niedziela, 16 października 2011

Hayes Gwen Strąceni


Foto z empik.com 

Przyznam, że podchodziłam do tej książki bardzo sceptycznie. Po pierwsze, Paranormal Romance to strasznie przewidywalny gatunek, jest ona i on i on, z czego jeden z ich czasem porasta futrem, a drugi ma trochę za długie zęby, obaj są cudowni, a ją od przybytku głowa boli. Po drugie, wydawca w drugim zdaniu opisu wspomina o okładce, co byłoby zrozumiałe, gdyby to był album albo książka o fotografii. Po trzecie wreszcie, Strąceni zostali porównani przez wyżej wymienionego wydawcę do Zmierzchu. Gdybym najpierw nie przeczytała kilku stron, na pewno odłożyłabym książkę.

Już sam początek nastroił mnie pozytywnie, oto główna bohaterka śni, że z nieba spada płonący chłopak. Nazajutrz okazuje się, że w miejscu jego agonii na trawniku jest wypalona dziura. I tak zagłębiamy się w świat, gdzie jawa przeplata się ze snem, a całość fabuły przypomina baśń, opowiedzianą przez braci Grimm, nie Disneya. Baśń wymieszaną z typowymi dla tego gatunku schematami- nowy chłopak w szkole, na którego rzucają się wszystkie dziewczyny, syndromem Edwarda*, dwoma najlepszymi przyjaciółkami etc.
Całość jest bardzo odświeżająca- również przez to, że bohaterowie są bardzo zwyczajni, a ich problemy typowo ludzkie. I o ile Thea jest czasami nad wyraz irytująca (przypadłość większości bohaterek tego typu książek), to już pozostali bohaterowie są sympatyczni i nieszablonowi. Nawet ojciec Thei i jego pokręcone relacje z córką mają sens( nie do końca, ale Strąceni są napisani z punktu widzenia Thei).

Strąceni są książką lepszą od Zmierzchu, z przemyślaną fabułą, nieźle zbudowanym napięciem, napisaną dużo sprawniej. Okładka, przyznaję, rzeczywiście jest ładna, choć mnie nie powaliła.


* Odpycham-Cię-By-Cię-Nie-Zranić, czyli Nie-Potrafię-Zachować-Się-Odpowiedzialnie-Mimo-Że-Mam-Ponad- Setkę- Na -Karku

1 komentarze: