Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ulubione lektury 2013 roku


Przełom lat to dobry moment na podsumowania. Oto moje ulubione trzy książki z ubiegłego roku. Tak wiem, że większość blogerów podaje trzynaście książek, ale ja aż tylu świetnych książek nie przeczytałam (poza tym, czytałam bardzo dużo serii, które liczę jako jedną pozycję. Postanowiłam również, że nie będę brała pod uwagę książek czytanych ponownie).
Okazuje się, że w 2013 roku czytałam książki zarówno bardzo „moje”, jak Nocny cyrk czy Rzeki Londynu, jak i z gatunków, które do tej pory raczej omijałam- horror, science fiction czy współczesny romans. Niektóre okazały się miłym zaskoczeniem, inne absolutną katastrofą, jednak spodobało mi się takie wypełzanie z kokonu i mam zamiar kontynuować je w 2014.
Przypomniałam sobie też ulubione pozycje Joanny Chmielewskiej, ale one na listę jako przeczytane ponownie, nie wchodzą.

Scarlett, Dark house, Długa ziemia, Nocny cyrk, Dziwna sprawa skaczącego Jacka

sobota, 14 września 2013

With a little help from a friend

Czy ta okładka nie jest piękna?
Jako bonus, kawałek mojego centrum dowodzenia Wszechświatem
Co można zrobić, gdy tłumaczenie wyczekiwanej książki odrzuca, a nie chce się sponsorować empiku?
Można pomarudzić na fb i, jeśli ma się szczęście, dobra dusza pomoże. Tak oto dzięki pomocy, Edzika (jeszcze raz bardzo dziękuję!) cieszę się własną piękną wersją Days of blood and starlight
Z tej okazji stosik:

wtorek, 16 lipca 2013

Zoe Marriott Królestwo Łabędzi


Aleksandra i jej bracia wiodą beztroskie życie na królewskim dworze swojego ojca. Jednak rodzinna sielanka pryska nagle, gdy królowa ginie z łap okrutnej bestii, a król powtórnie się żeni – z kobietą, która nienawidzi pasierbów. Po nieudanej próbie odkrycia mrocznych tajemnic macochy Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, jej bracia zaś wygnani z Królestwa. Aby odmienić zły los i odzyskać braci, Aleksandra musi odnaleźć w sobie niezwykłą moc, którą czerpie z sił przyrody. Pomocny okaże się także tajemniczy książę Gabriel, z którym dziewczynę połączy gorące uczucie.
opis znaleziony TUTAJ

To było naprawdę szybkie! Przeczytałam Królestwo Łabędzi w ciągu jednego popołudnia, nawet niespecjalnie się starając. Trzeba przyznać, że akcja porusza się całkiem szybko, a całość nie jest długa (choć w przypadku ebooków zawsze mam kłopot z oceną długości). 


Zawiodłam się na tej książce. Być może oceniłabym lepiej, gdybym nie czytała jej zaraz po Złotym moście Evy Voller. Królewna Aleksandra wypada bardzo blado i płaczliwie przy Annie. Nie lubię bohaterek, które dają się przestawiać z kąta w kąt i tylko płynął z nurtem, płacząc przy tym, jakie to one są nieszczęśliwe. Aleksandra popełnia błąd za błędem, co nie byłoby złe, gdyby w finale stanęła na wysokości zadania. A tak nie jest.
Denerwowała mnie też jej naiwność. Aleksandra łyka wszystko jak młody pelikan, nie kwestionując niczego. Bez zastrzeżeń wierzy ciotce, ojcu, matce. Wydawać by się mogło, że osoba tytułowana mądrą i bystrą będzie chciała dotrzeć do prawdy. Nic z tego.
Jej pierwowzór, czyli Eliza z baśni Andersena jakoś bardziej przypadła mi do gustu.
Podobał mi się świat przedstawiony, chociaż wymaga, moim zdaniem, dopracowania. Zwłaszcza nazwy miejsc. Autorka wymyśliła dla złej macochy z baśni historię, która tłumaczy motywy jej działania, co bardzo mi się podobało, dodała też kilka nowych postaci, jak siostra zmarłej królowej. Szkoda, że nie rozwinęła bardziej ich historii, kilkoro wyglądało na interesujących bohaterów. I co się stało z klaczą? (Tak, jestem dziwna i zawsze przejmuje mnie los zwierząt w książkach i filmach).
Podsumowując, Królestwo Łabędzi to szybkie, ale dość przeciętne czytadło. Szybko wchodzi, ale równie szybko wypada z pamięci. Być może młodszy i mniej wymagający czytelnik będzie miał dużo radości z lektury, dla mnie był to tylko umilacz czasu, kiedy czekałam na Męża. 

PS. Opis ze strony wydawcy streszcza jakieś dwie trzecie akcji, może nawet więcej. Ja wiem, że w przypadku ponownego opowiadania znanej baśni nie ma mowy o suspensie, ale przecież istnieją ludzie, którzy mogą baśni Andersena nie pamiętać.

piątek, 12 lipca 2013

Eva Voller Magiczna gondola


Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira Armanda mam duży sentyment.

Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki, które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi, śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny, przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie, by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele ciekawiej (kardynał Richelieu!).

wtorek, 9 lipca 2013

Juliet Dark The demon lover



 Since accepting a teaching position at remote Fairwick College in upstate New York, Callie McFay has experienced the same disturbingly erotic dream every night: A mist enters her bedroom, then takes the shape of a virile, seductive stranger who proceeds to ravish her in the most toe-curling, wholly satisfying ways possible. Perhaps these dreams are the result of her having written the bestselling book The Sex Lives of Demon Lovers. Callie’s lifelong passion is the intersection of lurid fairy tales and Gothic literature—which is why she’s found herself at Fairwick’s renowned folklore department, living in a once-stately Victorian house that, at first sight, seemed to call her name.
But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
 
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą, przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w sobie  dużo baśniowej magii. Honeysuckle House to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło mi się z Amerykańskimi bogami Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności, rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
 Inne są zbyt słabo zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat i większość bohaterów drugoplanowych.

czwartek, 2 maja 2013

Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej

Czyli kolejne trudne pytanie w ramach akcji 30 dni z książką.
Czytam dużo i nie zawsze trafiam na dobre książki. Te złe staram się jak najszybciej zapomnieć, ewentualnie napisać notkę by ostrzec innych. Są też książki, które nie są złe, ale nie są dla mnie, nie interesują mnie losy bohaterów, mam w nosie świat przedstawiony, a fabuła może podążyć w dowolnym kierunku. Zazwyczaj są dobrze napisane i czytanie ich nie jest przykre, tylko nudne. Nie lubię ich, ale doceniam wartość. Jedną z nich jest:

Próbowałam trzy razy i za każdym razem około setnej strony zdawałam sobie sprawę, że nie obchodzi mnie co się stanie z bohaterami, ani co będzie dalej. Starałam się obejrzeć serial, ale po pierwszy odcinku zrezygnowałam. Nawet Sean Bean nie był w stanie sprawić, że losy Starków staną się interesujące.
A zatem to książka, której nie lubię, mimo że jest to dobra powieść.Nie chciałam opisywać bubla.   

środa, 1 maja 2013

Podsumowanie kwietnia, notka majówkowa


Według Goodreads.com w kwietniu przeczytałam osiem książek(nie liczę próbek z Amazonu). Z tego aż cztery był po polsku i aż cztery(te same) były fizycznymi książkami! Pewnie byłoby tego więcej gdyby nie brytyjskie seriale i polskie blogi, nie jest to najbardziej imponujący stos, ale co tam :).
A więc co przeczytałam?


Najbardziej podobała mi się Długa Ziemia Pratchetta&Baxtera, o której pisałam tutaj, najmniej powieść Logan Belle, być może kiedyś o niej napiszę. Czuła jest noc przeczytałam tak naprawdę w marcu, dlatego jej nie liczę.
Planów czytelniczych na maj nie pokazują, bo odkryłam już dawno, że u mnie to nie ma sensu. Mam strasznie słabą wolę jeśli chodzi o książki, łatwo mnie namówić na przeczytanie czegoś, czego nie miałam w planach.
A jak Wam poszło czytanie w kwietniu? Co ważniejsze, czy jakaś książka spodobała Wam się tak strasznie bardzo, że strach?

W ramach akcji 30 dni z książką, podpatrzoną tutaj, powinnam dziś napisać coś o mojej ulubionej książce. Jak ja mam wybrać jedną książkę?! No jak?! Stoję przed regałem i jestem bezradna, bo co wyciągnę rękę po jakiś tom, nachodzą mnie wątpliwości. Bo tę książkę kocham teraz, tej już tak bardzo nie lubię, ale kiedyś ją uwielbiałam, a ta dostarczyła mi materiału do przemyśleń na długie dni....
Ale przecież nie mogę nawalić pierwszego dnia, prawda? W takim razie wrzucam moją ulubioną książkę na ciężkie czasy, gdy jest mi źle i potrzebuję wsparcia moralnego.
Ja wiem, że Wilde ma podobno zły wpływ na młode umysły, ale weź pogoń kota. 

Wersja saute. Wiem, że omnibus to małe oszustwo, ale chyba mi wybaczycie ;)