niedziela, 7 października 2012

Emma Cornwall Incarnation


Już kilka razy zabierałam się do napisania tej recenzji i za każdym razem przestawałam. Jakoś nie mogłam zmusić się do przelania myśli na papier.
Książka jest nowością, o planach wydania w Polsce nie słyszałam, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi spoilery.


W steampunkowej wersji wiktoriańskiego Londynu, piękna wampirzyca szuka autora Draculi by ustalić fakty...
Jeśli wierzyć legendarnej powieści Brama Stokera, Lucy Weston to rozwiązła z postaci, polująca nocą na młodych chłopców. Ale prawdziwa Lucy w niczym nie przypomina swojego fikcyjnego odpowiednika i chce wiedzieć czemu autor skłamał. Z niechętną pomocą Stokera szuka potwora, który ją przemienił- poprzez zmysłowy półświatek gdzie ludzie rywalizują o względy wampirów, do celi pod świątynią szaleństwa, aż do Kryształowego Pałacu gdzie rządzi śmierć.
Prześladowana przez fragmentaryczne wspomnienia utraconego życia i miłości, Lucy musi zmierzyć się z pragnieniem krwi i powstrzymać nadchodzącą wojnę między wampirami i ludźmi. Oraz dokonać wyboru, który jej i czytelnikom uświadomi co to znaczy być człowiekiem.
                                                                                       opis z goodreads.com , tłumaczenie moje

Naprawdę byłam gotowa pokochać tę książkę. Miała w sobie wszystko co lubię- wampiry, wiktoriański Londyn, tajemnicę. Początek, kiedy Lucy powstaje z grobu i stara się zrozumieć kim jest i co się stało, podobał mi się ogromnie. Jest mrocznie strasznie i wiktoriańsko. Autorka używa języka stylizowanego na epokę, który ja bardzo lubię (łatwiej mi przeczytać Draculę w oryginale niż Dziennik Bridget Jones). A potem Lucy jedzie do Londynu, spotyka Stokera (którego niemal morduje), udaje się do miejsca spotkań innych krwiopijców i coś się psuje.
Opis z okładki zawiera w sobie tylko początek powieści i jest w najlepszym razie zwodniczy. Stoker jest postacią co najwyżej drugoplanową, Lucy tak naprawdę pomaga Marco di Orsini, członek Zakonu Złocistego Brzasku, wraz zresztą rodziny i przyjaciół. Śmierć rządząca w Kryształowym Pałacu wcale nie jest straszna. A nazywanie szpitala psychiatrycznego świątynią szaleństwa, no powiedzmy, że autor opisu dał się ponieść poetyckiej wyobraźni.
Chyba największą wadą książki była jej mała draculowatość. Z bohaterów ostała się tylko Lucy, nawet Dracula przepadł(o tym za chwilę). Klimat też jest inny, bardziej fantastyczny niż z horroru, Londyn z Inkarnacji przypominał mi nieco Londyn-Pod Gaimana. W cieniu rewolucji przemysłowej kryją się pozostałości dawnej, bardziej fantastycznej epoki, kiedy pod mostami mieszkały trolle. Czasami ta ukryta część wpływa na współczesność, zazwyczaj ze strasznymi rezultatami( wybuch w zakładach metalurgicznych to jedna z najmocniejszych scen w książce).
Dracula, jak się okazuje, to imię wymyślone przez Stokera dla... Mordreda, syna króla Artura. Otóż Mordred stał się wampirem, by bronić Brytanii przed najeźdźcą, a potem jako król angielskich wampirów przez wiele lat współpracował ze śmiertelnymi monarchami by bronić Imperium. Pomysł ciekawy i mój rozum bardzo go lubi, jednak serce nadal tęskni do Karpat. Może dlatego powieść mnie nie uwiodła?
Wyżaliłam się, więc teraz mogę już z czystym sumieniem chwalić książkę. Podoba mi się historia, to jak Autorka wykorzystała prawdziwe wydarzenia i postaci historyczne w powieści. Akcja toczy się w trakcie obchodów Diamentowego Jubileuszu królowej Wiktorii, dużą rolę odgrywają w niej członkowie Zakonu Złotego Brzasku. Wampiryczny są wampiryczne i nieludzkie, chociaż niepozbawione zasad moralnych. Mordred, mimo utraty europejskiego pochodzenia, nadal jest tajemniczy i nieco przerażający.
No i Lucy... jak już wielokrotnie pisałam, lubię bohaterki, które coś robią i zdradzają przy tym, że są inteligentne. Lucy spełnia oba te wymagania, po początkowym szoku, bierze się do wyjaśniania sprawy, a kiedy na horyzoncie pojawia się książę na białym koniu... uznaje, że przyda jej się pomoc, ale nie oddaje mu prowadzenia. Marco jest ciekawy sam z siebie, nie tylko jako obiekt zainteresowania bohaterki.
Rozważania o człowieczeństwie, sytuacji ludzkości i jej przyszłości, są w książce ważne. Jeśli ktoś nie lubi wywodów filozoficznych, musi uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza w drugiej połowie książki. Chociaż Lucy i tak daleko do Louisa z Wywiadu z wampirem.
Elementy steampunkowe są zaznaczone bardzo delikatnie i dobrze wpasowane w historię. osoby nieprzepadające za tym gatunkiem mogą bez obaw Incarnation przeczytać, chyba że ktoś ma alergie na sam widok nazwiska Tesli. 
Incarnation czyta się szybko, jeśli lubi się XIX wieczną prozę, inaczej może sprawiać wrażenie nieco przegadanej. Czy polecam? Polecam, ale nie nastawiajcie się na powieść o Draculi. Jego tu nie ma. 

1 komentarze: