Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2015

Nie powinnam czytać fluffu


Założenie książek, które ja nazywam fluffem albo bezami, jest dostarczenie rozrywki, szybszego bicia serca i happy endu. Założenie gatunku New Adult to pisanie o i dla kończących studia młodych ludziach. Wszystko razem powinno stanowić smakowitą lekturę, w sam raz na letnie popołudnia.

wtorek, 5 marca 2013

Ni pies ni wydra, czyli co tu robią wampiry?


Pierwszy tom trylogii znanej amerykańskiej pisarki, Melissy de La Cruz, autorska wizja współczesnych wampirów żyjących pomiędzy normalnymi śmiertelnikami. Połączenie gotyckiego horroru i powieści obyczajowej z kryminalnym wątkiem. 
cytat z opisu powieści na Lubimyczytac.pl


Ani to horror ani powieść obyczajowa ani kryminał. No, chyba że na poziomie telenoweli. Trylogią też przestało dawno być, jest serią.
Czytając, miałam skojarzenia z Plotkarą pomieszaną z filmami z serii Czy boisz się ciemności? Z jednej strony mamy zbrodnie w klubie, tajemnicze zachowania jednej z bohaterek, z drugiej opisy jak z sesji zdjęciowej Cosmo. Nie wystarczy napisać, ze Bliss nosi mini w czerwone paski, dostajemy dokładną informację jaki projektant tę spódniczkę popełnił.
Sam pomysł jest ciekawy, oto na Manhattanie żyje grupa upadłych aniołów. Od wieków reinkarnują się, starając się odzyskać łaskę Boga. Jak chcą to zrobić nie do końca wiem, zdaje się, że dzięki życiu zgodnie z zasadami i wspieraniu ludzkiej sztuki. 
Sama intryga nie powala. Autorka niektóre zagadki, choćby dlaczego tylko Jack widzi Schuyler we wspomnieniach z przeszłego życia, wyjaśnia zbyt wcześnie, innych nie wyjaśnia do samego końca. Pewne wątki nie mają większego sensu, sesja zdjęciowa pojawiła się chyba tylko dlatego, że Autorka pracuje jako dziennikarka modowa.
Błękitnokrwistym brakuje dramaturgii i tempa. I dobrego edytora, który skróciłby sceny niepotrzebne, zasugerował wydłużenie tych ważnych i dorzucił więcej treści.
Bohaterowie powieści są dość płascy, jak na wielowiekowe potężne istoty. Większość wpisuje się w stereotypowe role znane z powieści dla młodzieży. Mamy tu wredną królową szkoły, nową dziewczynę, gotkę. Tak jak w Plotkarze, do relacji między nastolatkami wtrącają się dorośli. Smaczku dodaje niezdrowa fascynacja Mimi bratem, ale to też już było, a Mimi nie dorasta Kathryn Merteuil do pięt.
Główny amant, Jack miał być chyba tajemniczy i seksowny, ale dla mnie był irytujący. Te jego nagle zmiany nastroju, wypowiedzi „a ja coś wiem, ale nie powiem”, pasywny charakter. Widać, jestem już w wieku, kiedy facet rzucający się dla zabawy pod koła taksówki mi nie imponuje.
Powieści największą krzywdę wyrządził styl autorki. I wciśnięcie w to wszystko wampirów, ale o tym za chwilę.
Melissa de la Cruz bardzo starała się by powieść była... ładna, jak Vogue czy Glamour. I jest pisana podobnie jak artykuły w tych pismach, albo streszczenia odcinków seriali. Mamy dokładne info co kto nosi i jakie przedmioty trzyma w domu. Oraz jaki samochód prowadzi, i ile kosztował wózek dla dziecka, który pcha niania po drugiej stronie ulicy. Jeśli to jakie ubrania nosi bohater miało mi powiedzieć coś o jego osobowości, to pomysł się nie sprawdził.
Nawet najbardziej straszne elementy powieści starają się być ładne, sterylne. Potwór atakujący bohaterkę jest tylko cieniem, który nie uronił w szamotaninie ani kropli krwi. Bohater, który musi zaspokoić nagły potworny głód krwi, udaje się do lodówki, gdzie wyjada całe mięso przygotowane na steki. Klimat grozy? Gdzie?
Pomysł z upadłymi aniołami podobał mi się, ale czemu Autorka zrobiła z nich wampiry? Tym bardziej, że wampiryzm postaci nic nie wnosi(a nie przepraszam, bohaterowie mają ramiona pokryte tatuażami-siecią żył). Nie upieram się, że każdy wampir musi mieć problemy egzystencjalne na poziomie Louisa, ale może minuta zadumy nad stosunkiem do ludzkości? 
Autorka próbuje jakoś wytłumaczyć czemu upadłe anioły nazywa wampirami, ale mnie to nie przekonuje. Ba, nie sądzę by przekonało kogokolwiek, kto choć raz czytał jakąś definicję. 
Sądzę, że dorzucono bohaterom kły i pragnienie krwi by dotrzeć do większej grupy czytelników. Błękitnokrwiści zostali wydani w 2008 roku, w trakcie Zmierzchomanii. 

