Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2014

Libba Bray Mroczny sekret


Gdybym  przeczytała tę książkę w wieku szesnastu lat, zapewne byłabym zachwycona i nie mogłabym się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystkie ekscytujące cechy powieści wiktoriańskich i tempo współczesnej literatury. Czytelnik nie musi przedzierać się przez wielostronicowe opisy by odnaleźć akcję.
Jednak, mam trochę więcej niż naście lat, więc powieść Libby Bray nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. To sympatyczna powieść, pełna lubianych przeze mnie tropów, ale nie chwyta za serce. Co nie znaczy, że jest nudno, jednak starszego czytelnika mogą znużyć pensjonarskie dramaty (nie twierdzę, że są one nieważne albo źle napisane. Po prostu, jak już człowiek raz przez nie przeszedł, to nie interesują go ponownie). Być może moja irytacja na fabułę miała w tym swój udział- bohaterka odkrywa, że ma moc, ale nie może jej używać. Bo nie. Tak mówi tajemnicze bractwo. Gdyby Gemma mniej więcej w połowie powieści, nie kazała członkom bractwa iść do diabła, miałabym o książce dużo gorsze zdanie.


Gemma Doyle nieźle się sprawdza jako narratorka, chociaż opowiada w mało emocjonujący sposób. Pozostałe członkinie grupy są ciekawe, chociaż żadna nie jest zbyt sympatyczna. Brakowało trochę postaci, która nie będzie nieszczęśliwa, w tej powieści wszyscy są w jakiś sposób złamani (o dziwo, dorośli również cierpią i nie radzą sobie z życiem. Tylko, że oni mogą ratować się wykorzystaniem córek). Ich przyjaźń oparta jest na sekretach i wzajemnych korzyściach, nie sympatii.


Gdybym miała powiedzieć co mi ta powieść przypomina, to połączenie Tajemniczego ogrodu, Pikniku pod wiszącą skałą, i Stowarzyszeniu umarłych poetów i Tajemniczego opiekuna. Przyznam, że brakowało mi dłuższych opisów, tła. Powieść zaczyna się w Indiach, ale równie dobrze mogłaby w Afryce, wystarczy zmienić kilka szczegółów. Anglia została opisana nieco lepiej, ale nadal dość schematycznie. Brakuje informacji o postaciach drugoplanowych, ich przeszłości i motywacjach, zwłaszcza rodzinie Gemma poświęca mało uwagi. Całość jest chwilami aż zbyt powierzchowna, jakby Autorka uznała, że skoro wszyscy wiemy jak wyglądała wiktoriańska Anglia, to może sobie odpuścić. W pierwszym tomie serii takie lenistwo dziwi.

Mroczny sekret to dobra, choć nie pozbawiona wad, lektura. Jeśli lubicie powieści z dreszczykiem, wiktoriańską Anglię i książki o dorastaniu, spróbujcie.



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja


W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później. Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.

Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD
 W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne, większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie policzę tego ani na plus, ani na minus.

czwartek, 7 listopada 2013

Kroniki żelaznego druida, tom pierwszy


Atticus O’Sullivan to gwiazda rockowa wśród magików – ten przystojny Irlandczyk to tak naprawdę ostatni z druidów. Polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym, już od dwóch tysięcy lat ucieka przed pewnym celtyckim bogiem. Kiedy jednak w sennym miasteczku Tempe w Arizonie, gdzie się ostatnio zaszył, pojawia się ponętna bogini śmierci Morrigan, jako forpoczta celtyckiego panteonu, Atticus nie ma złudzeń – zanosi się na poważne kłopoty…



niedziela, 29 września 2013

Niefajnie, kiedy bohaterowi wszystko się udaje, czyli Dora Wilk po raz trzeci


Miałam strasznie dużo kłopotów z tą recenzją. Napisałam ją ponad tydzień temu, ale nie byłam zadowolona. Nadal nie jestem, ale uznałam, że nic więcej nie wymyślę.


Po całkiem niezłym tomie pierwszym i rozczarowującym tomie drugim, wzięłam się za tom trzeci. Nie pytajcie, dlaczego kupiłam książkę zamiast czekać na e-book, wizyty w Matrasie o ósmej rano to zło.
Pierwsze sto stron było ciężkie. Przegadane w najgorszym stylu, brak akcji, z marysuizmem do potęgi i festiwalem „wszyscy kochają Dorę”. Czytałam i zastanawiałam się, czemu tak się uparłam na tę serię. Bo chcę polskiego urban fantasy, napisanego przez kobietę?


Ale potem zaczęło być lepiej, fabularnie. To nadal romans paranormalny, ale trochę akcji się znalazło. Zaczęłam mieć nadzieję, że poziom utrzyma się do końca. Redaktorsko, nadal uważam, że ktoś schrzanił.
Potem zaś znowu było źle, zakończenie jest pospieszne i po łebkach. Niebo podejrzanie przypomina sąd rejonowy, jakby autorce zabrakło czasu i ochoty na wymyślenie czegoś innego. Gdzieś zagubiło się dwóch bohaterów drugoplanowych, z których przynajmniej jeden był ważny dla fabuły.  

niedziela, 8 września 2013

Rachel Morgan, wiedźma pełną gębą


Jak wygląda typowa powieść urban fantasy? A więc mamy główną bohaterkę, która jest prywatnym detektywem, ma niewyparzoną gębę, a towarzyszy jej przystojny acz tajemniczy mężczyzna nadnaturalny. Czasem jest to wampir, ostatnio modne są wilkołaki- obowiązkowo lekko zarośnięte, ale seksowne i od pierwszej chwili zainteresowane główną bohaterką.
Kim Harrison nie dostała na szczęście najnowszych wytycznych jak pisać urban fantasy, więc w jej powieściach wilkołaki nie zawsze są przystojne, a ich zainteresowanie bohaterką nie wynika z pobudek
erotyczno-romantycznych. Czasem chodzi o przekręt z ubezpieczeniem. W ogóle bohaterowie zachowują się w sposób nie licujący z godnością nadnaturali. Wiedźma robi pranie, wilkołak zajmuje się robotą papierkową, a wampir robi pizzę.
Lubię tę serię, mimo że Rachel Morgan zachowuje się czasami jak idiotka i mam ochotę ją trzepnąć (a jak już pojawiają się demony to jej iloraz trafia na poziomy Morza Martwego). Bohaterowie drugoplanowi są interesujący i sympatyczni, jeśli nie można kibicować Rachel, to zawsze można któremuś z nich. Moim faworytem jest Jenks. Trzeba talentu by bohater dziesięć centymetrów miał tyle osobowości co normalnorozmiarowe postacie. I cokolwiek myślicie o wróżkach, Jenksowi jest straszniejszy i twardszy od wszystkich, nawet od Ćwiekowego Dzwoneczka.

wtorek, 9 lipca 2013

Juliet Dark The demon lover



 Since accepting a teaching position at remote Fairwick College in upstate New York, Callie McFay has experienced the same disturbingly erotic dream every night: A mist enters her bedroom, then takes the shape of a virile, seductive stranger who proceeds to ravish her in the most toe-curling, wholly satisfying ways possible. Perhaps these dreams are the result of her having written the bestselling book The Sex Lives of Demon Lovers. Callie’s lifelong passion is the intersection of lurid fairy tales and Gothic literature—which is why she’s found herself at Fairwick’s renowned folklore department, living in a once-stately Victorian house that, at first sight, seemed to call her name.
But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
 
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą, przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w sobie  dużo baśniowej magii. Honeysuckle House to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło mi się z Amerykańskimi bogami Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności, rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
 Inne są zbyt słabo zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat i większość bohaterów drugoplanowych.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Jakub Ćwiek Chłopcy



Chłopcy są jak serial. Niektóre opowiadania są świetne fabularnie, inne są właściwie o niczym. Najbardziej rozczarowało mnie pierwsze- nie było ani zabawne, ani seksowne, ani ciekawe, a przeskoki w czasie i przestrzeni irytowały. Jednak zgodnie z zasadą, że serialowi należy dać szansę i obejrzeć trzy odcinki, postanowiłam przeczytać jeszcze dwa. I dobrze, bo trzecie opowiadanie jest świetne. Czwarte znowu o niczym, niestety.

Czyta się jednak miło i szybko, a ilustracje umilają lekturę. W ogóle książka jest bardzo ładnie wydana, chciałabym więcej takich. Chłopcy mają specyficzny humor i styl, osobom wrażliwym na wulgaryzmy albo szczeniackie zachowania stanowczo odradzam lekturę. Osobom wymagającym pod względem fabuły również, niestety, rozłazi się ona i znika. Niby jakaś większa historia czai się po kątach, ale jakoś nigdy nie trafia w centrum uwagi. W połowie książki Chłopcy dowiadują się, że ktoś chce przejąć ich lunapark i… tyle. Potem coś co powinno być osią fabuły zostaje tylko wspomniane w jednym zdaniu! W rezultacie mam wrażenie, że przeczytałam tylko pół książki, albo jakiś wstęp do właściwej historii.

Chłopcy wyszli całkiem sympatyczni, większość jest nieźle scharakteryzowana. Podoba mi się pomysł bandy już starszych (nie dorosłych) Chłopców o złotym sercu, którzy pomagają sierotkom. Najbardziej polubiłam Kruszynę (ale on ma kota, więc konkurencja była mocno nieuczciwa! Posiadanie kota daje +10 do fajności w moim mniemaniu), oraz Stalówkę.

No i Kubusia. Ale on nie zalicza się do Chłopców.

Better believe in me, bitch

Powieść cierpi również na brak postaci żeńskich. Ja rozumiem, że to zbiór o gangu motocyklowym Zagubionych Chłopców, że nawet w oryginale bohaterek było jak na lekarstwo, ale przydałaby się chociaż jedna. Taka, która coś robi, a nie tylko matkuje Chłopcom. Niby Dzwoneczek mogłaby się nadawać, ale została zredukowana do pyskatej mamuśki/ damy w opałach. Pozostałe to tylko materiał do dymania. Wielka szkoda, bo Ćwiek nie raz pokazał, że potrafi tworzyć ciekawe bohaterki.

Podobały mi się nawiązania do oryginału, Grzegorz Luby czy Szary Pan. Koszulka Dzwoneczka też jest bardzo pomysłowa, szkoda, że nosiła ją tylko w jednym opowiadaniu, tak samo jak wykorzystanie magicznego proszku. Życie Chłopców po znalezieniu się na Ziemi brzmiało bardzo prawdopodobnie (poza straszliwie sztampowym zatrudnieniem Dzwoneczka). Autor wziął znaną baśń i zrobił z niej swoją historię.
Czy obejrzę drugi sezon/ kupię drugi tom? Zapewne tak. Mimo wad, to niezła lektura. Wielka szkoda, że w niektórych wypadkach Autor poszedł na skróty i wpadł w sztampę.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Adwokat diabła w hotelu


Książka kusiła objętością, okładką i tematyką, ale ostatecznie poszłam po rozum do głowy i kupiłam ebook. Noszenie cegły w torebce to dla mnie nic nowego, ale próby czytania w porannym kroku byłyby z góry skazane na porażkę.

Trochę Portret Doriana Gray’a, trochę Diabeł ubiera się u Prady.
Czułam na sobie jego wzrok, ciężki i roztargniony. Zbliżył się do mnie i poczułam przyjemny aromat cedru. Jego głos brzmiał łagodnie.

- Pomyśl, Haven, możesz dokonać wielkich rzeczy.

- Chyba nie do końca rozumiem, czego ode mnie chcesz.

Pochylił się, a jego oddech sprawił, że po skórze przebiegł mi dreszcz, a blizny obudziły się z uśpienia i zaczęły piec.

- Chcę twojej duszy – wyszeptał. – Proszę, oddaj mi swoją duszę.

Grzeczna licealistka Haven odbywa staż w ekskluzywnym hotelu w Chicago. Poznaje tam Luciana mężczyznę ze snów, i zakochuje się nim. Dostrzega jednak, ze piękni ludzie z hotelu, nie są tacy, jakimi chcieliby się wydawać. Co więcej, mają straszliwy plan i trudnią się kupowaniem dusz. Kto wygra w walce o duszę Haven?
cytat z lubimyczytac.pl

Słowo honoru wydawcy czasem powinni czytać książki, które publikują. Diabeł ubiera się u Prady w ogóle nie ma nic wspólnego z tą książką, Haven była Lucianem co najwyżej zauroczona, a kupowanie dusz... w Piekle jest specjalne miejsce dla zdradzających fabułę. Angielski wydawca, choć też zdradził za dużo, spisał się o wiele lepiej. http://www.goodreads.com/book/show/12690572-illuminate Bo w tej książce wcale nie chodzi o miłosny trójkąt, a kuszenie Haven nie polega na postawieniu przed nią dwóch młodych przystojnych i wybieraniu między nimi. Aurelia kusi władzą, popularnością, pewnością siebie, spełnieniem marzeń, nie seksownym męskim ciałem. 

Haven od pierwszej strony kojarzyła mi się z Bellą, więc od razu było wiadomo, że przyjaźni z tego nie będzie. Haven jest o wiele lepiej napisana, ale coś w jej sposobie patrzenia na świat trąciło mi panną Swan. Na szczęście pozostali dwa bohaterowie, Lance i Dante, są o wiele ciekawsi, łatwo ich polubić.
Akcja toczy się dość powoli, ilość dziwnych i niepokojących zdarzeń stopniowo rośnie. Gdyby wydawca nie zdradził mniej więcej połowy tajemnicy na okładce, byłabym bardziej zaintrygowana. Ale tak od początku wiedziałam z czym mamy do czynienia, kim jest Lucian(ciekawa, ale średnio udana postać) i dlaczego tak bardzo ciągnie go do Haven. Nie można jednak odmówić dobrze skonstruowanej i przemyślanej fabuły, nawet jeśli po części składa się ona z kalek.
W pewnym momencie historia zaczęła zbaczać w stronę typowego paranormal romance, z trójkątem w tle. Owszem, Autorka postarała się i przynajmniej dwie osoby z tegoż są dobrze scharakteryzowane, a ich uczucie unika pułapki instalove, ale nadal to trójkąt. I kiedy już myślałam, że nic więcej ta powieść z siebie nie wykrzesze, dotarłam do 80% kiedy rozpoczyna się wielki finał i moja opinia zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. 
Haven, która powoli dojrzewała przez całą książkę, bierze sprawy w swoje ręce i sama rozprawia się z hordą diabłów. Lance i Dante oczywiście pomagają, ale tylko pomagają. Nikt tu nie wyręcza bohaterki, nie ma księcia na białym koniu. Uwielbiam silne bohaterki, takie które same potrafią o siebie zadbać i nie tylko pozują na twarde, ale takie są, więc Haven od razu zyskała w moich oczach. Dziewczyna potrafi skopać tyłek, a zawdzięcza to tylko swojej ciężkiej pracy. 
Lubię postacie, które się zmieniają, dojrzewają w jakiś sposób. Haven od osoby biernie poddającej się wydarzeniom (tajemnicza książka każe mi biegać piwnicznymi korytarzami, których się boję? Nie chcę, ale idę biegać) dorasta do roli sprawczyni. I nawet kiedy wybiera w końcu właściwego chłopaka, to jest to jej decyzja, a nie splot okoliczności i walorów estetycznych.
Po przeczytaniu czułam jednocześnie przesyt informacji i niedoinformawanie. Żadna z zagadek- książka Haven, pocztówki Lance’a, pochodzenie tej dwójki- nie została wyjaśniona, co mnie jako czytelnika bardzo irytuje. Jednocześnie, dużo, wręcz za dużo, wiem o diabłach. Chwilami szwankowało też prawdopodobieństwo psychologiczne postaci. Do tej pory zachodzę w głowę, czemu Haven posłuchała książki, zwłaszcza że ona sama nie podaje żadnego uzasadnienia.

Z przyjemnością sięgnę po drugi tom przygód Haven, zwłaszcza że akcja toczy się w Nowym Orleanie (który kilka razy zostaje wspomniany, co tylko podsyca ciekawość). Ale tym razem nie będę czytać zapowiedzi wydawcy, bo znowu zepsuje mi frajdę. 

czwartek, 24 stycznia 2013

Piękne Istoty


Obiecuję, że kolejna recenzja nie będzie dotyczyła romansu paranormalnego dla nastolatek. Mimo, że znajduję coraz więcej dobrych książek w tym gatunku, mam ochotę na coś innego. Ale zanim to nastąpi, recenzja Pięknych Istot.


Książka wydawała mi się interesująca z kilku powodów. Dzieje się na południu Stanów, czyli tej części USA, która lubię(nawet Czystą Krew czytałam/oglądałam ze względu na lokalizację). Narratorem jest szesnastoletni chłopak, co stanowi miłą odmianę po wszystkich kobiecych narratorkach. No i nie ma tu wilkołaków ani wampirów, jest za to magia, duchy i tajemnica zza grobu.

