![]() |
| Dalej będą spoilery, macie ostatnią szansę by uciec. Wszystkie cytaty z odcinka, wszystkie obrazki z radiotimes.com |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doktor Who. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doktor Who. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 września 2015
środa, 8 maja 2013
Dobrze, że to nie barszcz, czyli dwie książki i jeden serial
Annathea
20:06
No comments
Dzień 7 -
Książka, przez którą trudno przebrnąć
Oczywistym
wyborem są książki Tolkiena, poza Trylogią i Hobbitem. Posiadam i Niedokończone
opowieści i Silmarillion, niestety, nie udało mi się ich przeczytać. Ale nie
lubię oczywistości.
Bardzo ciężko
czytało mi się Połowę Nocy, chwilami lektura wręcz bolała. Swoje odczucia
przedstawiłam w tej recenzji, więc nie będę się powtarzać. Dodam tylko, że przez
ostatnie dwa lata nie natknęłam się na książkę, która byłaby podobnie męcząca.
Dzień 8 -
Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być
Oj, nie
wiem. Naprawdę. Chyba powieści Eugeniusza Dębskiego, którego uważam za
świetnego pisarza, a wydaje się nieobecny w blogosferze. Co równie dobrze może
oznaczać, że po prostu nie trafiłam na recenzje jego książek.
Bardzo lubię
przewrotne budowanie świata i fabuły, humor obecny w utworach, oraz styl. Nie przeczytałam
wszystkich książek, ale z tych które znam, wszystkie były dobre, a lektura
satysfakcjonująca.
Z dumą zauważam, że obie książki napisali polscy pisarze.
Żeby nie
było monotematycznie, garść moich odczuć z maratonu Doktora Who (powoli
zbliżamy się do mety- bycia na bieżąco). Wczoraj przeżywałam odejście Pondów. Odcinek,
który mógł być wspaniały- książka w której zapisano przyszłość, Anioły, Nowy
Jork z lat trzydziestych, River Song- rozczarował niestety. A może ja się za
bardzo przyzwyczaiłam, że finałowe odcinki Doktora łapią mnie za gardło i
ściskają serce?
Cały odcinek
kręci się wokół Rory’ego, który najpierw jest damą w opałach, a potem bohaterem
i twórcą rozwiązania problemu, co nieźle oddaje drogę tej postaci w serialu.
Przykro mi, że go nie więcej nie zobaczę, chociaż za Amy tęsknić nie będę. Cała
scena na cmentarzu, choć dobrze zagrana, nie miała takiego ładunku emocjonalnego
jak rozstanie z Donną czy Rose.
![]() |
| Uśmiechający się Anioł jest bardziej przerażający niż szczerzący kły |
![]() |
| Najważniejsze zdanie w tym odcinku |
sobota, 27 kwietnia 2013
Znowu będzie o Doktorze
Annathea
14:54
No comments
Niestety, drogi Internecie, koleżanka
nadal jest na urlopie, więc będziesz musiał przecierpieć kolejną
porcję zachwytów nad Doktorem Who. W poniedziałek będzie tu
normalny post książkowy, recenzja Długiej Ziemi, więc jeśli
Doktora nie lubi, zapraszam w poniedziałek.
Wpis został stworzony w piątek, potem zajęłam się szukaniem odpowiednich obrazków i trochę mi to zajęło.
![]() |
| Jest to chyba najbardziej zaobrazkowana notka w historii tego bloga. Ale nie mogłam się powstrzymać. |
Bardziej epicko zakończyć sezonu już
się nie dało chyba. To znaczy, pewnie by się dało, ale ciężko
przebić małą niebieską budkę telefoniczną ciągnącą Ziemię
przez pół Wszechświata. Przez chwilę było tak radośnie i
sympatycznie, że uwierzyłam w szczęśliwe zakończenie. Zresztą, większość je dostała.
Ale wróćmy na chwilę do mojej
ulubionej sceny całego sezonu, z epizodu Forest of the dead.
![]() |
| Potwór odcinkowy zrobił co mu Doktor kazał i po szybkiej lekturze przypomniał sobie, że zostawił czajnik na gazie. W sąsiedniej galaktyce. |
Nie wiem jak Wy, ale mój wewnętrzny
mól książkowy wyciągnął pompony i odtańczył taniec radości.
W ogóle cała historia z biblioteką, w której coś zjadło wszystkich czytelników była bardzo w moim stylu. A że scenariusz napisał Moffat, to znowu się bałam (tym razem ciemności i tego co w niej się czai), ale jakoś mi to nie przeszkadzało.
No a potem... a potem wszyscy poza
Doktorem i Donną dostali szczęśliwe zakończenie. I ja rozumiem,
że tak trzeba, skoro zmieniał się szef projektu i chcieli nowego
Doktora, ale to było tak strasznie niefair! To znaczy bardzo się
cieszę, że Rose dostała co chciała, należało jej się. Ale
związek między Donną i Doktorem był wyjątkowy. W całym tym
zatrzęsieniu zafascynowanych i zakochanych w Doktorze postaci, Donna
jako jedyna zaoferowała prawdziwą przyjaźń. I może dlatego
czwarty sezon tak strasznie mi się podobał, bo odszedł od schematu
Doktor+fanka? W ogóle olał serialowy kanon, że między dwójką bohaterów płci odmiennej musi być napięcie erotyczne.
| A na początku zupełnie nie mogli się dogadać... |
Okazuje się, że do podróży kosmicznych lepiej nadaje się kumpel, nie zakochana laska. Nie trzeba cały czas jej imponować, w razie czego pomoże podjąć trudną decyzję i pilnuje pleców. Ona dzięki niemu stała się lepszym człowiekiem, on nadal mógł wierzyć w ludzkość (która to ludzkość robiła co mogła, by go tej wiary pozbawić). Scena ich rozstania dla mnie smutniejsza niż pożegnanie z Rose.
![]() |
| Nikt nie powinien być zmuszony do wymazywania się z życia przyjaciela. To powinno być jakieś kosmiczne prawo. |
Inna sprawa, że bez Davida Tennanta to
nie byłoby to. Jest tak wiarygodny w roli Doktora i ma tyle uroku,
że ciężko go nie polubić. I jak on paczy! Rzadko zdarza się by
ktoś spojrzeniem przekazywał tyle emocji i robił to tak dobrze.
(Ma to miejsce nie tylko w Doktorze- w Blackpool był w stanie
zmienić typowe instalove w wiarygodny wątek.) Przez niego
uwierzyłam w Doktora- Dziewiątego oglądałam z przyjemnością,
ale bez fajerwerków, Dziesiątego przeżywałam.
![]() |
| przyklad Tennanta paczącego. Obrazek stąd. |
O Jedenastym będzie innym razem. Na razie muszę ochłonąć, inaczej biedakowi może się oberwać bardziej niż zasługuje.
środa, 17 kwietnia 2013
Będąc młodą whomanistką
Annathea
16:40
No comments
Post zawiera spoilery
do trzeciego sezonu Doktora Who. Pewnie wszyscy już dawno widzieli i
zapomnieli, ale gdyby trafiły się takie niedobitki jak ja, lojalnie ostrzegam.
Ja wiem, że jestem daleko za Murzynami, że wszyscy już to
widzieli, a David Tennant nie gra już Doktora. Ale muszę się z kimś podzielić
wrażeniami z wczorajszego seansu, bo pęknę. A mojej ulubionej koleżanki do
takich zwierzeń nie ma dziś w pracy, zatem cierpieć będzie Internet.
Obejrzałam wczoraj cztery odcinki trzeciego sezonu
Doktora Who i jestem zachwycona.
Najpierw obejrzeliśmy „Human Nature” i „Family of blood”,
po których stwierdzam, że uwielbiam Dziesiątego Doktora i nie wiem jak zniosę
przesiadkę na Jedenastego. Strasznie mi się podoba jako zakochany nauczyciel i
kiedy się mści. A zemsta była paskudna, wymierzana z kamienną twarzą. To był
bardzo smutny odcinek.
W historii występuje mała dziewczynka, która, zgodnie z
prawidłami, powinna być najbardziej przerażającą postacią. Nie jest, Jeremy
Baines (w tej roli Harry Lloyd) kradnie cały show. Ten jego psychopatyczny
uśmiech i szaleństwo w oku.
![]() |
| dowód na to, że dorośli też mogą być creepy |
No a potem był „Blink”. Jestem straszliwym strachałem,
naprawdę. Wystarczy, że na ekranie widać ciemny pokój, coś zaszeleści i już się
boję. A w „Blink” mamy opuszczony dom,
bohaterkę chodzącą po nim samotnie nocą, poruszające się rzeźby, znikających
ludzi i tę wredną sztuczkę ze światłem, kiedy żarówka miga, a na ekranie widać
tylko migawki. Siedziałam więc skulona w fotelu, właściwie nie mrugając.
I strasznie mi się podobało.
Mimo, że mało w tym odcinku było Doktora. Można go
spokojnie obejrzeć bez znajomości serialu i bawić równie dobrze.
Mimo, że Moffat starał się mnie przestraszyć i mu się to
udało(no dobrze, to akurat trudne nie jest. Ale mego TŻa też trafiło, więc coś
w tym jest). Ale sposób w jaki to zrobił był genialny- główna bohaterka wygląda
przez okno i widzi kościół ozdobiony dwoma figurami aniołów. Mruga i aniołów
już nie ma. Nie ma, bo stoją na zewnątrz jej okna. Brrr.
![]() |
| wizyta na Powązkach już nigdy nie będzie taka sama. No przez dłuższy czas |
Oczywiście, po takim odcinku nie mogłam tak po prostu pójść
spać, koszmary gwarantowane, więc obejrzeliśmy jeszcze „Utopię” gdzie znowu
pojawił się Jack Harkness, by bezczelnie flirtować z Doktorem we wnętrzu
reaktora. Odcinek zapowiadał się na kolejną sympatyczną przygodę w Dalekim
Kosmosie, by w ostatniej części skręcić fabularnie tak, że musiałam podejrzeć
kilka minut kolejnego by móc się położyć. Pojawił się najbardziej wkurzający
kosmita w historii i dzięki bogom, że ją zabili. No i zdaje się, że muszę
przyjrzeć się bliżej serii Torchwood.
![]() |
| zawadiacki uśmiech i dwuznaczność moralna. To co lubię w bohaterach serialowych. |
Uwielbiam stosowane w Doktorze forshadowing- od
pierwszego sezonu tu i tam pojawiało się nazwisko Saxon i wreszcie wiadomo o co
chodzi! O dziwo, nie zgadłam kto to, strasznie mnie ciekawi co dalej.
Dziś mamy zamiar zakończyć oglądanie tego sezonu. Już się
nie mogę doczekać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














