Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

piątek, 22 sierpnia 2014

Leigh Bardugo Grisha Trylogy

Tak wiem, trochę mnie tu nie było. Powiedzmy, że miałam wyjątkowo ciężki sierpień. To nie znaczy, że nie czytałam, czytałam mnóstwo, tylko nie miałam ochoty ani energii by podzielić się wrażeniami ze światem.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.

Oryginalne okładki są piękne i doskonale wpisują się w klimat

wtorek, 24 czerwca 2014

Niektóre rzeczy są ostateczne, nie?


Nawet nie wiecie, jak ja bym chciała napisać entuzjastyczną recenzję.
Ale nic z tego.

Jak zawsze, recenzja zawiera spoilery.
 Niby nie jest źle, wreszcie udało mi się przeczytać w całości powieść Mai Lidii Kossakowskiej. Do tej pory byłam w stanie przeczytać opowiadania, ale większe formy odpuszczałam po mniej więcej stu stronach.
Takeshi to lektura pełna akcji, pomysłowo opisanych walk i pojedynków, a przy tym łatwa w czytaniu, 444 stron można bez wysiłku przeczytać w jeden dzień. Albo podczas długiej podróży pociągiem. Autorka na pewno stworzyła ciekawy świat, dopracowała mitologię. Ale poza tym…

czwartek, 29 maja 2014

Zdradziłam mój komputer

Jaka to była fajna lektura! Idealna na ciepły majowy wieczór (i noc, bo czytałam do trzeciej nad ranem). Autorka uparła się stawiać wszystkie wyznaczniki urban fantasy na głowie, ale lektura jest jak najbardziej strawna.
Z nią zdradzicie nawet swój komputer!
Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się internautom... Jak choćby upierdliwa ciotka w stanie wskazującym na nie-życie.
Obdarza spadkiem Krystynę zwaną Reszką, samotną matkę, redaktorkę z wydawnictwa i netomankę.
Na co dzień przyspawana do laptopa Reszka, musi więc wyrwać się z sieci i rusza do zabitej dechami wsi. W odziedziczonej chałupie udaje jej się nawet rozpalić ogień pod kuchnią.
I TO BEZ POMOCY GOOGLE!
Niestety, zaczyna widzieć na jawie i we śnie: duchy, mary czy trupy, nie tylko w szafie. Sama nie wie, czy szajba to, czy gen, bonus do schedy po ekscentrycznej zołzie...
Horror daleko od szosy i romans daleki od harlequina - mix o idealnie wyważonych proporcjach
 tekst i grafika z lubimyczytac.pl

piątek, 18 kwietnia 2014

Libba Bray Mroczny sekret


Gdybym  przeczytała tę książkę w wieku szesnastu lat, zapewne byłabym zachwycona i nie mogłabym się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystkie ekscytujące cechy powieści wiktoriańskich i tempo współczesnej literatury. Czytelnik nie musi przedzierać się przez wielostronicowe opisy by odnaleźć akcję.
Jednak, mam trochę więcej niż naście lat, więc powieść Libby Bray nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. To sympatyczna powieść, pełna lubianych przeze mnie tropów, ale nie chwyta za serce. Co nie znaczy, że jest nudno, jednak starszego czytelnika mogą znużyć pensjonarskie dramaty (nie twierdzę, że są one nieważne albo źle napisane. Po prostu, jak już człowiek raz przez nie przeszedł, to nie interesują go ponownie). Być może moja irytacja na fabułę miała w tym swój udział- bohaterka odkrywa, że ma moc, ale nie może jej używać. Bo nie. Tak mówi tajemnicze bractwo. Gdyby Gemma mniej więcej w połowie powieści, nie kazała członkom bractwa iść do diabła, miałabym o książce dużo gorsze zdanie.


Gemma Doyle nieźle się sprawdza jako narratorka, chociaż opowiada w mało emocjonujący sposób. Pozostałe członkinie grupy są ciekawe, chociaż żadna nie jest zbyt sympatyczna. Brakowało trochę postaci, która nie będzie nieszczęśliwa, w tej powieści wszyscy są w jakiś sposób złamani (o dziwo, dorośli również cierpią i nie radzą sobie z życiem. Tylko, że oni mogą ratować się wykorzystaniem córek). Ich przyjaźń oparta jest na sekretach i wzajemnych korzyściach, nie sympatii.


