sobota, 30 lipca 2011

Miłość i jej następstwa



Książkę kupiłam pod wpływem recenzji u Padmy. Od czasu nieszczęsnego „Nazywam się Czerwień” nie sięgałam po literaturę arabską. Sparzyłam się raz, uznałam że dość. Początek Miłości był dla mnie ciężki, bohater snuje się bez ładu i składu, ale potem na scenę wkracza Ona i za jej sprawą opowieść, podobnie jak Dżidda, rozkwita.
O czym jest ta książka? O zakazanej miłości. Zakazanej nie dlatego, że on i ona należą do dwóch wrogich rodów/narodów/religii, ale dlatego, że on jest mężczyzną, a ona kobietą.

Najciekawsze jest to, że powieść pokazuje jak bardzo mężczyźni cierpią na dyskryminacji kobiet. Świat Nasera i jego znajomych jest smutny, wypełniają go sfrustrowani, samotni mężczyźni. Wystarczy liścik, przypadkowe zderzenie na schodach, by stracili głowę dla nieznajomej. Zadziwiające, jak ten świat bez kobiet wypełniają kobiety. Raz po raz musiałam sobie przypominać, że akcja dzieje się w egzotycznej Arabii Saudyjskiej, a nie w PRLu, tak bardzo było tam szaro i smutno. Nikt nie ma jednak dość siły i determinacji by spróbować zmienić ten stan rzeczy.
Czytałam z wypiekami, bardzo chcąc zobaczyć na końcu „i żyli długo i szczęśliwie”. Nie znalazłam tego zdania, rzecz jasna, ale ostatnie linijki dają nadzieję, że Naserowi i Fiore się uda. Bo skoro dokonali niemożliwego- spotkali się i zakochali w kraju, gdzie płcie oddziela od siebie mur, to dlaczego nie?

2 komentarze: