Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po angielsku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po angielsku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 października 2015

I never believed in ghosts. Until one tried to kill me- Kami Garcia Unbreakable

Unbreakable jest reklamowane hasłem Supernatural meets The Da Vinci Code, które po pierwsze jest nieprawdą, po drugie może odstraszać czytelników. Moim zdanie, tylko pierwsza część hasła jest prawdziwa, więc jeśli lubicie serial i szukacie szybkiej, lekkiej lektury, powinno się Wam spodobać.


piątek, 24 lipca 2015

Nie oceniaj książki po okładce, recenzja Eva Darrows The awesome

The Awesome zaczyna tak samo jak Coś do stracenia. Bohaterka ma dość bycia dziewicą i postanawia zająć się problemem. Tylko, że Maggie ma siedemnaście lat i poluje na potwory, a pozbycie się big V-card pozwoli jej polować na wampiry (w tym świecie wampiry dostają fioła czując krew dziewicy). Maggie zatem ma genialny plan, uda się na imprezę, wyhaczy jakiegoś gościa i pozbędzie się problemu.
Oczywiście, plan nie wypala.

środa, 22 lipca 2015

Nie powinnam czytać fluffu


Założenie książek, które ja nazywam fluffem albo bezami, jest dostarczenie rozrywki, szybszego bicia serca i happy endu. Założenie gatunku New Adult to pisanie o i dla kończących studia młodych ludziach. Wszystko razem powinno stanowić smakowitą lekturę, w sam raz na letnie popołudnia.

piątek, 30 stycznia 2015

Dobre urban fantasy nie jest złe (ale byłoby lepsze gdyby było po polsku)

Jeśli zastanawialiście się, czym zajmuje się Mira Grant, kiedy nie pisze o apokalipsie zombie albo nowych wirusach, to wiedzcie, że zajmuje się wtedy wróżkami w San Francisco.
Używam słowa wróżki, ponieważ elfy kojarzą mi się zbyt tolkienowsko. Mało który bohater serii o October jest nieludzko piękny i mądry. Oraz, recenzja zawiera spoilery.


Seria o October Daye w tej chwili ma osiem tomów, a według Goodreads zaplanowano trzynaście. Główną bohaterką jest October Daye, changeling w służbie lokalnego księcia, która po czternastu latach wraca do San Francisco i stara się znaleźć miejsce dla siebie. Klasycznie, Toby staje się prywatnym detektywem, ale równie często musi zajmować się oficjalnymi sprawami zleconymi przez księcia.
Wszystkie tomy mają ciekawe, przemyślane fabuły. Pierwszy był najbardziej schematyczny, ale na tyle świeży i dobrze napisany, że przyjemnie się czytało. Drugi, zawierający między innymi wróżkową korporację informatyczną, czytało się jeszcze lepiej. A od trzeciego chwilami nie mogłam się oderwać. Podoba mi się postęp w pokazywaniu świata. Rosemary and rue daje czytelnikowi ogólny obraz i skupia na sytuacji życiowej Toby. Po lekturze wiemy kim jest i skąd się wzięła. W A local habitation dostajemy szerszy obraz świata, trochę polityki oraz struktury społecznej faerie, ich największe problemy cywilizacyjne. Trzeci zajmuje się mitami, oraz pokazuje powiązania między poznanymi już bohaterami, gdzieś tam majaczy większa intryga dotycząca pochodzenia Toby.
Świat przedstawiony w serii jest ciekawy, bogaty, a odkrywanie go stanowi wielką frajdę. Autorce udało się połączyć współczesne miasto z feudalnymi państwami fae tak, że całość nie zgrzyta. Wróżki mogą albo żyć w naszym świecie i pracować, albo przebywać tylko w Summerlands. Seria łączy różne folklory, kilka ważniejszych postaci ma japońskie korzenie, ale nie czuć w tym wysiłku. Przyznam, że nawet kiedy byłam mocno zirytowana poczynaniami bohaterki, czytałam dalej dla świata.
Bardzo podoba mi się jak wiele różnych osób ma w swoim otoczeniu Toby i jak wiele typów relacji zawiązuje. W przeczytanych przeze mnie trzech tomach October powoli zbiera sojuszników (i kilku wrogów. I nie zawsze są to potężne istoty, którym panna Daye nadepnęła na odcisk. Część z nich ma żal, że nie uratowała/nie pomogła im albo ich bliskim gdy prosili o pomoc). Sylvester Torquill, który troszczy się o October jako jej senior, stał się jednym z moich ulubionych postaci drugoplanowych we wszystkich seriach urban fantasy. Jestem też wielką fanką Spike’a, różanego goblina.  
Brak też częstego w urban fantasy schematu „bohaterka kontra reszta kobiet”. Toby ma przyjaciółki, a większość kobiet w swoim otoczeniu traktuje przyjaźnie. Większość mężczyzn zresztą też. No i mimo feudalnej organizacji społeczeństwa, nikt nigdy nie próbował dyskryminować Toby ze względu na płeć. O ile wróżki są rasistowskie, nie są seksistowskie.
Jeśli ktoś bardzo lubi wątki romantyczne, pierwszy tom może go zwieść. October porządkuje w nim swoje życie i nie romanse jej w głowie, poznamy tylko przyszłego-niedoszłego kochanka bohaterki. Od drugiego coś zaczyna się rysować, ale Autorka nie spieszy się, dzięki czemu możemy poznać stosunki między bohaterami i obserwować rozwój relacji. W trzecim da się na końcu wyczuć lekki smrodek trójkąta miłosnego, ale nie uczucie nie spada na nikogo jak grom z jasnego nieba, nie ma krzyżujących się spojrzeń w Sali balowej/od biologii.
Czy w takim razie to seria bez wad? Oczywiście, nie. October jest irytująca. Są bohaterowie, jak Teodor Szacki, którzy mimo że wkurzający, budzą jednak moją sympatię. Toby do nich nie należy, najchętniej potrząsnęłabym nią porządnie i kazała się ogarnąć. Przez większość czasu panna Daye tylko reaguje na wydarzenia, nie potrafi przewidzieć rozwoju sytuacji (a zarabia na życie jako detektyw!). Od głównej bohaterki wymagam inicjatywy. Poza tym, bohaterka czasami denerwuje się dość przypadkowymi rzeczami albo takimi, które są charakterystyczne dla wróżek (jak mówienie zagadkami).
Wkurzają powtórzenia. Rozumiem, że w każdym tomie trzeba zawrzeć te same informacje dla nowych czytelników, ale naprawdę uważam za zbędne przypominanie mi pewnych reguł po dwadzieścia razy w jednym tomie. Toby ma też irytującą tendencję do biegania w tę i we wtę by rozwiązać sprawę. Drugi tom był pod tym względem najlepszy, bo dział się właściwie w jednym budynku, więc nie biegała zbyt daleko. Za to trzeci był klasycznym wręcz przykładem „O jedną podróż za daleko” i, moim zdaniem, An artificial night powinno się zakończyć na scenie nawiązującej do Tam Lina. Ostatnia wyprawa Toby do świata Ślepego Michaela była pozbawiona dramatyzmu i stawiała pod znakiem zapytania poświęcenie przyjaciół Toby.
Polecam i bardzo żałuję, że serii nie ma po polsku. Bo to kawałek  świetnie pomyślanego, dobrze napisanego urban fantasy. Do ideału trochę mu brakuje, ale czyta się świetnie. Przynajmniej pierwsze trzy tomy, które miałam okazję przeczytać takie były.

czwartek, 4 grudnia 2014

Anne Rice Książę Lestat

Wpis zawiera spoilery, bo inaczej się nie dało. Jeśli chcesz ich uniknąć, albo nie masz czasu na czytanie długiego wywodu, ostatni akapit to bezspoilerowa ocena powieści (zaczyna się pod obrazkiem Claudii).

Wampirze kroniki to dla mnie bardzo ważna seria i kawał życia. Przeczytałam wszystkie tomy, niektóre po kilka razy. Nawet kiedy fabuła mnie rozczarowywała, czytałam dalej ze względu na język. Kiedy dostałam w ręce Księcia Lestata byłam przekonana, że czekają mnie dwa dni wyśmienitej, choć może nienajlepszej, lektury. Po tygodniu męczarni udało mi się wreszcie powieść skończyć.

Źródło z którego pochodzą wszystkie wykorzystane we wpisie obrazki, chyba że podano inaczej

wtorek, 26 sierpnia 2014

Przegląd końca świata- nawet jeśli nie lubisz zombie, powinieneś to przeczytać.

Tym razem spróbowałam bez spoilerów co do wydarzeń. Bo ciężko pisać o genialności świata przedstawionego bez odwoływania się do przykładów. Spoilerogenne cytaty z książek są po angielsku.

Jak zapewne wszyscy wiedzą, bo mówię to często, nie lubię utworów o zombie. Ze wszystkich fikcyjnych
potworów budzą we mnie najmniejszą ciekawość i sympatię, nieważne czy mowa o tradycyjnym wariancie czy bardziej współczesnym. Obejrzałam „Noc żywych trupów” i „Warm bodies”, wysłuchałam „The walking dead”, przeczytałam „Zombie survival guide”, a nawet „Lord John i plaga zombie”. O hordach nieumarłych plączących się po rozmaitych grach nie wspomnę, każde szanujące się MMO ma chyba takie na stanie (najciekawiej rozegrane chyba w World of Warcraft). Uznaję zatem, że próbowałam i się nie udało, nie moja bajka, zostaję przy wampirach i reszcie.

piątek, 22 sierpnia 2014

Leigh Bardugo Grisha Trylogy

Tak wiem, trochę mnie tu nie było. Powiedzmy, że miałam wyjątkowo ciężki sierpień. To nie znaczy, że nie czytałam, czytałam mnóstwo, tylko nie miałam ochoty ani energii by podzielić się wrażeniami ze światem.
Recenzja zawiera spoilery drugiego i trzeciego tomu Trylogii Grisha. Jeśli chcesz je ominąć, a jednak ciekawi Cię moja opinia, przejdź od razu do ostatniego akapitu.

Oryginalne okładki są piękne i doskonale wpisują się w klimat

niedziela, 18 maja 2014

Maraton czytelniczy


Jestem wyjątkowo niesystematycznym czytelnikiem. Czasami czytam książkę dziennie, czasami męczę jedną przez tydzień. Ostatnio nie mogłam się zdecydować, co chcę czytać. Kiedy na GR zauważyłam, że w statusie „currently reading” mam siedem książek, musiałam coś z tym zrobić. I wtedy ktoś na YT wspomniał o Bout of books.
Ten maraton nie miał zbyt wielu zasad, chodzi o to, by przeczytać więcej książek niż zazwyczaj w ciągu siedmiu dni. Ja wybrałam trzy z siedmiu zalegających na półce. Udało mi się przeczytać dwie, może do końca niedzieli dam radę trzeciej, ale szanse są tak małe, że postanowiłam wrzucić podsumowanie już teraz.
Oto wybrane przeze mnie pozycje:


środa, 26 marca 2014

Vicious V.E.Schwab




Victor Vale and Eli Ever started out as college roommates—brilliant, arrogant, lonely boys who recognized the same sharpness and ambition in each other. In their senior year, a shared research interest in adrenaline, near-death experiences, and seemingly supernatural events reveals an intriguing possibility: that under the right conditions, someone could develop extraordinary abilities. But when their thesis moves from the academic to the experimental, things go horribly wrong. Ten years later, Victor breaks out of prison, determined to catch up to his old friend (now foe), aided by a young girl whose reserved nature obscures a stunning ability. Meanwhile, Eli is on a mission to eradicate every other super-powered person that he can find—aside from his sidekick, an enigmatic woman with an unbreakable will. Armed with terrible power on both sides, driven by the memory of betrayal and loss, the archnemeses have set a course for revenge—but who will be left alive at the end?
 opis z goodreads.com. Wszystkie cytaty pochodzą z książki


czwartek, 15 sierpnia 2013

Lisa Renee Jones Scaping reality

At the young age of eighteen, tragedy and a dark secret force Lara to flee all she has known and loves to start a new life. Now years later, with a new identity as Amy, she’s finally dared to believe she is forgotten–even if she cannot forget. But just when she lets down her guard, the ghosts of her past are quick to punish her, forcing her back on the run. On a plane, struggling to face the devastation of losing everything again and starting over, Amy meets Liam Stone, a darkly entrancing recluse billionaire, who is also a brilliant, and famous, prodigy architect. A man who knows what he wants and goes after it. And what he wants is Amy. Refusing to take “no” as an answer, he sweeps her into a passionate affair, pushing her to her erotic limits. He wants to possess her. He makes her want to be possessed. Liam demands everything from her, accepting nothing less. But what if she is too devastated by tragedy to know when he wants more than she should give? And what if there is more to Liam than meets the eyes?


czwartek, 8 sierpnia 2013

This is wrong on so many levels


Nie wiem, co mnie podkusiło. Uznałam, że dam serii o Anicie Blake drugą szansę, mimo, że pierwszy tom nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Czasami tłumaczenie niszczy książkę, postanowiłam, że spróbuję w oryginale. Wybrałam tom na chybił-trafił i zasiadłam do lektury.

grafika z goodreads.com

wtorek, 9 lipca 2013

Juliet Dark The demon lover



 Since accepting a teaching position at remote Fairwick College in upstate New York, Callie McFay has experienced the same disturbingly erotic dream every night: A mist enters her bedroom, then takes the shape of a virile, seductive stranger who proceeds to ravish her in the most toe-curling, wholly satisfying ways possible. Perhaps these dreams are the result of her having written the bestselling book The Sex Lives of Demon Lovers. Callie’s lifelong passion is the intersection of lurid fairy tales and Gothic literature—which is why she’s found herself at Fairwick’s renowned folklore department, living in a once-stately Victorian house that, at first sight, seemed to call her name.
But Callie soon realizes that her dreams are alarmingly real. She has a demon lover—an incubus—and he will seduce her, pleasure her, and eventually suck the very life from her. Then Callie makes another startling discovery: Her incubus is not the only mythical creature in Fairwick. As the tenured witches of the college and the resident fairies in the surrounding woods prepare to cast out the demon, Callie must accomplish something infinitely more difficult—banishing this supernatural lover from her heart.
opis pochodzi ze strony amazon.com
 
Zwlekałam z tą recenzją ile mogłam, ale nadal nie wiem, co sądzę o tej książce i czym mi się podobała czy nie. Pod pewnymi względami, to świetna książka. Pod innymi, niekoniecznie.
Oczywiście, poleciałam na okładkę, która jest piękna i każdym milimetrem krzyczy „powieść młodzieżowa”. Na szczęście, przed lekturą, przeczytałam opis, wiedziałam więc w co się pakuję. Ale inkuby, magia, stare domy i książki? Na pierwszy rzut oka moja idealna letnia lektura.
Powieść ma jeden z najlepiej opisanych i zróżnicowanych światów, na jakie trafiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Autorka spina różne mitologie, tworząc zgrabną całość. Fairwick College to szkoła, do której spokojnie mógłby się zapisać Harry Potter po skończeniu Hogwartu, ale ma w sobie  dużo baśniowej magii. Honeysuckle House to zarazem nawiedzony dom z horroru i magiczny zamek. Samo Fairwick kojarzyło mi się z Amerykańskimi bogami Gaimana.
Historia jest interesująca, wielowątkowa, główna bohaterka całkiem sympatyczna (choć głupia), erotyka magiczna i niepokojąca. Jednak mam wrażenie, że powieść wymknęła się Autorce spod kontroli i za dużo tu wszystkiego. Mamy tu: romans z inkubem, odkrywanie magicznej społeczności, rodzinną klątwę, wampiry, wróżki, nawiedzony dom, zaginione manuskrypty, tajemnicze monstrum atakujące studentów, poszukiwanie własnego miejsca na ziemi, oszustwo literacie… uff. W rezultacie główny wątek, romans Callie z inkubem, ginie w masie pobocznych historii. Niektóre zaś są szyte zbyt grubymi nićmi, czytelnik szybko może się domyślić o co chodzi i czyta dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony nieudolnością bohaterki.
 Inne są zbyt słabo zarysowane, albo nie mają zakończenia. Przez pół książki Callie szuka sposobu na zdjęcie z jednej uczennic klątwy. Pod koniec książki zdobywa wreszcie antidotum, ale nie używa go przed zakończeniem akcji. Podobnie jest z trójkątem Fiona- Callie- inkub, niby zarysowanym, ale później nic się nie dzieje. W rezultacie skończyłam lekturę mocno nieusatysfakcjonowana, a w trakcie byłam chwilami bardzo znudzona.
Mimo wad, z chęcią przeczytam drugi tom The water witch. Po cichu liczę, że tym razem Autorce lepiej pójdzie ogarnięcie fabuły, oraz decyzja co chce napisać. Podobał mi się klimat i większość bohaterów drugoplanowych.

czwartek, 20 czerwca 2013

Lady of Devices Shelley Adina


Okazuje się, że można napisać bohaterkę, która jest dzielna, potrafi o siebie zadbać i nie boi się komuś przyłożyć. I która nie zakochuje się w nikim przez cały tom. Co zadziwiające, takie damy najczęściej noszą gorsety i kilka halek. Tak jakby autorom łatwiej było wyobrazić sobie bojową piękność z londyńskiej socjety, niż współczesną nastolatkę (jedna Katniss czy Dru nie czynią żadnej pory roku).
Lady Claire Trevelyan jest właśnie taką postacią. Claire ma osiemnaście lat, dopiero co  skończyła szkołę i marzy o studiowaniu inżynierii. Jej matka ma zgoła inne plany, córka ma w trakcie Sezonu w Londynie znaleźć odpowiedniego kandydata i zaręczyć się przed jesienią. Plany jednej i marzenia drugiej zostają zniszczone, kiedy wicehrabia St.Ives, ojciec Claire, bankrutuje i popełnia samobójstwo. Pozostawione same sobie, panie muszą sobie radzić. Kiedy Claire zostaje sama w Londynie by dopilnować sprzedaży domu, uznaje to za swoją wielką szansę na znalezienie pracy i zebranie pieniędzy na studia. I tak jakoś przypadkiem staje się przywódczynią gangu.
Książkę czyta się szybko i łatwo, kiedy już oswoimy się z całym steampunkowym słownictwem. Nie ma go dużo, a Autorka nie zarzuca czytelnika opisami niezwykłych wynalazków, pokazuje codzienne przedmioty. Dużo się dzieje, wydarzenie goni wydarzenie, jest dużo humoru. Zdziwił mnie nagły koniec książki, chociaż w pewnym sensie był on logiczny (bohaterka dokonała ważnego wyboru). Jednak Autorka wrzuciła Claire w sytuację niemal bez wyjścia, z przyjemnością przeczytam kolejny tom, żeby dowiedzieć się, jak ona z tego wybrnie.
Owszem, czasem ciężko uwierzyć w niektóre wypadki, a fabuła ociera się o absurd. Dopóki człowiek nie przypomni sobie, że Claire ma dopiero osiemnaście lat i praktycznie nie zna świata, więc ma prawo do błędów i szalonych decyzji. Osoba starsza i bardziej doświadczona raczej nie szłaby ciemną nocą w zaułki Londynu by odzyskać skradzione dobra.
Bohaterowie drugoplanowi są wyraziści, choć typowi. Mamy tu wredne koleżanki z klasy, bandę uliczników, którzy wcale nie są tacy źli, lorda-drania, rozmarzonego naukowca, związaną konwencjami matkę oraz dobrych i mądrych służących. Ważną postacią jest kura Rosie, źródło jedzenia oraz więzi między bohaterami.
Zdziwił mnie, pozytywnie!, brak wątku romantycznego. Niby coś tam się kluje, ale bardzo delikatnie. Podobało mi się jak zdroworozsądkowo reaguje Claire. Owszem, lord Selwyn jest przystojny i bogaty, ale zachowuje się impertynencko i bohaterka wcale nie czuje do niego mięty.
Czy polecam? Polecam jak najbardziej. Zwłaszcza, że pierwszy tom w formie ebooka kosztuje na Amazonie mniej niż dolara (tutaj LINK).