Czy polecam? Nie polecam. Ale mam całą trylogię, więc przeczytam. Tym bardziej, że wydanie ładne.

czwartek, 1 listopada 2012

Tammara Webber Easy


Przepraszam, jeśli recenzja jest chaotyczna.
Są książki, które podobają się mojemu rozumowi, ale pozostawiają serce obojętnym. Czytam, czerpię przyjemność z lektury, ale fabuła nie śni mi się po nocach.
Easy nie jest jedną z tych książek.
źródło: goodreads.com

Jest natomiast powieścią, którą każda dziewczyna czy kobieta powinna przeczytać. Obowiązkowo. Mam nadzieję, że ktoś wyda ją w Polsce. Dawno nie czytałam powieści z tak mocnym i ważnym przesłaniem.
Powieść zaczyna się bardzo mocno- główna bohaterka zostaje niemal zgwałcona, a z opresji ratuje ją tajemniczy chłopak. Przyznam, że zastanawiałam się, jak Autorka poradzi sobie z tak delikatnym tematem. I z przyjemnością napiszę, że zrobiła to świetnie. Easy pokazuje nie tylko jak ofiara dochodzi do siebie, ale jak reaguje rodzina czy społeczność. Bez zbędnego romantyzmu czy roztkliwiania się, za to z duża dozą prawdopodobieństwa. Koledzy Bucka nie bardzo chcą uwierzyć w to co zrobił. Jackie nie od razu jest w stanie opowiedzieć o wszystkim. A Lucas musi sobie poradzić z traumami z przeszłości.
Mimo tak poważnego tematu, powieść nie nuży, ani nie nudzi, a oprócz problemów są w niej także lżejsze fragmenty. Tammara Webber pisze naprawdę dobrze, połykałam kolejne strony ciekawa co dalej. Bohaterowie są w większości sympatyczni, a ich działania sensowne i wynikające z charakterów. Jedynie Buck jest zły od początku do końca. Jackie w trakcie powieści dojrzewa, zaczyna rozumieć czego chce od innych i od życia. Paradoksalnie, wszystkie złe rzeczy które ją spotykają, sprawiają, że szczęśliwe zakończenie jest możliwe.
Ta książka sprawiła, że miałam łzy w oczach, że miałam ochotę komuś przywalić, oraz niemal wzniosłam triumfalny okrzyk.  Kiedy ten dupek dalej nachodził Jackie było mi źle. Kiedy zrobił krzywdę innej dziewczynie, a wszyscy martwili się jego reputacja i bractwa, miałam ochotę komuś przywalić(najchętniej jemu). Kiedy przewodnicząca bractwa wygłosiła przemowę o gwałcie chciałam przybić jej piątkę. A kiedy przyjaciółki Jackie  wymyśliły Operację Faza Złego Chłopca nieźle się uśmiałam. 

A przesłanie? Bardzo proste. To nie jest Twoja wina. Nieważne, jak byłaś ubrana. Nieważne, czy jesteś dziewicą czy nie. Nieważne czy poszłaś z nim do pokoju. Nieważne, czy wcześniej go pocałowałaś, czy to Twój znajomy czy chłopak. Jeśli powiedziałaś nie, albo nie jesteś w stanie powiedzieć tak, to winny jest on. I tylko on. I nie daj sobie wmówić nic innego.
Przeczytajcie tę książkę! Koniecznie!

czwartek, 21 lipca 2011

Primavera

 

Czytając Primaverę nie mogłam się powstrzymać od porównywania jej do Łabędzi Leonarda, ten sam okres historyczny, ten sam kraj, a główną bohaterką jest młodsza, niedoceniania córka, pojawia się też obraz. Primavera jednak przegrywa z książką Karen Essex zarówno pod względem fabuły, jak i bohaterów.
Historię opowiada czternastoletnia Lorenza Pazzi, zwana Florą, najmłodsza córka, dziecko niechciane, której miłość okazuje tylko babka. Świat Flory ogranicza się do ogrodu i kuchni, pomocy rodzinie i generalnie służby, oraz marzeń. Dziewczynka ze wszystkich sił stara się być przydatna w nadziei, że rodzice zaczną zwracać na nią uwagę. Jej starania docenia jedynie babka, oraz jeden z braci.