środa, 28 stycznia 2015

Chcemy być dobre, ale nam nie pozwalają- rant krótki

Chciałam kupić na Amazonie najnowszą powieść Marissy Meyer w ebooku. Nie mogę. Mogę nabyć wersję papierową, w twardej oprawie, której koszt wraz z przesyłką wyniesie ponad 20$. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że w podobnej sytuacji są wszyscy nieAmerykanie i choć raz cały świat cierpi ze mną. Zazwyczaj promocja na Amazonie oznacza sprawdzanie czy jest taka sama bez i po zalogowaniu, oraz który Amazon zechce mi sprzedać (czasami chce brytyjski, czasami amerykański). 

Książka, o którą chodzi
Tak samo jest z filmami,  serialami. Jeśli ktoś będzie Was przekonywał, że w Internecie nie ma granic, poproście by spróbował obejrzeć odcinek serialu na stronie emitującej go stacji bez instalowania dodatkowego oprogramowania.
Rozumiem, że odpowiada za to ochrona praw autorskich, ale i tak się wkurzam.  Bo przestarzałe zasady sprawiają, że w najlepszym razie jestem niewidzialnym fanem. Moje zainteresowanie nie jest rejestrowane, nie podnosi słupków oglądalności, nie pomaga produkcji którą lubię w zakwalifikowaniu do produkcji drugiego sezonu. Aktorzy nie przyjadą do Polski na konwent. Pisarz pominie nasz kraj w czasie trasy. Wersję specjalną DVD trzeba będzie sprowadzać, bo u nas będzie tylko skromna jednopłytowa.
Tak,  mogę się nie przejmować,  znaleźć w necie plik i go ściągnąć. Ale nie o to chodzi. Ja chcę legalnie. Chcę wesprzeć ulubieńców.
Tak,  przy użyciu legalnych w Polsce VPNów mogę zamaskować swoje IP i zapłacić za abonament Netflixa. Ale to nie jest komfortowa sytuacja. W dobie globalizacji muszę kombinować, żeby wręczyć komuś moje pieniądze.

Autorką wypowiedzi użytej w tytule jest Cactusgeekus :)

3 komentarze: