Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po polsku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po polsku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

sobota, 18 kwietnia 2015

Niestety, zdarzyło się

Tak, są spoilery.
Książka zaczyna się obrazem trzech chłopców- Węgra, Czecha i Żyda- na kąpielisku pierwszego września 1938 roku, więc wiadomo że nie będzie dobrze. Przez chwilę można mieć nadzieję, że może nie będzie tak źle, że Autor jakoś uratuje swoich bohaterów przed koszmarem wojny.  Nie ratuje, a wiadomo, że koniec wojny nie oznacza tu dla nikogo happy endu.

czwartek, 19 marca 2015

Anthony Horowitz Dom jedwabny


Kolejna powieść będąca kontynuacją losów wybitnego detektywa. Tym razem trafiło na Sherlocka Holmesa, moją ukochaną postać, pierwsze literackie zauroczenie. Anthony Horowitz stanął przed wyjątkowo ambitnym i trudnym zadaniem, napisać powieść o postaci, która właściwie nigdy nie występowała w powieści. Czy mu się udało?


czwartek, 12 lutego 2015

Szklana patelnia do lasagne albo jak nie należy tłumaczyć książek

Oryginalna okładka. Pozwolicie, że nie skomentuję.
Podejście do Ilony Andrews numer trzy. Tym razem cieszący się największą sławą cykl o Kate Daniels, który miał wielkie szanse mi się spodobać, bo to rasowe urban fantasy z masą akcji i delikatnym wątkiem romantycznym. No i podobał się, tylko podczas lektury zgrzytałam zębami. Powiem tak, bardzo żałuję, że nie kupiłam jednak angielskiego ebooka.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ilona Andrews Na krawędzi



Po audiobooku Ilony Andrews postanowiłam spróbować, jak się ją czyta w wersji papierowej i po polsku. Na pierwszy ogień poszło Na krawędzi (tylko dlatego, że pierwsze dotarło pocztą). I muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobało, przeczytałam powieść właściwie w jeden wieczór.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Przegląd końca świata- nawet jeśli nie lubisz zombie, powinieneś to przeczytać.

Tym razem spróbowałam bez spoilerów co do wydarzeń. Bo ciężko pisać o genialności świata przedstawionego bez odwoływania się do przykładów. Spoilerogenne cytaty z książek są po angielsku.

Jak zapewne wszyscy wiedzą, bo mówię to często, nie lubię utworów o zombie. Ze wszystkich fikcyjnych
potworów budzą we mnie najmniejszą ciekawość i sympatię, nieważne czy mowa o tradycyjnym wariancie czy bardziej współczesnym. Obejrzałam „Noc żywych trupów” i „Warm bodies”, wysłuchałam „The walking dead”, przeczytałam „Zombie survival guide”, a nawet „Lord John i plaga zombie”. O hordach nieumarłych plączących się po rozmaitych grach nie wspomnę, każde szanujące się MMO ma chyba takie na stanie (najciekawiej rozegrane chyba w World of Warcraft). Uznaję zatem, że próbowałam i się nie udało, nie moja bajka, zostaję przy wampirach i reszcie.

wtorek, 8 lipca 2014

Aneta Jadowska Egzorcyzmy Dory Wilk


Piąty tom przygód Dory Wilk zaskakująco mi się podobał. A nie spodziewałam się już po tej serii zbyt wiele, kolejne tomy kupuję bardziej z obowiązku by poznać zakończenie. Obecnie stawiam na to, że ślubem, ale don’t quote me on that.

Okładka. Nie podoba mi się. O. Grafika ze strony Fabryki Słów
Egzorcyzmy Dory Wilk są podobne do pierwszego tomu, Dora wreszcie przeprowadza porządne śledztwo. W Toruniu i Thornie, a więc nie na urbanistycznej pustyni. Jest dużo akcji, którą Autorka umie opisywać, mało polityki i romansu, które dla mnie zawsze były najsłabszymi elementami serii (proszę pamiętać, że jestem odporna na urok Mirona&Joshui). Dora kopie tyłki, Dorze kopią tyłek, jest nieźle. Wątki poboczne zostały ograniczone do minimum, poza forshadowing do szóstego tomu, tym razem złoczyńcy stanowią integralną część opowieści, nie są tylko dodatkiem do romansu.

wtorek, 24 czerwca 2014

Niektóre rzeczy są ostateczne, nie?


Nawet nie wiecie, jak ja bym chciała napisać entuzjastyczną recenzję.
Ale nic z tego.

Jak zawsze, recenzja zawiera spoilery.
 Niby nie jest źle, wreszcie udało mi się przeczytać w całości powieść Mai Lidii Kossakowskiej. Do tej pory byłam w stanie przeczytać opowiadania, ale większe formy odpuszczałam po mniej więcej stu stronach.
Takeshi to lektura pełna akcji, pomysłowo opisanych walk i pojedynków, a przy tym łatwa w czytaniu, 444 stron można bez wysiłku przeczytać w jeden dzień. Albo podczas długiej podróży pociągiem. Autorka na pewno stworzyła ciekawy świat, dopracowała mitologię. Ale poza tym…

czwartek, 19 czerwca 2014

Anna Kańtoch Przedksiężycowi

Przedksiężycowi opowiadają o planecie, której mieszkańcy dążą do doskonałości. Kiedy ją osiągną, nastąpi Przebudzenie ich bogów, a wybrani dostaną nagrodę. Przedksiężycowi ingerują w świat, ale nie pozostawili jasnych informacji, co uważają za doskonałe. Mieszkańcy szukają więc rozwiązania po omacku. W chwili rozpoczęcia akcji, do Przebudzenia pozostało mało czasu, a na planecie mieszka już tylko garstka ludzi.
Grafiki pochodzą ze strony wydawnictwa Powergraph 
 Świat stworzony przez Annę Kańtoch jest fantastyczny. Okrutny, straszny i oniryczny, więc wybaczam mu nawet pewne nieścisłości. I to świat przedstawiony podobał mi się najbardziej. Bohaterowie byli tak obcy, że nie polubiłam nikogo i właściwie nikt mnie emocjonalnie nie obchodził. Jeśli bliżej im się przyjrzeć, główni bohaterowie są mało sympatyczni.

czwartek, 22 maja 2014

Szklany tron Sarah J. Maas

Siedemnastoletnia Celaena jest wyszkolonym zabójcą, jednym z najlepszych, ale popełniła fatalny błąd. Została złapana i skazana na dożywotnią niewolniczą pracę w kopalni soli Endovier. Książę Dorian składa jej ofertę. Celaena musi walczyć na śmierć i życie w turnieju o tytuł królewskiego zabójcy. Jeśli wygra – będzie wolna, jeśli przegra – jej wybawieniem będzie śmierć. Uczestnicy turnieju giną w tajemniczych okolicznościach. Czy Celaena zdoła zdemaskować zabójcę zanim sama stanie się ofiarą?
opis i grafika z goodreads.com

Czy Szklany tron jest podobny do Igrzysk śmierci? Założenie wydaje się podobne, grupa uczestników bierze udział w grze, w której mogą albo zwyciężyć albo polec. Jednak gra o stanowisko królewskiego zabójcy jest tajna, a uczestnicy mają szansę przeżyć (wyeliminowani są odsyłani skad przyszli). Poza tym, większość z nich zgłosiła się z własnej woli.

niedziela, 18 maja 2014

Maraton czytelniczy


Jestem wyjątkowo niesystematycznym czytelnikiem. Czasami czytam książkę dziennie, czasami męczę jedną przez tydzień. Ostatnio nie mogłam się zdecydować, co chcę czytać. Kiedy na GR zauważyłam, że w statusie „currently reading” mam siedem książek, musiałam coś z tym zrobić. I wtedy ktoś na YT wspomniał o Bout of books.
Ten maraton nie miał zbyt wielu zasad, chodzi o to, by przeczytać więcej książek niż zazwyczaj w ciągu siedmiu dni. Ja wybrałam trzy z siedmiu zalegających na półce. Udało mi się przeczytać dwie, może do końca niedzieli dam radę trzeciej, ale szanse są tak małe, że postanowiłam wrzucić podsumowanie już teraz.
Oto wybrane przeze mnie pozycje:


piątek, 2 maja 2014

Alibi na szczęście

Serialowej soboty nie było, bo święta, a poza tym zaczęłam czytać polski hit literacki. Miało być słodko, łatwo i przyjemnie, a lektura zajęła mi tydzień, i bez wsparcia moralnego by mi się nie udało.  
Nie oczekiwałam wielkiej literatury. Miało być słodko i romantycznie. Byłam przygotowana na prostą historię, dużo ciepła, mało realizmu i, jako że to polska powieść, odwołań do religii. A dostałam książkę, która z każdą kolejną stroną podnosiła mi ciśnienie.

Naprawdę nie lubię książek, które robią z mężczyzn lubieżnych kretynów, odbierając im jakąkolwiek inteligencję. W Alibi  większość bohaterek żywi opinię, że facet to istota nieskomplikowana, owładnięta żądzą, ale nieodpowiedzialna za swoje czyny. Dlatego w wypadku zdrady zawsze winna jest ta druga kobieta, bo przecież wiadomo, że on nie mógł nic poradzić, jest facetem. Jemu należy wybaczyć i przyjąć z powrotem, bo dzieci muszą mieć ojca.
Mężczyzna to nagroda, ale jednocześnie straszny ciężar. Mężczyznami się manipuluje, steruje i tak dalej, bo są jak duże dzieci i nie można ich poważnie traktować(no i są owładnięci żądzą). Pozostaje dla mnie tajemnicą, po co tym kobietom faceci, skoro są nimi tak nieusatysfakcjonowane.
Naprawdę nie lubię książek, które uprzedmiotawiają kobiety. A tu mamy tego mnóstwo- Hanka jest nagrodą do zdobycia, nieosiągalną doskonałą istotą. Mikołaj nigdy nie traktuje jej jak partnerki. Do diaska, jej przyjaciółka nie traktuje jej jak partnerki, tylko narzuca własne zdanie i przestawia z kąta w kąt.
I naprawdę nie lubię książek, które uznają, że jeden model życia jest słuszny. Rozumiem, kiedy starsza pani mieszkająca na wsi pod Słupskiem nie jest w stanie sobie wyobrazić innego niż tradycyjny model rodziny. To jest realistyczne, pani Irenka zapewne nie miała styczności z innymi sposobami na życie. Nie rozumiem za to, jak dużo młodsza i wychowana w wielkim mieście Hanka też nie potrafi. Tym bardziej, że jej najlepsza przyjaciółka pochodzi z rozbitego domu, jest w nieformalnym związku.
Brakowało mi też... fabuły. Ta książka jest właściwie o niczym, poza wielkim uczuciem Hanki i Mikołaja. A ja wolę, kiedy poza głównym bohaterem, bohaterka romansu chce czegoś jeszcze. Choćby wysłania uczennicy na konkurs recytatorski.
Ale uznajmy że ja i  Alibi na szczęście światopoglądowo jesteśmy w innych galaktykach i nie mamy szans na porozumienie. Ale powieść jest po prostu nudna. Autorka celuje w opisywaniu, nie pokazywaniu. Jeśli ma zacząć dziać się coś ciekawego, narracja na pewno to pominie. Nie ma opisu kolacji bożonarodzeniowej, randki w kinie czy imprezy firmowej. Widzimy tylko przygotowania i konsekwencje. Byłam zdziwiona, że byłam świadkiem pierwszego pocałunku bohaterów.
Zdarzały się błędy rzeczowe. Dwudziestoośmioletni bohater stwierdza, że za jego czasów na studniówkę dziewczyny przychodziły w białych bluzkach i spódnicach. Patrząc na datę pierwszego wydania, Mikołaj jest moim rówieśnikiem. Nie muszę chyba mówić, że nie byłam na studniówce w spódnicy i białej bluzce?
Styl też pozostawia wiele do życzenia. O ile dialogi są napisanie dość zgrabne, opisy są bardzo złe. Krótkie, porwane zdania. Dużo powtórzeń i zdrobnień, które w ustach dorosłych ludzi brzmią niezamierzenie śmieszne („Chyba nie muszę tłuc do twojej pięknej główki” powiedział jeden mężczyzna do drugiego). Styl jak z wypracowania ucznia podstawówki. I rasizm, który mnie zdziwił i zniesmaczył (rozumiem, że w powieści może być bohater rasista, psychopata czy dureń. Ale nie akceptuję rasistowskiej narracji).Czytanie to była prawdziwa przeprawa.
Chyba nie muszę dodawać, że kolejne tomy będę omijać szerokim łukiem?



Tak, uważam że Alibi na szczęście to kiepska, źle napisana książka. Nie, nie uważam jej czytelniczek za gorsze osoby. Rozumiem, że ta książka może być ciepłym kocykiem odgradzającym od rzeczywistości. Dla mnie pod nim za duszno i słodko, ale to moje zdanie.

piątek, 18 kwietnia 2014

Libba Bray Mroczny sekret


Gdybym  przeczytała tę książkę w wieku szesnastu lat, zapewne byłabym zachwycona i nie mogłabym się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystkie ekscytujące cechy powieści wiktoriańskich i tempo współczesnej literatury. Czytelnik nie musi przedzierać się przez wielostronicowe opisy by odnaleźć akcję.
Jednak, mam trochę więcej niż naście lat, więc powieść Libby Bray nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. To sympatyczna powieść, pełna lubianych przeze mnie tropów, ale nie chwyta za serce. Co nie znaczy, że jest nudno, jednak starszego czytelnika mogą znużyć pensjonarskie dramaty (nie twierdzę, że są one nieważne albo źle napisane. Po prostu, jak już człowiek raz przez nie przeszedł, to nie interesują go ponownie). Być może moja irytacja na fabułę miała w tym swój udział- bohaterka odkrywa, że ma moc, ale nie może jej używać. Bo nie. Tak mówi tajemnicze bractwo. Gdyby Gemma mniej więcej w połowie powieści, nie kazała członkom bractwa iść do diabła, miałabym o książce dużo gorsze zdanie.


Gemma Doyle nieźle się sprawdza jako narratorka, chociaż opowiada w mało emocjonujący sposób. Pozostałe członkinie grupy są ciekawe, chociaż żadna nie jest zbyt sympatyczna. Brakowało trochę postaci, która nie będzie nieszczęśliwa, w tej powieści wszyscy są w jakiś sposób złamani (o dziwo, dorośli również cierpią i nie radzą sobie z życiem. Tylko, że oni mogą ratować się wykorzystaniem córek). Ich przyjaźń oparta jest na sekretach i wzajemnych korzyściach, nie sympatii.


Gdybym miała powiedzieć co mi ta powieść przypomina, to połączenie Tajemniczego ogrodu, Pikniku pod wiszącą skałą, i Stowarzyszeniu umarłych poetów i Tajemniczego opiekuna. Przyznam, że brakowało mi dłuższych opisów, tła. Powieść zaczyna się w Indiach, ale równie dobrze mogłaby w Afryce, wystarczy zmienić kilka szczegółów. Anglia została opisana nieco lepiej, ale nadal dość schematycznie. Brakuje informacji o postaciach drugoplanowych, ich przeszłości i motywacjach, zwłaszcza rodzinie Gemma poświęca mało uwagi. Całość jest chwilami aż zbyt powierzchowna, jakby Autorka uznała, że skoro wszyscy wiemy jak wyglądała wiktoriańska Anglia, to może sobie odpuścić. W pierwszym tomie serii takie lenistwo dziwi.

Mroczny sekret to dobra, choć nie pozbawiona wad, lektura. Jeśli lubicie powieści z dreszczykiem, wiktoriańską Anglię i książki o dorastaniu, spróbujcie.



piątek, 11 kwietnia 2014

Anne Rice Dary wilka


Powieść, która miała być powrotem Anne Rice do powieści paranormalnych z prawdziwego zdarzenia. Po zrewolucjonizowaniu literackiego portretu wampirów, nadszedł czas na wilkołaki.

Spoilerów jest dużo i szczegółowych, ale inaczej nie mogłam wyjaśnić, o co mi chodzi
 Mam nieodparte wrażenie, że ktoś doradził Anne Rice by spróbowała pisać inaczej niż zwykle. W powieści brakuje więc: bogatego tła historycznego, pierwszoosobowej narracji, skomplikowanej historii, która toczy się przez setki lat, oraz niedookreślonej orientacji seksualnej bohatera. Anne Rice nie odpowiada współczesność i to widać.  Najciekawsze fragmenty dotyczą starego domu i grupy wiekowych dżentelmenów. Czuć, że to oni powinni zostać bohaterami powieści, nie ta marudna ciapa.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja


W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później. Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.

Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD
 W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne, większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie policzę tego ani na plus, ani na minus.

piątek, 14 marca 2014

Magdalena Kordel- Uroczysko


Jeśli się rozejrzycie, to po prawej zobaczycie pasek z obserwowanymi przeze mnie blogami. Wśród nich jest blog Magdaleny Kordel, pisarki. Uznałam, że powinnam przeczytać chociaż jedną jej powieść, żeby sprawdzić co to za zwierz. A że przy okazji rodzicielka zażądała dostawy nowych książek…

Uroczysko to pełna humoru, ciepła opowieść o tym, jak malownicze miasteczko w Sudetach odmieniło życie pewnej warszawianki. Porzucona przez męża Maja, mama piętnastoletniej Marysi, właścicielka dwóch psów i kota, myśli, że limit przypisanych jej nieszczęść został już wyczerpany. Wkrótce przekonuje się, że to zaledwie początek. Nieszczęścia, jak to mają w zwyczaju, chodzą nie tylko parami, ale wręcz stadami. Paradoksalnie jednak to co złe prowadzi do zmian na lepsze. I tak Majka - pomimo zmagań z samotnym rodzicielstwem i mężem, który niczego nie ułatwia - znajduje w sobie siłę, o której istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Pobyt w Sudetach, w domku należącym kiedyś do jej ciotki, daje początek zmianom, które odmienią egzystencję całej jej rodziny. A wszystko to w malowniczej scenerii gór i lasów, przesycone ciepłem nowych i starych przyjaźni oraz okraszone humorem, którego nigdy nie powinno zabraknąć ani w książce, ani w życiu.
opis i zdjęcie okładki pochodzą ze strony Autorki

czwartek, 6 marca 2014

Martyna Raduchowska - Demon luster

Początek roku w polskiej literaturze fantastycznej bardzo mi się podoba. Albo trafiam na same dobre książki.
Szamanka od umarlaków podobała mi się, ale wielkiego wrażenie nie zrobiła. Mimo to z przyjemnością zabrałam się za Demona luster. I już pierwsze strony przekonały mnie, że: 
to będzie dobra lektura
książka jest o niebo lepsza od Szamanki

Okładkę książka ma piękną, klimatyczną i związaną z treścią. Żródło empik.com
Demon luster to świetny thriller, z niepokojącą atmosferą, sympatycznymi bohaterami i ciekawą historią. Czytałam w sumie jednym ciągiem, niecierpliwie oczekując, co dalej. Pod pewnymi względami to bardzo smutna historia. Fabuła cały czas trzyma w napięciu, akcja wartko posuwa się do przodu. Dowiadujemy się więcej o Firmie, przeszłości bohaterów, zwłaszcza Chrup... Kruchego, oraz o Pechu. Większość bohaterów jest wielowymiarowa i dobrze napisana, jedynie Ruda wydawała mi się postacią funkcyjną, nie pełnokrwistą bohaterką. Tekla nadal pozostaje moją ulubienicą.

