazmów podczas jednej nocy niż statystyczny Polak w
kwartał. Książka jest tania (w tej chwili 0,99$ w kindle store), czyta się bez przykrości, więc
jeśli ktoś ma ochotę i ograniczony budżet, może spróbować.
Ale
fajerwerków nie ma.
Do
utraty tchu reklamowane jest jako książka dla wielbicieli 50
twarzy Grey’a. Postanowiłam nie ulegać temu negatywnego PRowi i
książkę kupiłam (wcale, ale to wcale, nie poleciałam na
okładkę).
To erotyka, ale w normalniejszym, ludzkim wydaniu. Mamy
tu oczywiście schemat, ona młoda, po rozpadzie związku od dłuższego czasu
sama, spotyka jego, ale bohaterowie pasują do siebie, mają podobne zainteresowania. Można uwierzyć, że gdyby istnieli naprawdę, też mieliby się ku sobie. Oboje są sympatyczni i mogliby występować w "normalnej" powieści.
Fabuła nieromansowa ograniczona jest do minimum,
ale i tak dowiadujemy się co Gwen lubi jeść, jakie programy
telewizyjne ogląda najchętniej i jakie są jej największe
bolączki. Sam romans z Profesorem Ciacho jest gorący, chwilami
zabawny, nie pozbawiony pikanterii, ale nie zaczyna się od wiązania
i bicia. A seryjne orgazmy miewa tu tylko Gwen, miło że Autorka wzięła pod uwagę fizjologię.
Widać,
że Portia Da Costa to nie debiutantka, pisze swobodnie, więc
książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Tłumaczenie kilka razy nawala, ale nie są to wpadki niewybaczalne. Autorce się uniknąć
powtarzalności w opisywanych scenach erotycznych, a scena w hotelu była niemal nowatorska. Poszukiwacze skomplikowanych intryg mogą być zawiedzeni, ale to nie kryminał, tylko powieść erotyczna.
Jedno
mnie zastanawia, dlaczego w powieściach erotycznych dla kobiet
zawsze pojawia się ślub? Czy oni nie mogą żyć długo i
szczęśliwie na kocią łapę? Albo rozstać się po jakimś czasie?
Dlaczego zakończenia są tak stereotypowe?
niedziela, 17 lutego 2013
Josh Lanyon Fatal Shadows
Annathea
20:26
No comments
Jeśli notka jest chaotyczna, przepraszam. Kiedy ją pisałam, metr ode mnie trwało wielkie, pełne emocji, polowanie na smoka. Mam nadzieję, że to mnie trochę usprawiedliwia ;).
![]() |
| photo by google |
Fatal Shadows, dla mnie, osoby wychowanej na
książkach Agaty C., rasowym kryminałem nie jest. Albo to ja jestem
taka genialna, że rozpoznałam mordercę gdy tylko pojawił się na
scenie. Bardziej przypomina odcinek serialu sensacyjnego, takie
Castle'a na przykład.
Rozwiązanie zagadki nie zależy od
szczegółowego badania śladów, choć Adrien wykonuje pewną pracę
umysłową by połączyć fakty, bohater musi znaleźć się we
właściwym miejscu we właściwym czasie. Daje to książkę
wypełnioną akcją, ale wielbiciele tradycyjnych kryminałów mogą
być zawiedzeni.
Bardzo polubiłam Adriena, narratora i
głównego bohatera, mimo że czasami jest marudny i wkurzający.
Jest kawalerem, mieszka nad swoją księgarnią i choruje na serce,
jest też bardziej ciekawski niż kot z przysłowia. Ma jednak dużo
wdzięku i dystansu do świata, rozumiem dlaczego inni bohaterowie
tak chętnie z nim rozmawiają. Polubiłam go tak bardzo, że z
rozpędu przeczytałam całą serię (najlepsza jest część trzecia, jakby
ktoś pytał).
Drugą silną osobowością w książce
jest Jake Riordan, policjant początkowo podejrzewający Adriena o
morderstwo. Potem panowie ze sobą współpracują, a Jake nawet
zaczyna żywić odrobinę szacunku dla zdolności detektywistycznych
Englisha.
Adrien jest gejem, a jego tożsamość
seksualna i życie uczuciowe (przeszłe, przyszłe i obecne) to
motywy, wokół których kręci się fabuła. Fatal Shadows to wręcz
romans kryminalny, nie kryminał z historią miłosną. Mi to nie
przeszkadza, ale niektórych może zszokować.
Tak samo jak erotyka. Widziałam, że
na Goodreads kilka osób umieściło Fatal Shadows na półce „little
to no sex”. Nie zgadzam się z tym, jak dla mnie trzy sceny
erotyczne w kryminale to dużo. Zwłaszcza, że Josh Lanyon nie bawi
się w eufemizmy, opisy są dokładne, mają jednak klimat i klasę.
Mi się podobały, były lepsze niż w niektórych słynnych
powieściach erotycznych, ale wolę ostrzec.
A więc jeśli macie ochotę na lekki
kryminał z romansem w tle i nie straszne Wam tak kontrowersyjne
rozwiązania jak homoseksualny bohater ;), polecam.
czwartek, 6 września 2012
Pięćdziesiąt twarzy Grey'a, czyli kolejny raz powszechny zachwyt jest dla mnie niezrozumiały
Annathea
14:39
1 comment
Powieść czytałam po
angielsku, więc nie wypowiem się na temat jakości tłumaczenia. Być może tłumacz
jest lepszym pisarzem od Eriki Leonard i uczynił powieść przyzwoitą. Nie będę
też zajmować się oryginalnością fabuły, która była przedmiotem żywiołowej dyskusji. Wystarczy poczytać recenzje na Goodreads by dowiedzieć się wszystkiego.
Pięćdziesiąt twarzy Grey’a to
książka, która urzeka okładką, ale nuży zawartością. Przyznaję, dałam się
złapać, zaczęłam czytać bo podobała mi się okładka. Potem jeszcze była reklama
Amazonu i uznałam, że dam bestsellerowi szansę. Z opisu wywnioskowałam, że mam
do czynienia z czymś pokroju Śpiącej Królewny czy Ucieczki z Edenu Anne Rice. Jak bardzo się myliłam!
Zacznijmy może od plusów,
żeby mieć je z głowy. Powieść czyta się szybko, nie trzeba poświęcać jej wiele
uwagi. Nawet jeśli pominiemy kilka stron, nie pogubimy się w akcji, ani nie
stracimy za wiele. Poza tym, podobały mi się maile wymieniane przez Anastasię i
Christiana, to chyba najsilniejszy punkt fabuły. Dla tych maili, i w nadziei że
będzie lepiej, przeczytałam także drugi tom, zabrnęłam nawet w trzeci i
powiedziałam dość.
Pięćdziesiąt twarzy Greya
nie sprawdza się ani jako romans, ani jako powieść erotyczna. Podobno jest
jakaś fabuła, ale chowała się tak starannie, że jej nie znalazłam. Niby w
powieściach erotycznych fabuła nie jest ważna, ale możnaby poudawać, że w ogóle
tam jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