Gdybym miała powiedzieć co mi ta powieść przypomina, to połączenie Tajemniczego ogrodu, Pikniku pod wiszącą skałą, i Stowarzyszeniu umarłych poetów i Tajemniczego opiekuna. Przyznam, że brakowało mi dłuższych opisów, tła. Powieść zaczyna się w Indiach, ale równie dobrze mogłaby w Afryce, wystarczy zmienić kilka szczegółów. Anglia została opisana nieco lepiej, ale nadal dość schematycznie. Brakuje informacji o postaciach drugoplanowych, ich przeszłości i motywacjach, zwłaszcza rodzinie Gemma poświęca mało uwagi. Całość jest chwilami aż zbyt powierzchowna, jakby Autorka uznała, że skoro wszyscy wiemy jak wyglądała wiktoriańska Anglia, to może sobie odpuścić. W pierwszym tomie serii takie lenistwo dziwi.

Mroczny sekret to dobra, choć nie pozbawiona wad, lektura. Jeśli lubicie powieści z dreszczykiem, wiktoriańską Anglię i książki o dorastaniu, spróbujcie.



piątek, 11 kwietnia 2014

Anne Rice Dary wilka


Powieść, która miała być powrotem Anne Rice do powieści paranormalnych z prawdziwego zdarzenia. Po zrewolucjonizowaniu literackiego portretu wampirów, nadszedł czas na wilkołaki.

Spoilerów jest dużo i szczegółowych, ale inaczej nie mogłam wyjaśnić, o co mi chodzi
 Mam nieodparte wrażenie, że ktoś doradził Anne Rice by spróbowała pisać inaczej niż zwykle. W powieści brakuje więc: bogatego tła historycznego, pierwszoosobowej narracji, skomplikowanej historii, która toczy się przez setki lat, oraz niedookreślonej orientacji seksualnej bohatera. Anne Rice nie odpowiada współczesność i to widać.  Najciekawsze fragmenty dotyczą starego domu i grupy wiekowych dżentelmenów. Czuć, że to oni powinni zostać bohaterami powieści, nie ta marudna ciapa.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja


W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później. Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.

Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD
 W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne, większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie policzę tego ani na plus, ani na minus.

czwartek, 6 marca 2014

Martyna Raduchowska - Demon luster

Początek roku w polskiej literaturze fantastycznej bardzo mi się podoba. Albo trafiam na same dobre książki.
Szamanka od umarlaków podobała mi się, ale wielkiego wrażenie nie zrobiła. Mimo to z przyjemnością zabrałam się za Demona luster. I już pierwsze strony przekonały mnie, że: 
to będzie dobra lektura
książka jest o niebo lepsza od Szamanki

Okładkę książka ma piękną, klimatyczną i związaną z treścią. Żródło empik.com
Demon luster to świetny thriller, z niepokojącą atmosferą, sympatycznymi bohaterami i ciekawą historią. Czytałam w sumie jednym ciągiem, niecierpliwie oczekując, co dalej. Pod pewnymi względami to bardzo smutna historia. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, akcja wartko posuwa się do przodu. Dowiadujemy się więcej o Firmie, przeszłości bohaterów, zwłaszcza Chrup... Kruchego, oraz o Pechu. Większość bohaterów jest wielowymiarowa i dobrze napisana, jedynie Ruda wydawała mi się postacią funkcyjną, nie pełnokrwistą bohaterką. Tekla nadal pozostaje moją ulubienicą.

niedziela, 8 września 2013

Rachel Morgan, wiedźma pełną gębą


Jak wygląda typowa powieść urban fantasy? A więc mamy główną bohaterkę, która jest prywatnym detektywem, ma niewyparzoną gębę, a towarzyszy jej przystojny acz tajemniczy mężczyzna nadnaturalny. Czasem jest to wampir, ostatnio modne są wilkołaki- obowiązkowo lekko zarośnięte, ale seksowne i od pierwszej chwili zainteresowane główną bohaterką.
Kim Harrison nie dostała na szczęście najnowszych wytycznych jak pisać urban fantasy, więc w jej powieściach wilkołaki nie zawsze są przystojne, a ich zainteresowanie bohaterką nie wynika z pobudek
erotyczno-romantycznych. Czasem chodzi o przekręt z ubezpieczeniem. W ogóle bohaterowie zachowują się w sposób nie licujący z godnością nadnaturali. Wiedźma robi pranie, wilkołak zajmuje się robotą papierkową, a wampir robi pizzę.
Lubię tę serię, mimo że Rachel Morgan zachowuje się czasami jak idiotka i mam ochotę ją trzepnąć (a jak już pojawiają się demony to jej iloraz trafia na poziomy Morza Martwego). Bohaterowie drugoplanowi są interesujący i sympatyczni, jeśli nie można kibicować Rachel, to zawsze można któremuś z nich. Moim faworytem jest Jenks. Trzeba talentu by bohater dziesięć centymetrów miał tyle osobowości co normalnorozmiarowe postacie. I cokolwiek myślicie o wróżkach, Jenksowi jest straszniejszy i twardszy od wszystkich, nawet od Ćwiekowego Dzwoneczka.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Saga księżycowa Scarlet

Temperatura spadła wreszcie do poziomu, przy którym mój mózg znowu funkcjonuje, więc mogę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat ostatnich lektur.
grafika z goodreads.com
Na Scarlet czekałam z utęsknieniem od kiedy przeczytałam Cinder. Ale poprosiłam o nią na imieniny, musiałam więc wytrwać do końca lipca. Kiedy wreszcie dostałam, przeczytałam w ciągu jednego dnia, ciesząc się każdym słowem.
Uwielbiam, kiedy książki są takie.
Fabuła była dość przewidywalna, ale w końcu to futurystyczna wersja Czerwonego Kapturka, ciężko o rewolucyjny zwrot akcji. Chociaż, jak pokazuje końcówka, nawet jeśli twój los jako bohatera baśni jest z góry przesądzony, zawsze możesz spróbować go zmienić. Kilka tajemnic z Cinder znajduje rozwiązanie, inne jeszcze nie, dochodzą nowe. Kroniki przestają być opowieścią o dziewczynie-cyborgu zakochanej w przystojnym księciu, teraz chodzi o coś znacznie więcej.

niedziela, 21 lipca 2013

Złoty most


Druga część przygód Anny podobała mi się zarazem bardziej i mniej niż Magiczna gondola. Historia była bardziej przewidywalna, jeśli zna się fabułę Trzech Muszkieterów, łatwo było domyślić się, co będzie dalej. Na szczęście, Autorka dodała kilka zaskakujących elementów, dzięki którym opowieść była dla mnie miło znajoma, a nie nużąco wtórna. Chociaż mogłoby być w niej więcej kardynała Richelieu.


Szkoda, że Autorka nie pokusiła o stworzenie nowej fabuły, tylko skorzystała ze sprawdzonego schematu. Mniej więcej w połowie książki wiedziałam kto jest kim. Dlatego wątek Henri nie zaskoczył mnie ani trochę, szanowna Autorko, sztuczka z niedołężnymi staruszkami wychodzi tylko raz na serię ;).
Tak jak w przypadku Wenecji, Paryż został opisany bardzo szczegółowo i z polotem. Jest to jeden z moich ulubionych elementów serii o podróżnikach w czasie. W Złotym moście odwiedzamy wraz z bohaterami sklepy, karczmę, teatr, pałace i domy paryskiej biedoty. Wydaje mi się, że Autorka była tez bardziej konsekwentna, jeśli chodzi o stylizację wypowiedzi.
Mam wrażenie, że Anna nieco zgłupiała. Nadal jest rozsądną dziewczyną, poszukującą wyjścia z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji, ale stała się zatrważająco naiwna. Może nie rzuciło by mi się to w oczy tak bardzo, gdyby Złoty most rozgrywał się bezpośrednio po pierwszym tomie, ale między nimi minęło półtora roku. W przypadku nastolatków to strasznie dużo czasu na zmiany i rozwój, po niej zaś tego nie widać.
Złoty most podobał mi się i z chęcią sięgnę po trzeci tom. To naprawdę kawał porządnej literatury dla młodzieży, a Anna jest naprawdę fajną, choć niekiedy irytującą, bohaterką. Owszem, mam zastrzeżenia, ale zalet jest więcej niż wad.


piątek, 12 lipca 2013

Eva Voller Magiczna gondola


Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira Armanda mam duży sentyment.

Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki, które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi, śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny, przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie, by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele ciekawiej (kardynał Richelieu!).

wtorek, 9 lipca 2013

Juliet Dark The demon lover



 Since accepting a teaching position at remote Fairwick College in upstate New York, Callie McFay has experienced the same disturbingly erotic dream every night: A mist enters her bedroom, then takes the shape of a virile, seductive stranger who proceeds to ravish her in the most toe-curling, wholly satisfying ways possible. Perhaps these dreams are the result of her having written the bestselling book The Sex Lives of Demon Lovers. Callie’s lifelong passion is the intersection of lurid fairy tales and Gothic literature—which is why she’s found herself at Fairwick’s renowned folklore department, living in a once-stately Victorian house that, at first sight, seemed to call her name.
But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
 
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą, przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w sobie  dużo baśniowej magii. Honeysuckle House to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło mi się z Amerykańskimi bogami Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności, rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
 Inne są zbyt słabo zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat i większość bohaterów drugoplanowych.