Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymieszane uczucia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymieszane uczucia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wszystko zostaje w rodzinie, albo problematyczna recenzja


W tej części jest więcej dobrych rzeczy i więcej problemów. Zacznę od dobrych, a na problematycznych skupię się później. Przyznam, że nadal mam nadzieję, mimo że książką dwa razy rzucałam o ścianę.

Zamiast oryginalnej okładki, która podoba mi się średnio. Grafika STĄD
 W czwartym tomie jest więcej historii. Co prawda, trzeba odczekać by się rozkręciła, to jednak romans i uczucia są najważniejsze, ale jest i kiedy rusza, to z kopyta. W dodatku sekwencje akcji należą do najlepiej napisanych i czyta je się bardzo przyjemnie (i ta scena z iluzjami). Jasne, większość tego już gdzieś była, ale to mi nie przeszkadzało. Do tej pory mam mieszane uczucia co do pokazania w powieści przemocy seksualnej, dlatego nie policzę tego ani na plus, ani na minus.

piątek, 10 stycznia 2014

Biuro kotów znalezionych


Mamy dwa koty, oba „z odzysku”. Tytusa wzięliśmy z domu tymczasowego, Horacego Mąż przywiózł z lasu. Oba były niespodzianką i choć są dni, kiedy uważam ich za parę drani, to nie oddałabym żadnego. Dlatego książki o tematyce kociej, zwłaszcza dotyczące domów tymczasowych i kotów wolnożyjących, bardzo mnie ciekawią.

sobota, 9 listopada 2013

Prawdziwi mężczyźni rozmawiają tylko na tematy techniczne


W ramach promocji na publio.pl kupiłam kilka książek, wśród nich 2586 kroków Andrzeja Pilipiuka. O ile powieści tego Autora nie lubię, to opowiadania zazwyczaj mi się podobają, a to podobno najlepszy zbiór.
Przeczytałam i zgadzam się, to jest najlepsze, co tego Autora czytałam. Co nie znaczy, że mi się wszystko podobało.


Niektóre opowiadania są naprawdę dobre. Tytułowe 2586 kroków i jego kontynuacja, Wieczorne dzwony podobały mi się najbardziej. Były odpowiednio straszne, miały swój urok i tajemnicę, bohater się rozwijał. Zdziwiłam się, że Andrzej Pilipiuk potrafi tak pisać. Podobało mi się też Mars 1899, chociaż było dość przewidywalne, a czytelnik zostaje zalany masą naukowego i pseudonaukowego słownictwa. Niemniej jednak puenta, czemu na Marsie nie ma życia, bardzo mi się podobała. Wiedźma Monika też była ciekawa, choć od początku można było się domyślić, jak się ta historia skończy.