wtorek, 11 lutego 2014

Marta Kisiel Nomen Omen


Tak jak Dożywocie, pierwsze czterdzieści stron czytałam z zainteresowaniem, ale bez nadmiernej ekscytacji. Około sześćdziesiątej szóstej pierwszy raz mi piknęło. Około setnej powieść mnie kupiła i czytałam ją już ciągiem do końca.  Ta recenzja jest tak naprawdę dla tych, którzy nie czytali Dożywocia, bo ci co czytali (i im się podobało), już pewnie mają swoje egzemplarze.

zdjęcie z empik.com. Polecam też zajrzenie na fan page Ałtorki, gdzie czytelnicy wrzucają zdjęcia książki.
 Autorka wzięła garść kliszy i postawiła je na głowie. To jest książka o dziwnym domu i nawiedzonej staruszce. I zarazem zupełnie nie jest. Humorystyczna opowieść o młodej kobiecie, która wyprowadza się do innego miasta i stara wydorośleć. Zarazem mroczna historia o miłości i zdradzie, sięgającej w przeszłość. Jest o stosunkach międzypokoleniowych, więzach rodzinnych i o tym, jak gry komputerowe łączą ludzi.

wtorek, 4 lutego 2014

Powtórka z morderstwa- czyli o zbrodni lekko i przyjemnie


Powtórka z morderstwa to kryminał czy może raczej kryminałek, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest trochę niepoważny (o ile morderstwo może być niepoważne!). Autorka twierdzi, że wszystko zaczęło się od momentu, kiedy zobaczyła swojego telewizyjnego kolegę, taszczącego na przełaj przez studio wielkie pudło z reflektorami, i zaczęła się zastanawiać, co by było, gdyby kolega zamiast świateł znalazł w pudle nieboszczyka... W efekcie powstał zabawny kryminał, którego akcja toczy się w środowisku telewizyjnym i gdzie spotykają się postaci z wszystkich dotychczas wydanych książek Moniki Szwai. Oczywiście rzecz jest całkowitą i absolutną fikcją, wymyślone telewizyjne morderstwo pozwoliło jednak autorce na opisanie pewnych zjawisk, które nie tylko w telewizji występować mogą i czasem, niestety, występują. Jak to dobrze, że niezadowoleni pracownicy nie łapią od razu za ciężkie przedmioty, aby rzucać nimi w siebie nawzajem... 
 opis z empik.com

Czytając tę powieść, miałam silne deja vu. Niemal na każdej stronie oczekiwałam, że zza szafy wychyli się Diabeł, chichocząc radośnie. Nie chodzi tylko o założenia fabularne, w końcu morderstwo w miejscu pracy to temat wielu książek, bardziej o atmosferę, rodzaj humoru i język, jakim posługują się postacie. Nie wiedziałam, że PRLowscy architekci mają tyle wspólnego z lokalną telewizją. Ale inspirowanie się Wszyscy jesteśmy podejrzani można uznać za zaletę.

wtorek, 28 stycznia 2014

You can't take the sky from me


Książkę dostałam kilka tygodni temu od Męża. On uwielbia Firefly i Ćwieka, ja uwielbiam Firefly i lubię Ćwieka. Utwór przeleżał swoje, ale co można czytać w autokarze do Warszawy, gdy za oknem  śnieżyca roku?
Dalej zdradzam pewne szczegóły fabuły, ostrzegam
 Podobno jeśli książka dla dzieci jest dobra, to dorośli też będą czytać ją z przyjemnością i tak jest właśnie ze Świetlikiem w ciemności. Opowiada o grupie owadów w rozpaczliwej sytuacji, połączonych wspólnym celem i siłą marzeń. Ale mimo wzniosłego tematu, jest zabawnie, ciekawie, a akcja szybko posuwa się naprzód, jak w dobrym serialu sensaycjnym. Jako że to baśń nowoczesna, drużyna konstruuje latającą machinę, używa napędu odrzutowego, a nawet buduje latarkę. Nie zabrakło jednak magii, zwłaszcza w finałowej walce z Wronami.Zakończenie było piękne, uciekało od schematu bohatera w pojedynkę ratującego świat, i słodko-gorzkie. Ale wszystko kończy się dobrze, w końcu to baśń.