sobota, 14 marca 2015

Ona ma więcej włosów na udach niż on na klacie, czyli obejrzeliśmy Greya.

Zostaliście ostrzeżeni. Przy okazji najlepsze zdjęcie promocyjne
Mam wrażenie, że każdy bloger widział ten film i podzielił się wrażeniami, a kimże ja jestem by nie poddać się tradycji ;).
Nie będę pisać,  czemu to zły film,  co jest nie tak z książką, ani o zagrożeniach płynących z Greya. Inni już to zrobili, lepiej zresztą. Napiszę natomiast o moich wrażeniach z seansu. Starałam się oglądać film nie jako ekranizację, tylko dzieło samo w sobie. No i niestety, jako taki film ma mnóstwo wad, oto kilka z nich:
Smutny wielkooki Jamie prosi, żeby go przytulić
 Wada numer jeden: ktoś ogolił Jamie'go Dornana. Aktor bez brody stracił jakieś dziesięć lat, pięćdziesiąt punktów charyzmy i całą wiarygodność. Jego Grey wygląda jak dzieciak, co tłumaczy część jego zachowań, ale nie dodaje uroku ani nie przekonuje widza, że to geniusz milioner. Ten sam szalony geniusz w roli szofero-ochroniarza obsadził Maxa Martini z dwudniowym zarostem. On z kolei wygląda fenomenalnie, garnitury leżą na nim jak ulał, wizualnie zjada swego szefa na śniadanie.
Wada numer dwa: Christian Grey nie umie się ubrać. Jamie Dornan był modelem,  sądzę więc że umie nosić ciuchy tak, by dobrze wyglądały. Grey nosi niedobrane marynarki,  za szerokie lub za wąskie krawaty, że o koszmarnej koszuli nie wspomnę (pod koniec filmu zmienia się to na lepsze, ale wtedy ubierają go na brązowo. Mi się brązowy garnitur nie podobał, Mężowi tak.). Dobrze, że nie pokazują butów. We wszystkim wygląda nie jak prezes, ale student w pierwszej pracy. Za to ma ładną kolekcję kieliszków do wina. Z Anastazji w pierwszych ujęciach zrobili przedszkolankę, choć później jest lepiej.

W każdej scenie wygląda lepiej od głównego bohatera
Wada numer trzy: nie wierzę w to, co film stara mi się sprzedać. Nie wierzę, że Grey jest dominującym, kontrolującym typem, który marzy by przełożyć Anę przez kolano i zlać. Mam raczej wrażenie, że on bardzo chciałby żeby go ktoś związał, ale nie może takiej osoby znaleźć, więc godzi się na next best thing. Może powinien porozmawiać z ochroniarzem?
Wada numer cztery: sceny seksu nie są seksowne. Są może trochę odważniejsze niż standard Hollywood (pokazali męski tyłek kilka razy i mignęło męskie podbrzusze), ale to miała być ekranizacja powieści erotycznej dla kobiet! Czemu więc cały czas oglądam na ekranie popiersie Any w różnych stadiach rozczochrania i rumieńców? Aha, Christian jednym dotykiem doprowadza ją niemal do orgazmu (oraz chuchnięciem na żebra. A potem ludzie mają nierealistyczne wyobrażenia co do seksu). O przygryzaniu wargi czy gumki od ołówka nie wspominam, bo tyle w tym erotyzmu co w natce pietruszki.I chóry kościelne w tle w trakcie? Seriously? W całym filmie była jedna scena, która coś mi robiła (Mąż uznał, że były dwie).

Czy już mogę zagrać seryjnego mordercę? Pretty please!
Wada numer pięć: stracony potencjał. Reżyserka poszła w kierunku komedii romantycznej, co mogłoby nie być złe. Anastazja ma w flmie jakiś pazur, zadziorność, tylko ta cecha jest skrzętnie spychane pod dywan. Christian ma być chyba nieśmiało romantyczny, ale nie gra to z resztą postaci. Mam wrażenie, że celowano też w związek a la "Sprawa Thomasa Crowna" wymieszany z "Romeo i Julią"- to nie działa. Albo dwójka dzieciaków odkrywających miłość, albo dwójka świadomych ludzi uwodzących się nawzajem.
Wada numer sześć: jak to zostało nakręcone. Źle. Nie jestem ekspertem, ale w moim odczuciu część scen kładzie sposób pokazania. Scena w windzie jest pozbawiona napięcia, dzieje się za szybko. Scena negocjacji jest za długa, nuży. Wydarzenia, które powinny być ważne, dzieją się za szybko, z kolei niektóre ujęcia ciągnął się w nieskończoność. Być może ma to związek z brakiem chemii między aktorami, ale jeśli kręcisz historię o uczuciach, musisz w nią wciągnąć widzów. Mąż bardzo był ciekaw jak pokażą dwa loty- jeden helikopterem, drugi szybowcem. Ten pierwszy był ok, widok miasta z góry przepiękny, za to scena lotu szybowcem krótka, nudna i banalna.
Nie zadbano nawet o to, by bohaterów zawsze pokazywać w korzystnym świetle, tytuł notki to komentarz Męża do jednej ze scen. Nie, Dakota Johnson nie ma strasznie owłosionych nóg, ale światło ustawiono tak, że było widać najmniejszy włosek na jej udach, podczas gdy Jamie wyglądał jakby miał wydepilowaną klatę. 

Bezczelnie ukradzione od Malkontentki zdjęcie. Taki Grey znacząco podniósłby wartość estetyczną filmu
Czy film ma jakieś zalety? Udało mu się usunąć wiele niepokojących, strasznych czy obrzydliwych wątków i scen z powieści. Opowieść znormalniała, co nie znaczy że jest dobrze. Podobały nam się matki bohaterów. Mąż docenia też szczerość Greya podczas wywiadu.
Film jest nudny, pozbawiony atmosfery, nakręcony bez polotu. Pokazuje ładne wnętrza i ładne przedmioty, ale widziałam ładniejsze, ciekawiej pokazane, z bohaterami którzy byli interesujący. Bo więcej chemii jest w rozmowach JARVISa i Tony'ego Starka.

6 komentarze: