Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura zagraniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura zagraniczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 listopada 2015

Rewolwer i melonik albo kto wysadził Big Bena



Tytuł wpisu nie jest spoilerem, bo chociaż zegar jest w powieści wspominany, to nikt mu krzywdy nie robi, ani nie odgrywa znaczącej roli. Tak naprawdę chciałam przeczytać bardzo polecany drugi tom cyklu, ale głupio tak nie znając pierwszego. I chyba dobrze zrobiłam, inaczej straciłabym mnóstwo rozrywki. 

wtorek, 27 października 2015

Kompetentna kobieta w kosmosie czyli Honor Harrington na placówce Basilisk

 Na początek kilka spraw technicznych. Nie znam się na science fiction zupełnie, więc nie mam pojęcia jak seria o Honor wygląda na tle całego gatunku. Po drugie, pierwszy tom czytałam po angielsku, co na pewno wpłynęło na odbiór całości (swoją drogą, ebooki dwóch pierwszych tomów są na Amazonie za darmo). Bo Placówka wydawała mi się strasznie kobiecą książką, a podobno sf to taki męski gatunek. Wrażenie mogło wziąć się stąd, że statki po angielsku są rodzaju żeńskiego, miałam więc kapitan Honor Harrington i jej Nieustraszoną.

czwartek, 8 października 2015

Jaką mnie, boże stworzyłeś, taką mnie masz- Naomi Novik Wybrana


Od razu przyznaję, że miałam z tą książką straszne problemy, a przebrnięcie wymagało hartu ducha i wsparcia innych. Co jest o tyle dziwne, że patrząc na fabułę z boku, powinnam być w Wybranej ciężko zakochana. Nowa baśń! Polskie wpływy! Narratorka! Złowrogi las! Streszczona historia jest piękna, a morał aktualny i przekonujący. A jednak powieść porwała mnie dopiero około siedemdziesiątego procenta i też niezbyt gwałtownie. 

poniedziałek, 5 października 2015

I never believed in ghosts. Until one tried to kill me- Kami Garcia Unbreakable

Unbreakable jest reklamowane hasłem Supernatural meets The Da Vinci Code, które po pierwsze jest nieprawdą, po drugie może odstraszać czytelników. Moim zdanie, tylko pierwsza część hasła jest prawdziwa, więc jeśli lubicie serial i szukacie szybkiej, lekkiej lektury, powinno się Wam spodobać.


środa, 23 września 2015

Top 5 Wednesday- Title Fonts on Covers



W tym tygodniu chodzi o pokazaniu pięciu okładek z najładniejszym fontem. Niby prosta sprawa, ale jak ograniczyć się do pięciu? Podumałam, przejrzałam przeczytane książki i voila, oto mój wybór. Oceniałam nie tylko urodę liter, ale też ich dopasowanie do grafiki i klimatu powieści.

niedziela, 16 sierpnia 2015

piątek, 14 sierpnia 2015

piątek, 7 sierpnia 2015

środa, 22 lipca 2015

Nie powinnam czytać fluffu


Założenie książek, które ja nazywam fluffem albo bezami, jest dostarczenie rozrywki, szybszego bicia serca i happy endu. Założenie gatunku New Adult to pisanie o i dla kończących studia młodych ludziach. Wszystko razem powinno stanowić smakowitą lekturę, w sam raz na letnie popołudnia.

piątek, 19 czerwca 2015

Nikt jej nie powiedział jak napisać romans


Bohaterowie poruszują się czymś takim. Chyba. W każdym razie lepszy okręt niż goła klata.
Chyba nikt nie powiedział Meljean Brook, że steampunkowy romans nie potrzebuje ciekawie zbudowanego świata przedstawionego, wystarczy nakleić kółka zębate na dekoracje. Ewentualnie w pewnym momencie wsadzić bohaterów na sterowiec, albo niech zniszczą mechanicznego kamerdynera. Nikt jej też nie uświadomił, że traumy, które główni bohaterowie powinni mieć za sobą, nie powinny być traktowane poważnie, analizowane.

wtorek, 28 kwietnia 2015

sobota, 18 kwietnia 2015

Niestety, zdarzyło się

Tak, są spoilery.
Książka zaczyna się obrazem trzech chłopców- Węgra, Czecha i Żyda- na kąpielisku pierwszego września 1938 roku, więc wiadomo że nie będzie dobrze. Przez chwilę można mieć nadzieję, że może nie będzie tak źle, że Autor jakoś uratuje swoich bohaterów przed koszmarem wojny.  Nie ratuje, a wiadomo, że koniec wojny nie oznacza tu dla nikogo happy endu.

piątek, 17 kwietnia 2015

Kill your darlings


Wpis dotyczy powieści niewydanej w Polsce i zawiera spoilery. Żeby nie było, że nie ostrzegałam :).
 
Darcy Patel has put college and everything else on hold to publish her teen novel, Afterworlds. Arriving in New York with no apartment or friends she wonders whether she's made the right decision until she falls in with a crowd of other seasoned and fledgling writers who take her under their wings…
Told in alternating chapters is Darcy's novel, a suspenseful thriller about Lizzie, a teen who slips into the 'Afterworld' to survive a terrorist attack. But the Afterworld is a place between the living and the dead and as Lizzie drifts between our world and that of the Afterworld, she discovers that many unsolved - and terrifying - stories need to be reconciled. And when a new threat resurfaces, Lizzie learns her special gifts may not be enough to protect those she loves and cares about most.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Wspomnienia na Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci


Czyli co czytałam, jak byłam mała.
Zacznijmy od tego, że od najmłodszych lat lubiłam książki, ale czytać nauczyłam się dopiero w szkole. Za to cała rodzina do tej pory wspomina małą terrorystkę, każącą sobie czytać niemal cały czas (na szczęście, więcej niż jedną książkę. Byłam dumną właścicielką masy rozpadających się od zaczytania książeczek).

czwartek, 19 marca 2015

Anthony Horowitz Dom jedwabny


Kolejna powieść będąca kontynuacją losów wybitnego detektywa. Tym razem trafiło na Sherlocka Holmesa, moją ukochaną postać, pierwsze literackie zauroczenie. Anthony Horowitz stanął przed wyjątkowo ambitnym i trudnym zadaniem, napisać powieść o postaci, która właściwie nigdy nie występowała w powieści. Czy mu się udało?


piątek, 20 lutego 2015

Byłam u moich ulubionych dilerek

Książkowych, oczywiście. I kiedyś o nich napiszę długi tekst, bo są naprawdę wspaniałe (jakby ktoś pytał, chodzi o wypożyczalnię 112 Ursynoteki).
Po czym uznałam, że będę Poważnym Blogerem i zrobię zdjęcie stosiku, żebyście wiedzieli, czego się można spodziewać.
Ale, że życie blogera nie jest usłane różami, szczerze mówiąc jest raczej przepełnione nieustanną walką z przeciwnościami losu, sesja zdjęciowa miała jeden wielki problem techniczny. Rudy.

Kocia pierś i łapka.

czwartek, 12 lutego 2015

Szklana patelnia do lasagne albo jak nie należy tłumaczyć książek

Oryginalna okładka. Pozwolicie, że nie skomentuję.
Podejście do Ilony Andrews numer trzy. Tym razem cieszący się największą sławą cykl o Kate Daniels, który miał wielkie szanse mi się spodobać, bo to rasowe urban fantasy z masą akcji i delikatnym wątkiem romantycznym. No i podobał się, tylko podczas lektury zgrzytałam zębami. Powiem tak, bardzo żałuję, że nie kupiłam jednak angielskiego ebooka.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ilona Andrews Na krawędzi



Po audiobooku Ilony Andrews postanowiłam spróbować, jak się ją czyta w wersji papierowej i po polsku. Na pierwszy ogień poszło Na krawędzi (tylko dlatego, że pierwsze dotarło pocztą). I muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobało, przeczytałam powieść właściwie w jeden wieczór.

piątek, 30 stycznia 2015

Dobre urban fantasy nie jest złe (ale byłoby lepsze gdyby było po polsku)

Jeśli zastanawialiście się, czym zajmuje się Mira Grant, kiedy nie pisze o apokalipsie zombie albo nowych wirusach, to wiedzcie, że zajmuje się wtedy wróżkami w San Francisco.
Używam słowa wróżki, ponieważ elfy kojarzą mi się zbyt tolkienowsko. Mało który bohater serii o October jest nieludzko piękny i mądry. Oraz, recenzja zawiera spoilery.


Seria o October Daye w tej chwili ma osiem tomów, a według Goodreads zaplanowano trzynaście. Główną bohaterką jest October Daye, changeling w służbie lokalnego księcia, która po czternastu latach wraca do San Francisco i stara się znaleźć miejsce dla siebie. Klasycznie, Toby staje się prywatnym detektywem, ale równie często musi zajmować się oficjalnymi sprawami zleconymi przez księcia.
Wszystkie tomy mają ciekawe, przemyślane fabuły. Pierwszy był najbardziej schematyczny, ale na tyle świeży i dobrze napisany, że przyjemnie się czytało. Drugi, zawierający między innymi wróżkową korporację informatyczną, czytało się jeszcze lepiej. A od trzeciego chwilami nie mogłam się oderwać. Podoba mi się postęp w pokazywaniu świata. Rosemary and rue daje czytelnikowi ogólny obraz i skupia na sytuacji życiowej Toby. Po lekturze wiemy kim jest i skąd się wzięła. W A local habitation dostajemy szerszy obraz świata, trochę polityki oraz struktury społecznej faerie, ich największe problemy cywilizacyjne. Trzeci zajmuje się mitami, oraz pokazuje powiązania między poznanymi już bohaterami, gdzieś tam majaczy większa intryga dotycząca pochodzenia Toby.
Świat przedstawiony w serii jest ciekawy, bogaty, a odkrywanie go stanowi wielką frajdę. Autorce udało się połączyć współczesne miasto z feudalnymi państwami fae tak, że całość nie zgrzyta. Wróżki mogą albo żyć w naszym świecie i pracować, albo przebywać tylko w Summerlands. Seria łączy różne folklory, kilka ważniejszych postaci ma japońskie korzenie, ale nie czuć w tym wysiłku. Przyznam, że nawet kiedy byłam mocno zirytowana poczynaniami bohaterki, czytałam dalej dla świata.
Bardzo podoba mi się jak wiele różnych osób ma w swoim otoczeniu Toby i jak wiele typów relacji zawiązuje. W przeczytanych przeze mnie trzech tomach October powoli zbiera sojuszników (i kilku wrogów. I nie zawsze są to potężne istoty, którym panna Daye nadepnęła na odcisk. Część z nich ma żal, że nie uratowała/nie pomogła im albo ich bliskim gdy prosili o pomoc). Sylvester Torquill, który troszczy się o October jako jej senior, stał się jednym z moich ulubionych postaci drugoplanowych we wszystkich seriach urban fantasy. Jestem też wielką fanką Spike’a, różanego goblina.  
Brak też częstego w urban fantasy schematu „bohaterka kontra reszta kobiet”. Toby ma przyjaciółki, a większość kobiet w swoim otoczeniu traktuje przyjaźnie. Większość mężczyzn zresztą też. No i mimo feudalnej organizacji społeczeństwa, nikt nigdy nie próbował dyskryminować Toby ze względu na płeć. O ile wróżki są rasistowskie, nie są seksistowskie.
Jeśli ktoś bardzo lubi wątki romantyczne, pierwszy tom może go zwieść. October porządkuje w nim swoje życie i nie romanse jej w głowie, poznamy tylko przyszłego-niedoszłego kochanka bohaterki. Od drugiego coś zaczyna się rysować, ale Autorka nie spieszy się, dzięki czemu możemy poznać stosunki między bohaterami i obserwować rozwój relacji. W trzecim da się na końcu wyczuć lekki smrodek trójkąta miłosnego, ale nie uczucie nie spada na nikogo jak grom z jasnego nieba, nie ma krzyżujących się spojrzeń w Sali balowej/od biologii.
Czy w takim razie to seria bez wad? Oczywiście, nie. October jest irytująca. Są bohaterowie, jak Teodor Szacki, którzy mimo że wkurzający, budzą jednak moją sympatię. Toby do nich nie należy, najchętniej potrząsnęłabym nią porządnie i kazała się ogarnąć. Przez większość czasu panna Daye tylko reaguje na wydarzenia, nie potrafi przewidzieć rozwoju sytuacji (a zarabia na życie jako detektyw!). Od głównej bohaterki wymagam inicjatywy. Poza tym, bohaterka czasami denerwuje się dość przypadkowymi rzeczami albo takimi, które są charakterystyczne dla wróżek (jak mówienie zagadkami).
Wkurzają powtórzenia. Rozumiem, że w każdym tomie trzeba zawrzeć te same informacje dla nowych czytelników, ale naprawdę uważam za zbędne przypominanie mi pewnych reguł po dwadzieścia razy w jednym tomie. Toby ma też irytującą tendencję do biegania w tę i we wtę by rozwiązać sprawę. Drugi tom był pod tym względem najlepszy, bo dział się właściwie w jednym budynku, więc nie biegała zbyt daleko. Za to trzeci był klasycznym wręcz przykładem „O jedną podróż za daleko” i, moim zdaniem, An artificial night powinno się zakończyć na scenie nawiązującej do Tam Lina. Ostatnia wyprawa Toby do świata Ślepego Michaela była pozbawiona dramatyzmu i stawiała pod znakiem zapytania poświęcenie przyjaciół Toby.
Polecam i bardzo żałuję, że serii nie ma po polsku. Bo to kawałek  świetnie pomyślanego, dobrze napisanego urban fantasy. Do ideału trochę mu brakuje, ale czyta się świetnie. Przynajmniej pierwsze trzy tomy, które miałam okazję przeczytać takie były.

wtorek, 20 stycznia 2015