Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Saga księżycowa Scarlet

Temperatura spadła wreszcie do poziomu, przy którym mój mózg znowu funkcjonuje, więc mogę się z Wami podzielić przemyśleniami na temat ostatnich lektur.
grafika z goodreads.com
Na Scarlet czekałam z utęsknieniem od kiedy przeczytałam Cinder. Ale poprosiłam o nią na imieniny, musiałam więc wytrwać do końca lipca. Kiedy wreszcie dostałam, przeczytałam w ciągu jednego dnia, ciesząc się każdym słowem.
Uwielbiam, kiedy książki są takie.
Fabuła była dość przewidywalna, ale w końcu to futurystyczna wersja Czerwonego Kapturka, ciężko o rewolucyjny zwrot akcji. Chociaż, jak pokazuje końcówka, nawet jeśli twój los jako bohatera baśni jest z góry przesądzony, zawsze możesz spróbować go zmienić. Kilka tajemnic z Cinder znajduje rozwiązanie, inne jeszcze nie, dochodzą nowe. Kroniki przestają być opowieścią o dziewczynie-cyborgu zakochanej w przystojnym księciu, teraz chodzi o coś znacznie więcej.

niedziela, 21 lipca 2013

Złoty most


Druga część przygód Anny podobała mi się zarazem bardziej i mniej niż Magiczna gondola. Historia była bardziej przewidywalna, jeśli zna się fabułę Trzech Muszkieterów, łatwo było domyślić się, co będzie dalej. Na szczęście, Autorka dodała kilka zaskakujących elementów, dzięki którym opowieść była dla mnie miło znajoma, a nie nużąco wtórna. Chociaż mogłoby być w niej więcej kardynała Richelieu.


Szkoda, że Autorka nie pokusiła o stworzenie nowej fabuły, tylko skorzystała ze sprawdzonego schematu. Mniej więcej w połowie książki wiedziałam kto jest kim. Dlatego wątek Henri nie zaskoczył mnie ani trochę, szanowna Autorko, sztuczka z niedołężnymi staruszkami wychodzi tylko raz na serię ;).
Tak jak w przypadku Wenecji, Paryż został opisany bardzo szczegółowo i z polotem. Jest to jeden z moich ulubionych elementów serii o podróżnikach w czasie. W Złotym moście odwiedzamy wraz z bohaterami sklepy, karczmę, teatr, pałace i domy paryskiej biedoty. Wydaje mi się, że Autorka była tez bardziej konsekwentna, jeśli chodzi o stylizację wypowiedzi.
Mam wrażenie, że Anna nieco zgłupiała. Nadal jest rozsądną dziewczyną, poszukującą wyjścia z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji, ale stała się zatrważająco naiwna. Może nie rzuciło by mi się to w oczy tak bardzo, gdyby Złoty most rozgrywał się bezpośrednio po pierwszym tomie, ale między nimi minęło półtora roku. W przypadku nastolatków to strasznie dużo czasu na zmiany i rozwój, po niej zaś tego nie widać.
Złoty most podobał mi się i z chęcią sięgnę po trzeci tom. To naprawdę kawał porządnej literatury dla młodzieży, a Anna jest naprawdę fajną, choć niekiedy irytującą, bohaterką. Owszem, mam zastrzeżenia, ale zalet jest więcej niż wad.


wtorek, 16 lipca 2013

Zoe Marriott Królestwo Łabędzi


Aleksandra i jej bracia wiodą beztroskie życie na królewskim dworze swojego ojca. Jednak rodzinna sielanka pryska nagle, gdy królowa ginie z łap okrutnej bestii, a król powtórnie się żeni – z kobietą, która nienawidzi pasierbów. Po nieudanej próbie odkrycia mrocznych tajemnic macochy Aleksandra zostaje wywieziona do ponurej krainy Midland, jej bracia zaś wygnani z Królestwa. Aby odmienić zły los i odzyskać braci, Aleksandra musi odnaleźć w sobie niezwykłą moc, którą czerpie z sił przyrody. Pomocny okaże się także tajemniczy książę Gabriel, z którym dziewczynę połączy gorące uczucie.
opis znaleziony TUTAJ

To było naprawdę szybkie! Przeczytałam Królestwo Łabędzi w ciągu jednego popołudnia, nawet niespecjalnie się starając. Trzeba przyznać, że akcja porusza się całkiem szybko, a całość nie jest długa (choć w przypadku ebooków zawsze mam kłopot z oceną długości). 


Zawiodłam się na tej książce. Być może oceniłabym lepiej, gdybym nie czytała jej zaraz po Złotym moście Evy Voller. Królewna Aleksandra wypada bardzo blado i płaczliwie przy Annie. Nie lubię bohaterek, które dają się przestawiać z kąta w kąt i tylko płynął z nurtem, płacząc przy tym, jakie to one są nieszczęśliwe. Aleksandra popełnia błąd za błędem, co nie byłoby złe, gdyby w finale stanęła na wysokości zadania. A tak nie jest.
Denerwowała mnie też jej naiwność. Aleksandra łyka wszystko jak młody pelikan, nie kwestionując niczego. Bez zastrzeżeń wierzy ciotce, ojcu, matce. Wydawać by się mogło, że osoba tytułowana mądrą i bystrą będzie chciała dotrzeć do prawdy. Nic z tego.
Jej pierwowzór, czyli Eliza z baśni Andersena jakoś bardziej przypadła mi do gustu.
Podobał mi się świat przedstawiony, chociaż wymaga, moim zdaniem, dopracowania. Zwłaszcza nazwy miejsc. Autorka wymyśliła dla złej macochy z baśni historię, która tłumaczy motywy jej działania, co bardzo mi się podobało, dodała też kilka nowych postaci, jak siostra zmarłej królowej. Szkoda, że nie rozwinęła bardziej ich historii, kilkoro wyglądało na interesujących bohaterów. I co się stało z klaczą? (Tak, jestem dziwna i zawsze przejmuje mnie los zwierząt w książkach i filmach).
Podsumowując, Królestwo Łabędzi to szybkie, ale dość przeciętne czytadło. Szybko wchodzi, ale równie szybko wypada z pamięci. Być może młodszy i mniej wymagający czytelnik będzie miał dużo radości z lektury, dla mnie był to tylko umilacz czasu, kiedy czekałam na Męża. 

PS. Opis ze strony wydawcy streszcza jakieś dwie trzecie akcji, może nawet więcej. Ja wiem, że w przypadku ponownego opowiadania znanej baśni nie ma mowy o suspensie, ale przecież istnieją ludzie, którzy mogą baśni Andersena nie pamiętać.

piątek, 12 lipca 2013

Eva Voller Magiczna gondola


Po książkę sięgnęłam zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami w blogosferze. Podobał mi się pomysł podróży w czasie do renesansowej Wenecji, do której od czasu Wampira Armanda mam duży sentyment.

Na początku Anna nie przypadła mi do gustu, ale uznałam, że moja jestem po prostu za stara na bohaterkę, która przeżywa okres burzy i naporu i chlipie za swoim ipodem. Jednak mniej więcej w jednej trzeciej zaczęłam darzyć ją sympatią. Jak wielokrotnie podkreślałam, lubię bohaterki, które coś robią. Anna stara się jak może by znaleźć wyjście z sytuacji, w której się znalazła. Szybko się uczy, jest praktyczna, co pozwala czytelnikowi z czystym sumieniem jej kibicować. Ani razu nie chciałam jej topić w kanale za głupotę.
Wątek romansowy, choć wyskoczył na mnie jak diabeł z pudełka, też przypadł mi do gustu. Bohaterowie zamiast gapić się na siebie szczenięcym wzrokiem, robią coś razem, a ratowanie sobie nawzajem życia zbliża ludzi.
Autorka zaskoczyła mnie realistycznym opisem świata. Bardzo często gdy bohaterowie udają się do przeszłości, jest ona mocno wyidealizowana i czysta. Tymczasem Wenecja w Gondoli jest realistyczna- miasto śmierdzi, śmierdzą jego mieszkańcy, trzeba uważać co się je i pije, a higiena to przywilej i oznaka bogactwa. Autorka pokazuje nam pełny, albo prawie pełny, przekrój społeczny, Anna, wychowana w czystej współczesności, najbardziej tęskni za mydłem i dezodorantem.
Wielka szkoda, że nie udało się utrzymać stylizacji języka. Gdzieś w środku książki wszystkie postacie zaczynają brzmieć strasznie współcześnie, by pod koniec znowu wrócić do renesansowej maniery. Nie przeszkadza to w odbiorze, ale odebrało mi trochę przyjemności z lektury.
Zaopatrzyłam się już w drugi tom, którego opis brzmi o wiele ciekawiej (kardynał Richelieu!).