Duszne, a może wręcz duszące miasteczko na Południu, gdzie ludzie nadal wspominają wojnę secesyjną. Szalone ciotki, tajemnicze przejścia, wyprawa na bagna o północy. Klasyczna fabuła o rycerzu, który musi uratować piękną, ale przeklętą damę. Wszystko to powodowało przyjemne mrówki pełzające po kręgosłupie. Autorki potrafią pisać, niektóre z pozoru normalne sceny stają się pod ich piórem przerażające(wizyta pani Lincoln!). Ravenwood Manor wskoczyło na listę moich ulubionych zaczarowanych domów. No i biblioteka. Powieść w której pojawia się starożytna podziemna biblioteka ma u mnie automatycznie pół gwiazdki więcej.

Większość bohaterów jest sympatyczna, a ci niesympatyczni są naprawdę dobrze opisani. Ethana polubiłam od razu, jest sympatyczny, inteligentny i jest dobrym, choć nie do końca godnym zaufania, narratorem. Mam wrażenie, że jego portret Gaitlin nie do końca jest prawdziwy, a miasteczko zamieszkują nie tylko wredni i ograniczeni ludzie. Lena jako cierpiąca i mroczna była nieco mniej strawna, ale starała się. Niestety, bohaterowie niemagiczni są już dużo gorzej poprowadzeni, poza Linkiem, który jako przyjaciel głównego bohatera ma swoje pięć minut.
Powieść cierpi na syndrom nieobecnych rodziców, usprawiedliwiony co prawda, głównym bohaterom został jeden rodzic. I nawet kiedy ojciec Ethana wkracza na scenę, to tylko na chwilę i bez wpływu na wydarzenia.

W Pięknych Istotach bohaterowie zadają ważne pytania- o wolną wolę, naturę przeznaczenia i siłę uczucia. Na ich losy wpływa przeszłość- decyzje ludzi żyjących wieki temu. Ethan wierzy, że z przeznaczeniem można walczyć, można nawet wygrać. Mówiąc o miłości, nikt nie cytuje Romea i Julii ani Wichrowych Wzgórz.

Pięknym istotom bardzo szkodzi brak zdecydowania o czym ma być ta książka. Czy ma to być romans paranormalny? Powieść historyczna? Historia dojrzewania Ethana w małomiasteczkowej rzeczywistości? Od naprawdę uroczej pierwszej miłości przeskakujemy do rodzinnej tajemnicy sprzed stu lat, potem do nawiedzonego domu, a na końcu na spotkanie dyscyplinarne w szkole. Elementy nie pasują do siebie, nie tworzą całości, przez co książka wydaje się płytka. Co więcej, zdarza się, że ważne wydarzenie nie ma żadnych konsekwencji, jak próba samobójcza ojca. Nie wszystko da się wytłumaczyć „nikt mi nic nie mówi”.

Cierpi na tym zwłaszcza magia. Czuć, że jest tam coś więcej, że gdzieś tam czają się smakowite szczegóły, ale nie opisano tego, a ja nie mam zamiaru się domyślać. Skoro Macon nie jest Obdarzonym, dlaczego może czarować? Dlaczego każdy oprócz magii ma swój specjalny Dar? Jakim cudem Larkin tak długo zdołał oszukiwać wszystkich? Dobra iluzja to przecież nie wszystko, są jeszcze zmiany w osobowości. Ridley nie umiała ukryć swojej prawdziwej natury, jak jemu to się udało? I co się wydarzyło w finale?
To znaczy, wiem co się stało z Ethanem, Maconem etc. ale nie mam pojęcia gdzie się podziali ci źli.

Czy polecam? Tak, jeśli macie ochotę na romans, który dzieje się gdzieś, nie w zwyczajowej szkole z internatem, albo równie mało scharakteryzowanym mieście. Gaitlin jest bohaterem Pięknych Istot tak samo jak Ethan czy Macon. Książka zadaje trudne i ważne pytania, wychodzi z szuflady z romansami dla nastolatek. Czyta się ją naprawdę dobrze, ale zakończenie i "płytkość" powodują, że nie mam ochoty na kolejny tom z serii. Może w wakacje?

Ps. Twórcom filmu gratuluję zdradzenia jednego z najważniejszych zwrotów akcji już w zwiastunie i na plakatach.