Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam, że czytaliście ksiażkę z poczuciem, że czytacie nie tylko coś bardzo dobrego, ale i satysfakcjonującego? Jeśli tak, to wiecie jak czułam się podczas lektury Drażliwych tenatów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 maja 2015
piątek, 22 sierpnia 2014
Leigh Bardugo Grisha Trylogy
Annathea
10:38
No comments
Tak wiem, trochę mnie tu nie było.
Powiedzmy, że miałam wyjątkowo ciężki sierpień. To nie znaczy, że nie czytałam,
czytałam mnóstwo, tylko nie miałam ochoty ani energii by podzielić się
wrażeniami ze światem.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.
![]() |
| Oryginalne okładki są piękne i doskonale wpisują się w klimat |
wtorek, 24 czerwca 2014
Niektóre rzeczy są ostateczne, nie?
Annathea
16:58
No comments
Nawet nie wiecie, jak ja bym chciała napisać
entuzjastyczną recenzję.
Ale nic z tego.
![]() |
| Jak zawsze, recenzja zawiera spoilery. |
Niby nie jest źle, wreszcie udało mi się przeczytać w
całości powieść Mai Lidii Kossakowskiej. Do tej pory byłam w stanie przeczytać opowiadania,
ale większe formy odpuszczałam po mniej więcej stu stronach.
Takeshi to
lektura pełna akcji, pomysłowo opisanych walk i pojedynków, a przy tym łatwa w
czytaniu, 444 stron można bez wysiłku przeczytać w jeden dzień. Albo podczas długiej
podróży pociągiem. Autorka na pewno stworzyła ciekawy świat, dopracowała
mitologię. Ale poza tym…
czwartek, 29 maja 2014
Zdradziłam mój komputer
Annathea
13:51
No comments
Jaka to była fajna lektura! Idealna na ciepły majowy wieczór (i noc, bo
czytałam do trzeciej nad ranem). Autorka uparła się stawiać wszystkie
wyznaczniki urban fantasy na głowie, ale lektura jest jak najbardziej strawna.
tekst i grafika z lubimyczytac.pl
piątek, 18 kwietnia 2014
Libba Bray Mroczny sekret
Annathea
15:51
No comments
Gdybym przeczytała tę książkę w wieku szesnastu lat, zapewne byłabym zachwycona i nie mogłabym się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystkie ekscytujące cechy powieści wiktoriańskich i tempo współczesnej literatury. Czytelnik nie musi przedzierać się przez wielostronicowe opisy by odnaleźć akcję.
Jednak, mam trochę więcej niż naście lat, więc powieść Libby Bray nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. To sympatyczna powieść, pełna lubianych przeze mnie tropów, ale nie chwyta za serce. Co nie znaczy, że jest nudno, jednak starszego czytelnika mogą znużyć pensjonarskie dramaty (nie twierdzę, że są one nieważne albo źle napisane. Po prostu, jak już człowiek raz przez nie przeszedł, to nie interesują go ponownie). Być może moja irytacja na fabułę miała w tym swój udział- bohaterka odkrywa, że ma moc, ale nie może jej używać. Bo nie. Tak mówi tajemnicze bractwo. Gdyby Gemma mniej więcej w połowie powieści, nie kazała członkom bractwa iść do diabła, miałabym o książce dużo gorsze zdanie.
Gemma Doyle nieźle się sprawdza jako narratorka, chociaż opowiada w mało emocjonujący sposób. Pozostałe członkinie grupy są ciekawe, chociaż żadna nie jest zbyt sympatyczna. Brakowało trochę postaci, która nie będzie nieszczęśliwa, w tej powieści wszyscy są w jakiś sposób złamani (o dziwo, dorośli również cierpią i nie radzą sobie z życiem. Tylko, że oni mogą ratować się wykorzystaniem córek). Ich przyjaźń oparta jest na sekretach i wzajemnych korzyściach, nie sympatii.
Gdybym miała powiedzieć co mi ta powieść przypomina, to połączenie Tajemniczego ogrodu, Pikniku pod wiszącą skałą, i Stowarzyszeniu umarłych poetów i Tajemniczego opiekuna. Przyznam, że brakowało mi dłuższych opisów, tła. Powieść zaczyna się w Indiach, ale równie dobrze mogłaby w Afryce, wystarczy zmienić kilka szczegółów. Anglia została opisana nieco lepiej, ale nadal dość schematycznie. Brakuje informacji o postaciach drugoplanowych, ich przeszłości i motywacjach, zwłaszcza rodzinie Gemma poświęca mało uwagi. Całość jest chwilami aż zbyt powierzchowna, jakby Autorka uznała, że skoro wszyscy wiemy jak wyglądała wiktoriańska Anglia, to może sobie odpuścić. W pierwszym tomie serii takie lenistwo dziwi.
Mroczny sekret to dobra, choć nie pozbawiona wad, lektura. Jeśli lubicie powieści z dreszczykiem, wiktoriańską Anglię i książki o dorastaniu, spróbujcie.
piątek, 11 kwietnia 2014
Anne Rice Dary wilka
Annathea
12:20
No comments
Powieść, która miała być powrotem Anne Rice do powieści
paranormalnych z prawdziwego zdarzenia. Po zrewolucjonizowaniu literackiego
portretu wampirów, nadszedł czas na wilkołaki.
Mam nieodparte wrażenie, że ktoś doradził Anne Rice by
spróbowała pisać inaczej niż zwykle. W powieści brakuje więc: bogatego tła
historycznego, pierwszoosobowej narracji, skomplikowanej historii, która toczy
się przez setki lat, oraz niedookreślonej orientacji seksualnej bohatera. Anne
Rice nie odpowiada współczesność i to widać. Najciekawsze fragmenty
dotyczą starego domu i grupy wiekowych dżentelmenów. Czuć, że to oni powinni
zostać bohaterami powieści, nie ta marudna ciapa.
![]() |
| Spoilerów jest dużo i szczegółowych, ale inaczej nie mogłam wyjaśnić, o co mi chodzi |
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja
Annathea
17:13
No comments
W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej
problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później.
Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.
![]() |
| Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD |
W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba
odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale
jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej
napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne,
większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam
mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie
policzę tego ani na plus, ani na minus.
czwartek, 6 marca 2014
Martyna Raduchowska - Demon luster
Annathea
14:24
No comments
Początek roku w polskiej literaturze
fantastycznej bardzo mi się podoba. Albo trafiam na same dobre
książki.
Szamanka od umarlaków podobała
mi się, ale wielkiego wrażenie nie zrobiła. Mimo to z
przyjemnością zabrałam się za Demona luster. I już pierwsze
strony przekonały mnie, że:
to będzie dobra lektura
książka
jest o niebo lepsza od Szamanki
![]() |
| Okładkę książka ma piękną, klimatyczną i związaną z treścią. Żródło empik.com |
Demon luster to świetny thriller, z
niepokojącą atmosferą, sympatycznymi bohaterami i ciekawą
historią. Czytałam w sumie jednym ciągiem, niecierpliwie
oczekując, co dalej. Pod pewnymi względami to bardzo smutna
historia. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, akcja wartko posuwa się do przodu. Dowiadujemy się więcej o Firmie, przeszłości bohaterów, zwłaszcza Chrup... Kruchego, oraz o Pechu. Większość bohaterów jest wielowymiarowa i dobrze napisana, jedynie Ruda wydawała mi się postacią funkcyjną, nie pełnokrwistą bohaterką. Tekla nadal pozostaje moją ulubienicą.
niedziela, 8 września 2013
Rachel Morgan, wiedźma pełną gębą
Annathea
20:47
No comments
Jak wygląda typowa powieść urban fantasy? A więc mamy główną bohaterkę, która jest prywatnym detektywem, ma niewyparzoną gębę, a towarzyszy jej przystojny acz tajemniczy mężczyzna nadnaturalny. Czasem jest to wampir, ostatnio modne są wilkołaki- obowiązkowo lekko zarośnięte, ale seksowne i od pierwszej chwili zainteresowane główną bohaterką.
Kim Harrison nie dostała na szczęście najnowszych wytycznych jak pisać urban fantasy, więc w jej powieściach wilkołaki nie zawsze są przystojne, a ich zainteresowanie bohaterką nie wynika z pobudek
erotyczno-romantycznych. Czasem chodzi o przekręt z ubezpieczeniem. W ogóle bohaterowie zachowują się w sposób nie licujący z godnością nadnaturali. Wiedźma robi pranie, wilkołak zajmuje się robotą papierkową, a wampir robi pizzę.
Kim Harrison nie dostała na szczęście najnowszych wytycznych jak pisać urban fantasy, więc w jej powieściach wilkołaki nie zawsze są przystojne, a ich zainteresowanie bohaterką nie wynika z pobudek
erotyczno-romantycznych. Czasem chodzi o przekręt z ubezpieczeniem. W ogóle bohaterowie zachowują się w sposób nie licujący z godnością nadnaturali. Wiedźma robi pranie, wilkołak zajmuje się robotą papierkową, a wampir robi pizzę.
Lubię tę serię, mimo że Rachel Morgan zachowuje się czasami
jak idiotka i mam ochotę ją trzepnąć (a jak już pojawiają się demony to jej
iloraz trafia na poziomy Morza Martwego). Bohaterowie drugoplanowi są
interesujący i sympatyczni, jeśli nie można kibicować Rachel, to zawsze można
któremuś z nich. Moim faworytem jest Jenks. Trzeba talentu by bohater dziesięć
centymetrów miał tyle osobowości co normalnorozmiarowe postacie. I cokolwiek myślicie o wróżkach, Jenksowi jest straszniejszy
i twardszy od wszystkich, nawet od Ćwiekowego Dzwoneczka.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Saga księżycowa Scarlet
Annathea
12:49
No comments
Temperatura spadła wreszcie do
poziomu, przy którym mój mózg znowu funkcjonuje, więc mogę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat ostatnich lektur.
![]() |
| grafika z goodreads.com |
Na Scarlet czekałam z utęsknieniem od
kiedy przeczytałam Cinder. Ale poprosiłam o nią na imieniny,
musiałam więc wytrwać do końca lipca. Kiedy wreszcie dostałam,
przeczytałam w ciągu jednego dnia, ciesząc się każdym słowem.
Uwielbiam, kiedy książki są takie.
Fabuła była dość przewidywalna, ale
w końcu to futurystyczna wersja Czerwonego Kapturka, ciężko o
rewolucyjny zwrot akcji. Chociaż, jak pokazuje końcówka, nawet
jeśli twój los jako bohatera baśni jest z góry przesądzony,
zawsze możesz spróbować go zmienić. Kilka tajemnic z Cinder
znajduje rozwiązanie, inne jeszcze nie, dochodzą nowe. Kroniki
przestają być opowieścią o dziewczynie-cyborgu zakochanej w
przystojnym księciu, teraz chodzi o coś znacznie więcej.
niedziela, 21 lipca 2013
Złoty most
Annathea
22:45
No comments
Druga część przygód Anny podobała mi się zarazem bardziej i
mniej niż Magiczna gondola. Historia
była bardziej przewidywalna, jeśli zna się fabułę Trzech Muszkieterów, łatwo było domyślić się, co będzie dalej. Na szczęście,
Autorka dodała kilka zaskakujących elementów, dzięki którym opowieść była dla
mnie miło znajoma, a nie nużąco wtórna. Chociaż mogłoby być w niej więcej
kardynała Richelieu.
Szkoda, że Autorka nie pokusiła o stworzenie nowej fabuły,
tylko skorzystała ze sprawdzonego schematu. Mniej więcej w połowie książki
wiedziałam kto jest kim. Dlatego wątek Henri nie zaskoczył mnie ani trochę,
szanowna Autorko, sztuczka z niedołężnymi staruszkami wychodzi tylko raz na
serię ;).
Tak jak w przypadku Wenecji, Paryż został opisany bardzo
szczegółowo i z polotem. Jest to jeden z moich ulubionych elementów serii o
podróżnikach w czasie. W Złotym moście
odwiedzamy wraz z bohaterami sklepy, karczmę, teatr, pałace i domy paryskiej
biedoty. Wydaje mi się, że Autorka była tez bardziej konsekwentna, jeśli chodzi
o stylizację wypowiedzi.
Mam wrażenie, że Anna nieco zgłupiała. Nadal jest rozsądną
dziewczyną, poszukującą wyjścia z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej
sytuacji, ale stała się zatrważająco naiwna. Może nie rzuciło by mi się to w
oczy tak bardzo, gdyby Złoty most
rozgrywał się bezpośrednio po pierwszym tomie, ale między nimi minęło półtora
roku. W przypadku nastolatków to strasznie dużo czasu na zmiany i rozwój, po
niej zaś tego nie widać.
Złoty most podobał
mi się i z chęcią sięgnę po trzeci tom. To naprawdę kawał porządnej literatury
dla młodzieży, a Anna jest naprawdę fajną, choć niekiedy irytującą, bohaterką. Owszem,
mam zastrzeżenia, ale zalet jest więcej niż wad.
piątek, 12 lipca 2013
Eva Voller Magiczna gondola
Annathea
09:00
No comments
Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi
recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do
renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira
Armanda mam duży sentyment.
Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że
moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i
naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej
zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki,
które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w
której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi
z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za
głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z
pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie
szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża
ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często
gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i
czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi,
śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to
przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny,
przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej
tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś
w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie,
by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w
odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele
ciekawiej (kardynał Richelieu!).
wtorek, 9 lipca 2013
Juliet Dark The demon lover
Annathea
09:46
No comments
But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i
każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą,
przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare
domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych
światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina
różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której
spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w
sobie dużo baśniowej magii. Honeysuckle House
to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło
mi się z Amerykańskimi bogami
Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka
całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam
wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu
wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności,
rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze
monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo
literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w
masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik
szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej
zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
Inne są zbyt słabo
zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu
na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie
antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem
Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie
skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami
bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej
pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat
i większość bohaterów drugoplanowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














