Unbreakable jest reklamowane hasłem Supernatural meets The Da Vinci Code, które po pierwsze jest nieprawdą, po drugie może odstraszać czytelników. Moim zdanie, tylko pierwsza część hasła jest prawdziwa, więc jeśli lubicie serial i szukacie szybkiej, lekkiej lektury, powinno się Wam spodobać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 października 2015
wtorek, 26 sierpnia 2014
Przegląd końca świata- nawet jeśli nie lubisz zombie, powinieneś to przeczytać.
Annathea
10:06
No comments
Tym razem spróbowałam bez spoilerów co
do wydarzeń. Bo ciężko pisać o genialności świata przedstawionego bez
odwoływania się do przykładów. Spoilerogenne cytaty z książek są po angielsku.
Jak zapewne wszyscy wiedzą, bo mówię to często, nie lubię utworów o zombie.
Ze wszystkich fikcyjnych
potworów budzą we mnie najmniejszą ciekawość i sympatię, nieważne czy mowa o tradycyjnym wariancie czy bardziej współczesnym. Obejrzałam „Noc żywych trupów” i „Warm bodies”, wysłuchałam „The walking dead”, przeczytałam „Zombie survival guide”, a nawet „Lord John i plaga zombie”. O hordach nieumarłych plączących się po rozmaitych grach nie wspomnę, każde szanujące się MMO ma chyba takie na stanie (najciekawiej rozegrane chyba w World of Warcraft). Uznaję zatem, że próbowałam i się nie udało, nie moja bajka, zostaję przy wampirach i reszcie.
Jak zapewne wszyscy wiedzą, bo mówię to często, nie lubię utworów o zombie.
Ze wszystkich fikcyjnych potworów budzą we mnie najmniejszą ciekawość i sympatię, nieważne czy mowa o tradycyjnym wariancie czy bardziej współczesnym. Obejrzałam „Noc żywych trupów” i „Warm bodies”, wysłuchałam „The walking dead”, przeczytałam „Zombie survival guide”, a nawet „Lord John i plaga zombie”. O hordach nieumarłych plączących się po rozmaitych grach nie wspomnę, każde szanujące się MMO ma chyba takie na stanie (najciekawiej rozegrane chyba w World of Warcraft). Uznaję zatem, że próbowałam i się nie udało, nie moja bajka, zostaję przy wampirach i reszcie.
piątek, 11 kwietnia 2014
Anne Rice Dary wilka
Annathea
12:20
No comments
Powieść, która miała być powrotem Anne Rice do powieści
paranormalnych z prawdziwego zdarzenia. Po zrewolucjonizowaniu literackiego
portretu wampirów, nadszedł czas na wilkołaki.
Mam nieodparte wrażenie, że ktoś doradził Anne Rice by
spróbowała pisać inaczej niż zwykle. W powieści brakuje więc: bogatego tła
historycznego, pierwszoosobowej narracji, skomplikowanej historii, która toczy
się przez setki lat, oraz niedookreślonej orientacji seksualnej bohatera. Anne
Rice nie odpowiada współczesność i to widać. Najciekawsze fragmenty
dotyczą starego domu i grupy wiekowych dżentelmenów. Czuć, że to oni powinni
zostać bohaterami powieści, nie ta marudna ciapa.
![]() |
| Spoilerów jest dużo i szczegółowych, ale inaczej nie mogłam wyjaśnić, o co mi chodzi |
czwartek, 6 marca 2014
Martyna Raduchowska - Demon luster
Annathea
14:24
No comments
Początek roku w polskiej literaturze
fantastycznej bardzo mi się podoba. Albo trafiam na same dobre
książki.
Szamanka od umarlaków podobała
mi się, ale wielkiego wrażenie nie zrobiła. Mimo to z
przyjemnością zabrałam się za Demona luster. I już pierwsze
strony przekonały mnie, że:
to będzie dobra lektura
książka
jest o niebo lepsza od Szamanki
![]() |
| Okładkę książka ma piękną, klimatyczną i związaną z treścią. Żródło empik.com |
Demon luster to świetny thriller, z
niepokojącą atmosferą, sympatycznymi bohaterami i ciekawą
historią. Czytałam w sumie jednym ciągiem, niecierpliwie
oczekując, co dalej. Pod pewnymi względami to bardzo smutna
historia. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, akcja wartko posuwa się do przodu. Dowiadujemy się więcej o Firmie, przeszłości bohaterów, zwłaszcza Chrup... Kruchego, oraz o Pechu. Większość bohaterów jest wielowymiarowa i dobrze napisana, jedynie Ruda wydawała mi się postacią funkcyjną, nie pełnokrwistą bohaterką. Tekla nadal pozostaje moją ulubienicą.
wtorek, 25 lutego 2014
Michelle Hodkin Unbecoming of Mara Dyer
Annathea
15:54
No comments
niedziela, 3 lutego 2013
Karina Halle Darkhouse
Annathea
21:17
1 comment
Z Perry Palomino zawsze było coś nie tak. Chociaż zmaga się z kryzysem wieku młodego oraz syndromem po-studenckim jak każda inna dziewczyna w jej wieku, nie można jej nazwać normalną. Po pierwsze, Perry ma przeszłość, którą najchętniej bym wymazała, po drugie, widzi duchy. Szczęśliwie, to wszystko okazuje się bardzo przydatne, gdy wpada na Dexa Foraya, ekscentrycznego producenta webowej serii o pogromcach duchów. Mimo że budżet serii właściwie nie istnieje, a Dex to irytująca zagadka, Perry daje się wciągnąć do świata, który uwodzi poczuciem własnej wartości i grozi śmiercią. Nawiedzona latarnia jej wuja staje się tłem dla tajemnicy, która zagraża poczytalności Perry i sprawia, że ufa ona człowiekowi, który, jak najbardziej niebezpieczne duchy, może nie być tym, za kogo się podaje.
Nie czytuję horrorów.
Mam nadpobudliwą wyobraźnię, która sprawia, że coś co dla innych jest filmem z dreszczykiem, mi funduje ze dwie bezsenne noce. No chyba, że to jest film o wampirach, ale o tym napiszę innym razem.
Z książkami jest tak samo. Nie czytuję Kinga, ani Mastertona, nie daję rady. Wiktoriańskie opowieści o duchach lubię (poza Poe, Poe mnie przeraża), ale dziś nikt nie uważa ich za horror.
Jednak czasami coś mi padnie na mózg, ściągnęłam sobie Darkhouse (to, że ebook jest za darmo wcale nie było decydującym argumentem).
Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie wypuściła do ostatniej linijki. Głównie z powodu Perry, bohaterki i narratorki. Dawno nie spotkałam tak sympatycznej, silnej bohaterki. Perry skończyła studia, ale z powodu kryzysu mieszka z rodzicami. Pracuje jako recepcjonistka- nie jest to jej wymarzona praca, ale czuje, że nie powinna marudzić, skoro inni mają gorzej. Ma piętnastoletnią siostrę- blogerkę, która według Perry już osiągnęła więcej w życiu. Jest jeszcze przeszłość, o której mówi niechętnie, ale szczerze. Z przyjemnością czytałam wewnętrzne monologi Perry. I chociaż czasem to co dla mnie oczywiste, ona łapała po kilkunastu stronach, nie czułam irytacji.
Historia ducha jest odpowiednio straszna, mroczna i niedopowiedziana. Czy jest straszna? Dla mnie tak, ale był to raczej przyjemny dreszczyk a nie zimne dreszcze ze strachu(poza scenami na początku, oj, tam było strasznie). Początkowo Perry podchodzi do wszystkiego dość beztrosko, ostatecznie mamy XXI wiek, w kieszeni telefon z latarką, więc czego się bać? Okazuje się jednak, że latarka z komórki to za mało by rozświetlić noc, w pobliżu znanych miejsc czają się demony, a połączenie może odebrać ktoś inny.
Pierwsza połowa powieści jest bardzo dobra, potem coś się psuje. Przykro mówić, ale nie czytałam finału siedząc na krawędzi krzesła, obgryzając paznokcie. Tak czytałam pierwszą połowę. Koniec zaś czytałam już spokojnie, zastanawiając się, jak Perry dotrze na tę ważną rozmowę z działem HR.
Smaczku powieści dodają nawiązania do filmu Vertigo Hitchcocka. Oraz Dex. Pan Foray należy do tej szarej strefy bohaterów, z którymi nie wiadomo czy są naprawdę bohaterami czy też nie (jak Nicole Kidman w Innych czy Bruce Willis w Szóstym Zmyśle). Nawiązania do Hitchcocka dodatkowo mieszały mi w głowie i do końca nie wiedziałam co myśleć. Lubię, kiedy książka tak na mnie działa.
Czy polecam? Gorąco! Wstawiam nawet linka do strony Amazonu.
Czy będę dalej czytać serię? Zapewne za jakieś pół roku skuszę się na kolejny tom. Chwilowo mam dość strasznych historii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





