niedziela, 3 lutego 2013

Karina Halle Darkhouse




Z Perry Palomino zawsze było coś nie tak. Chociaż zmaga się z kryzysem wieku młodego oraz syndromem po-studenckim jak każda inna dziewczyna w jej wieku, nie można jej nazwać normalną. Po pierwsze, Perry ma przeszłość, którą najchętniej bym wymazała, po drugie, widzi duchy. Szczęśliwie, to wszystko okazuje się bardzo przydatne, gdy wpada na Dexa Foraya, ekscentrycznego producenta webowej serii o pogromcach duchów. Mimo że budżet serii właściwie nie istnieje, a Dex to irytująca zagadka, Perry daje się wciągnąć do świata, który uwodzi poczuciem własnej wartości i grozi śmiercią. Nawiedzona latarnia jej wuja staje się tłem dla tajemnicy, która zagraża poczytalności Perry i sprawia, że ufa ona człowiekowi, który, jak najbardziej niebezpieczne duchy, może nie być tym, za kogo się podaje. 

Nie czytuję horrorów.
Mam nadpobudliwą wyobraźnię, która sprawia, że coś co dla innych jest filmem z dreszczykiem, mi funduje ze dwie bezsenne noce. No chyba, że to jest film o wampirach, ale o tym napiszę innym razem.
Z książkami jest tak samo. Nie czytuję Kinga, ani Mastertona, nie daję rady. Wiktoriańskie opowieści o duchach lubię (poza Poe, Poe mnie przeraża), ale dziś nikt nie uważa ich za horror.
Jednak czasami coś mi padnie na mózg, ściągnęłam sobie Darkhouse (to, że ebook jest za darmo wcale nie było decydującym argumentem).
Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony i nie wypuściła do ostatniej linijki. Głównie z powodu Perry, bohaterki i narratorki. Dawno nie spotkałam tak sympatycznej, silnej bohaterki. Perry skończyła studia, ale z powodu kryzysu mieszka z rodzicami. Pracuje jako recepcjonistka- nie jest to jej wymarzona praca, ale czuje, że nie powinna marudzić, skoro inni mają gorzej. Ma piętnastoletnią siostrę- blogerkę, która według Perry już osiągnęła więcej w życiu. Jest jeszcze przeszłość, o której mówi niechętnie, ale szczerze. Z przyjemnością czytałam wewnętrzne monologi Perry. I chociaż czasem to co dla mnie oczywiste, ona łapała po kilkunastu stronach, nie czułam irytacji.
Historia ducha jest odpowiednio straszna, mroczna i niedopowiedziana. Czy jest straszna? Dla mnie tak, ale był to raczej przyjemny dreszczyk a nie zimne dreszcze ze strachu(poza scenami na początku, oj, tam było strasznie). Początkowo Perry podchodzi do wszystkiego dość beztrosko, ostatecznie mamy XXI wiek, w kieszeni telefon z latarką, więc czego się bać? Okazuje się jednak, że latarka z komórki to za mało by rozświetlić noc, w pobliżu znanych miejsc czają się demony, a połączenie może odebrać ktoś inny.
Pierwsza połowa powieści jest bardzo dobra, potem coś się psuje. Przykro mówić, ale nie czytałam finału siedząc na krawędzi krzesła, obgryzając paznokcie. Tak czytałam pierwszą połowę. Koniec zaś czytałam już spokojnie, zastanawiając się, jak Perry dotrze na tę ważną rozmowę z działem HR.
Smaczku powieści dodają nawiązania do filmu Vertigo Hitchcocka. Oraz Dex. Pan Foray należy do tej szarej strefy bohaterów, z którymi nie wiadomo czy są naprawdę bohaterami czy też nie (jak Nicole Kidman w Innych czy Bruce Willis w Szóstym Zmyśle). Nawiązania do Hitchcocka dodatkowo mieszały mi w głowie i do końca nie wiedziałam co myśleć. Lubię, kiedy książka tak na mnie działa.
Czy polecam? Gorąco! Wstawiam nawet linka do strony Amazonu.
Czy będę dalej czytać serię? Zapewne za jakieś pół roku skuszę się na kolejny tom. Chwilowo mam dość strasznych historii.

1 komentarze: