poniedziałek, 1 października 2012

Nie takie fantasy straszne jak je malują


Nie przepadam za klasycznym fantasy. Czytałam oczywiście Tolkiena, Sapkowskiego i LeGuin, ale wolę urban fantasy i pokrewne. Kiedy jednak Edzik zaproponowała lekturę Robin Hobb uznałam, że czas wypełznąć ze swej norki i podjąć wyzwanie. Co prawda, ona myślała o Żywostatkach, ja wzięłam się za Ucznia Skrytobójcy, ale przeczytałam.

image by google. Jako, że czytałam ebook, nie mogę zrobić zdjęcia mojej książce.
Książka jest podobna do Gry o tron, tłum bohaterów, wielka polityka. Jednak, o ile Grę odłożyłam po pierwszych stu stronach, stwierdzając że nie obchodzi mnie, co się dzieje, to Ucznia czytałam aż przeczytałam.

Fabuła jest dość typowa dla fantasy- mamy wielkie intrygi, bohatera obdarzonego niezwykłymi umiejętnościami, jest wojna. Ale jest to powieść bardziej społeczno-obyczajowa, nacisk położono na życie zwykłych ludzi, nie dworu. Czytelnik więcej dowiaduje się o ulicznikach niż o damach dworu (poznajemy przynajmniej trójkę uliczników z imienia, natomiast ani jednej damy dworu). Akcja toczy się niespiesznie, choć wiele się dzieje. Część wydarzeń jednak poznajemy tylko z opisów Fitza (dlaczego, ach, dlaczego Autorka nie opisała ceremonii wejścia w wiek męski bohatera? Pogrzebu królowej?), o części dowiadujemy się wraz z nim z opisów innych.
Tempo jest nieco nierówne, niekiedy wydarzenia galopują, kiedy indziej nic się nie dzieje. Dłużyzn jest kilka, choć może ktoś inny uznałby te fragmenty za interesujące? Najbardziej mordowałam się, gdy Fitz szkolił się u Galena. Jednak to co ja uważam za dłużyzny ktoś inny może uznać za najciekawsze fragmenty.
Trochę przeszkadzały mi „zrzuty informacji”, Autorka mogła więcej rzeczy pokazać, nie tylko opisywać. Skoro Fitz mieszka na dworze królewskim, czemu nie pokazać negocjacji, poselstw? O wielu istotnych dla klimatu książki sprawach dowiadujemy się tak po prostu. Chyba nie muszę mówić, że klimatu to nie buduje?
Największą zaletą książki są jej bohaterowie, zwłaszcza drugoplanowi. Barwni, dobrze opisani i niejednowymiarowi. Przyznam, że Chłopiec czasami irytował mnie swoją bystrością cegły, ale Burrich czy  Chade pozwalali przetrwać te ciężki chwile. Jedynie król nieco zawodzi, ktoś o imieniu Shrewd nie powinien dać sobą tak manipulować.Z kilkoma zaprzyjaźniłam się i kibicowałam do końca powieści, choć jeden nie żył zbyt długo.
Dodatkowe pół punktu powieść otrzymuje za postacie kobiece. Lady Patience, Molly, Kettricken, właściwie wszystkie bohaterki są dobrze scharakteryzowane, sympatyczne i coś robią. Zwłaszcza Molly, która pochodzi z patologicznej rodziny, a mimo to ma nadal odwagę marzyć. Brak typowej damy, co to leży i pachnie, a potem trzeba ją ratować.
Dodatkowy punkt Uczeń otrzymuje za postacie zwierzęce. Dawno nie czytałam książki, gdzie zwierzęta pełniłyby tak ważną funkcję, a jednocześnie były tak dobrze opisane. Żadnej naiwnej antropomorfizacji, Smithy czy Nosy są psami w stu procentach, ale nadal budzą w czytelniku ciepłe uczucia. Śmierć teriera była jedną z najsmutniejszych scen w książce.
 Podsumowując, książka podobała mi się bardzo. miała swoje wady, ale nie umniejszają one zalet. Na pewno wrócę jeszcze do twórczości p.Hobb, tym razem wezmę się za Żywostatki. Drugi tom trylogii o uczniu zabójcy przeczytam, jestem bardzo ciekawa co stanie się dalej z księciem Verity, Molly, lady Patience i Błaznem.

2 komentarze: