czwartek, 2 kwietnia 2015

Wspomnienia na Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci


Czyli co czytałam, jak byłam mała.
Zacznijmy od tego, że od najmłodszych lat lubiłam książki, ale czytać nauczyłam się dopiero w szkole. Za to cała rodzina do tej pory wspomina małą terrorystkę, każącą sobie czytać niemal cały czas (na szczęście, więcej niż jedną książkę. Byłam dumną właścicielką masy rozpadających się od zaczytania książeczek).

 Część znałam na pamięć i poprawiałam dorosłych, jeśli się przejęzyczyli lub pomylili. Miałam cały stos książeczek z serii Poczytaj mi mamo, ale i tak najbardziej lubiłam Kubusia Puchatka. To była „dorosła” książka, bez masy obrazków, w twardej oprawie, odpowiednim formacie i w ogóle. Mam wrażenie, że wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy poszłam do szkoły i nauczyłam się czytać samodzielnie.
Ten przydługi wstęp ma prowadzić do rankingu ulubionych książek z czasów mojej wczesnej młodości:

Kornel Makuszyński- Koziołek Matołek oraz Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki. Czytano mi je tyle razy, że w końcu sama mogłam je „czytać”- znałam tekst na pamięć, a w moim wydaniu kolejne wersy umieszczono pod obrazkami. Ale i tak wolałam słuchać. Przez jakiś czas byliśmy pewnie jedyną rodziną w Polsce, która mogła recytować oba utwory na wyrywki.
 
Tak wyglądała moja książeczka. Grafikę znalazł nieoceniony Google.
A.A.Milne Kubuś Puchatek- moje najukochańsze książki, też znałam na pamięć całe fragmenty. Nadal uważam, że są cudowne. Przez nie kopałam pułapki na „dłonie i słasice” (żadne tam hefalumpy), grałam w misie-patysie, śpiewałam piosenkę o śniegu, a wiele wyrażeń weszło do języka mojego i rodziny. 

Lewis Carroll Alicja w krainie czarów- kolejny hit mego dzieciństwa. Prawdopodobnie przeczytano mi ją po raz pierwszy, gdy byłam bardzo mała, bo nie pamiętam ani pierwszej lektury, ani zdziwienia fabułą, za to pamiętam oczekiwania na najfajniejsze fragmenty (Alicja bijąca się z kartami!). Co ciekawe, Alicja po drugiej stronie lustra już mi się tak nie podobała.
 
Miałam jeszcze drugie wydanie, ale w tym były ilustracje z pierwszego angielskiego wydania.
Astrid Lindgren Ronja, córka zbójnika oraz  Fizia Pończoszanka- pierwszą czytałam już samodzielnie, ale Fizię jeszcze mi czytano. Niezbyt ją polubiłam, wolałam te bardziej realistyczne książki Astrid (tak, Ronja była dla mnie realistyczna. No przecież wietrzydła mogły spokojnie istnieć w Szwecji), a Fizia wydawała mi się przesadzona. Poza tym spanie z nogami na poduszce było strasznie niewygodne, a konie straszne. 

Grafika STĄD
Tove Jansson Pamiętniki Tatusia Muminka i Lato Muminków. Chyba Pamiętniki bardziej mi się podobały, pewnie dlatego że jak Tatuś bardzo lubię morze. Ale z kolei, w Lecie oni zamieszkali w teatrze! W czasie lektury nie uważałam Buki za przerażającą, raczej byłam ciekawa. A potem obejrzałam serial i Buka stała się bohaterką moich koszmarów. 
 
A ta STĄD
Żałuję, że Neil Gaiman napisał Koralinę tak późno, jest duża szansa że mała ja by ją kochała. Jak widać, we wczesnej młodości lubiłam głównie fantastykę i pisarki skandynawskie. Moi rodzice jakoś nie uważali, że dla dziecka nadają się tylko słodkie opowieści, gdzie nikomu nie dzieje się krzywda. No i wszystkie, poza Pamiętnikami Tatusia Muminka i Kubusiem Puchatkiem miały ciekawe bohaterki, które miały przygody i rozwiązywały problemy (tak wiem, że Kubuś jest w oryginale dziewczynką. Ale mój Kubuś jest chłopcem i zawsze będzie.). 

A jak byłam starsza rodzice podetknęli mi Agathę Christie i Jane Austen, ale to już całkiem inna historia.  

5 komentarze: