sobota, 15 września 2012

Szlag mnie trafił



Czytając, tę książkę zachowywałam się jak osoba z zespołem Touretta. Jeśli klniesz powieść w trzech znanych ci językach, to wiedz, że coś jest na rzeczy.
Po raz kolejny dałam się złapać na szał wokół książki i po raz kolejny nie rozumiem zachwytów. Zupełnie. Ani trochę. Jedyne co moim zdaniem zasługuje na uznanie, to zdolności marketingowe Autorki.
Główną bohaterką powieści jest Wendy. Co wiemy o Wendy? Że nie lubi nosić butów, wyrzucili ją z każdej szkoły, do której miała okazję chodzić, a matka próbowała ją zabić. Wendy mieszka z ciotką, która opiekuje się nią od kilkunastu lat, ale i tak nie wie co dziewczyna jada, oraz z bratem, który podobno jest opiekuńczy. Objawia się to tym, że gdy zastaje w pokoju siostry obcego chłopaka, zmienia się w rannego łosia, albo inną kudłatą i ryczącą bestię, którą trzeba obłaskawiać. A zapomniałabym, Wendy potrafi manipulować ludzką wolą. Jakim cudem w takim razie wyleciała z każdej szkoły? Pojęcia nie mam.
Generalnie, życie ciotki i brata kręci się wokół dziewczyny, na co ona pozwala, czasem łaskawie odwzajemniając uczucia.

Wtedy pojawia się on. On jest mroczny, seksowny, naszej bohaterce na jego widok miękną kolana i przestaje myśleć. Finn, bo tak ma to cudo na imię, przekazuje Wendy straszne wieści. Otóż, jej szalona matka miała rację, Wendy nie jest jej dzieckiem, ale podrzutkiem z rasy Tryllii- trolli i oto nadszedł czas by wróciła do domu.
Co zatem robi nasza bohaterka? Jedzie do niewidzianej od kilkunastu lat matki-wariatki, by dowiedzieć się, czy to prawda. Przecież to logiczne. Szalona kobieta potwierdza całą historię, a Wendy po kilku stronach bolesnych(dla czytelnika!) rozmyślań uznaje, że czas wrócić do korzeni.
Finn zawozi ją do siedziby Trylli, magiczna kraina leży w Minnesocie, gdzie okazuje się, że Wendy to nie jakiś tam podrzutek, ale królewna. Co zatem robi królowa po tym jak jej córka powraca po kilkunastu latach? Wydaje przyjęcie. Zapomina jednak o przeszkoleniu Wendy z trollowej etykiety, a potem łaje ją za potknięcia.
Lektura tej powieści boli. Fabularnie stoi to poniżej Zmierzchu, ale jest gorzej napisane. Może uwierzyłabym w tajemne przyciąganie między Wendy a Finnem, gdyby nie było to tak topornie opisane? Niewiele się dzieje, a opisy zabijają akcję w ogóle.
Tłumaczenie też nie ułatwia odbioru, zazwyczaj w powieściach wydanych przez Amber korekta kuleje, ale błędy na poziomie podstawówki to lekka przesada.
No i Wendy... naprawdę, okres skupienia na poziomie złotej rybki i móżdżek wielkości gołębiego. Nie zadaje pytań, płynie z prądem. Ja wiem, że Bella Swan też tak robiła, ale ona nie była królewną! Jeśli jesteś w nowym otoczeniu, które ma wobec ciebie znaczne wymagania, naprawdę masz lepsze rzeczy do robienia niż maraton Władcy Pierścieni.
Po tym jak główna bohaterka nie była w stanie zgadnąć kim jest Rhys, odłożyłam książkę z obrzydzeniem. Pomyślmy. Jesteś podrzutkiem, to znaczy że podłożono cię na miejsce innego dziecka. A kiedy wracasz do swej prawdziwej matki, w jej domu mieszka chłopak mniej więcej w twoim wieku, o urodzie w typie Matta. Kim że on może być?
Przykro mi, ale od bohaterek wymagam szczątkowej przynajmniej inteligencji i ciekawości świata.
Nie wrócę już do tej powieści, żal mi czasu, które mogę przeznaczyć na inne lektury. Jest tyle wartych przeczytania książek.

5 komentarze: